Mam trzy sprawy..
Po pierwsze:
Wybaczcie, że nie pisałam, ale leżałam tydzień w szpitalu i nie miałam jak napisać :(
Po drugie:
Wesoooołych Świąt ;)
I po trzecie, czyli ostatnie:
Mam nowego bloga ;) Więc zapraszam, żebyście wchodzili. Postaram się pisać jak najczęściej do wszystkich trzech, ale mało czasu :(
Mam nadzieję, że się spodoba ; )
wtorek, 25 grudnia 2012
czwartek, 6 grudnia 2012
Cień Księżyca rozdział 7 "Dzwonek telefonu"
-Wstawaj!-rzuciłam.
-Wiem, że ze mną zerwiesz, więc zrób to teraz i tutaj- powiedział patrząc w stronę mojej twarzy.
-Jeśli chcesz, żebym z tobą zerwała, to mogę to zrobić. To dla mnie nie problem.
-Czy myślałaś, żeby to inaczej zrobić?- zerwał się na nogi.
-Jak chcesz gadać to w cztery oczy.
Ruszył za mną i zatrzymaliśmy się około piętnaście metrów dalej, tak żeby nie mogli nas usłyszeć.
-Czyli wybaczysz mi ?-zapytał chwytając mnie za ręce.
-Zobaczymy, ale jeszcze jedno takie gówno zrobisz to z nami koniec. Bez wymówek.
-Dziękuję- chwycił mnie w talii i przyciągnął do swojej piersi.- Na prawdę przepraszam cię.
-Dobra już- bąknęłam.
-Wiesz, że cię kocham?- popatrzyłam na niego z nieco zdziwioną miną.
-Nie zauważyłam.
-Ej słońce. Przestań. Jesteś pierwszą dziewczyną, do której na prawdę coś czuję.
-Jasne, jasne.
-Dziewczyno przestań. Jak cię widzę to mi serce szybciej bije.
Chwycił mnie za rękę. Rozmawialiśmy kilka minut, aż dostałam sms-a od taty.
-Już wrócili do domu.
-Kto?
-Moi rodzice. Pewnie za jakieś dwie godziny będę musiała wracać.
-Odprowadzę cię.
Siedzieliśmy przy ognisku. Nie skrywając urazy do Nathana wygłupiałam się z nim, chociaż wciąż byłam zła.
Kiedy spojrzałam na zegarek w telefonie, trochę mnie zaskoczyło to, że jeszcze nie dostałam wiadomości o prośbie o powrót do domu. Było siedemnaście minut po pierwszej.
-Ja wracam, do domu-wstałam gwałtownie i podniosłam siodło z trawy wilgotnej od rosy.
-Przecież starzy nie dzwonili- powiedział Christopher gardzącym tonem.
-No właśnie. Trochę to dziwne jak na moją matkę.
-Weźcie się trochę ruszcie.
Kiedy założyliśmy siodła pomknęliśmy w stronę naszej płycizny. Z daleka zobaczyliśmy jak ciemność rozrzedzają jasne płomyki podobne do ognia. Przyspieszyłam. Kiedy z końca leśnej drogi mogłam dojrzeć dom, stanęłam przerażona. Stajnia stała w płomieniach, na całe szczęście zwierzęta były z nami. Zobaczyłam jakieś odjeżdżające auto, ale nie dostrzegłam z tak daleka numerów rejestracyjnych. Cwałem dobiegłam do ulicy. Smoke zaczął wierzgać na widok ognia. Przywiązałam go do belki.
Weszłam do domu. W domu było jakoś za cicho. Chwilę później usłyszałam jak Collin dzwoni na policję i straż pożarną. Charlie i Matt stali obok mnie. Nathan z Chrisem weszli chwilę później.
-Szukajcie ich!- krzyknęłam wbiegając na schody.
Weszłam po kolei do każdego pokoju na górze. W moim znalazłam kilka kropli krwi. Weszłam pod łóżko, zajrzałam do szafy, ale jedyne co znalazłam to ubrania, i trochę kurzu. Weszłam do łazienki. Z wanny wylewała się woda. Zakręciłam kurek i próbowałam wyciągnąć ojca z wanny. Krzyknęłam:
-POMOCY!
Nate i Collin wbiegli w zastraszająco szybkim tempie i wyjęli go. Nie oddychał. Miał dziurę w brzuchu, krzyknęłam z przerażenia kiedy zobaczyłam ranę na plecach. Była co najmniej 5 razy większa, niż ta wlotowa.
Zadzwoniłam na 911. Trzymałam papier w ranie na plecach, a z przodu ściskałam go ręką.
Charlie wpadła z krzykiem.
-Znalazłam twoją mamę!
-Uciskajcie go!- wybiegłam z pokoju za Charlotte. Moja matka leżała nieruchomo w ogromnej kałuży krwi. Nie wytrzymałam. Ból zaciskał się w moim gardle. Była blada. Czas się dla mnie zatrzymał. Upadłam przed nią na kolana. Miała w sobie dwie dziury. Jedną w brzuchu drugą, bardzo blisko prawej piersi.
Christine nie było w domu.
Wybiegłam do mojego pokoju. Otworzyłam skrytkę w panelach i pobiegłam do pokoju rodziców. Z ich szafy wyciągnęłam jeden pistolet, a z stolika nocnego taty drugi. Włożyłam je pod panele i dobrze zacisnęłam skrytkę.
-Co tam robiłaś?-zapytał Nate, stojąc w przejściu.
-Nic-udałam, że ocieram łzy. Właściwie tak do końca, to nie było kłamstwo. Byłam zrozpaczona. Podniósł mnie delikatnie za ręce i mocno przytulił. Usłyszeliśmy syrenę pogotowia, zaraz później policji.
-Chodź na dół.
Ratownicy medyczni wbiegli po schodach najpierw weszli do łazienki, później do pokoju gościnnego, gdzie leżała moja matka. Wzięli ich oboje na nosze i wynieśli. Policja nas przesłuchiwała. Kiedy oficer Brandon kończył pisać zdanie, do domu przez otwarte drzwi wbiegła matka Charlie.
-Co tu się stało?- rozejrzała się i podeszła bliżej.
-Ktoś chciał zamordować mamę i tatę, a Chris zniknęła- twarz miałam kamiennie spokojną, nie pokazywała żadnych emocji, choć w środku miałam ochotę krzyczeć i szlochać.
-Może pan odejść- rzuciła beznamiętnie.
-Muszę zadzwonić- powiedziałam, po czym odwróciłam się i wyszłam przez tylne drzwi. Zadzwoniłam do cioci Paige. Choć było już wpół do 3, wiedziałam, że odbierze.
-Halo?!- przemówiła zaspanym głosem.
-Ciociu możesz przyjechać po mnie?
-Teraz?
-Tak.
-Nie możesz zaczekać do rana?
-Raczej wątpię.
-Co to za hałasy? Kto tam jest?
-Przyjedź to powiem. Proszę.
-Dobrze. Zaraz tam przyjadę.
-Dzięki-rozłączyłam się.
Dopiero w tamtym momencie zorientowałam się, jak bardzo się bałam o życie rodziców. Mimo, że wiedziałam, że Oliver to nie mój prawdziwy ojciec, to bardzo go kochałam. Matka, która szukała mnie przez kilka lat, ledwo trzymała się życia. Gorące łzy spływały po moich policzkach. Usiadłam na huśtawce ogrodowej, zakryłam oczy dłońmi. Właśnie wtedy, przysięgłam sobie, że pomszczę ich i odzyskam siostrę. Musiałam jeszcze zostawić gdzieś konie, więc wykonałam telefon do stajni, aby przyjechali. Kierowca był wściekły, ale zjawił się dwadzieścia minut później. Odjechał, gdy tylko zwierzęta, znajdowały się w przyczepie. Usłyszałam przeraźliwy krzyk. To była ona.
-Co tu się stało?!- zanosiła się płaczem. -Gdzie jest Phoebe?
-Ktoś ją postrzelił- chwyciłam ją w łokciach.
-Jak to postrzelił?
-Zawieźli ją do szpitala i tatę też.
-Boże.
-Mogę u ciebie zamieszkać póki nie wrócą do domu?
-Tak, jasne, że tak. Nie mogę w to uwierzyć!
-Możemy jechać?
-Tak. Już.
Weszłam do auta. Wyciągnęłam z majtek jeden pistolet, drugi miałam w plecaku.
-Coś ty zrobiła?- zapytała.
-Wzięłam je, żeby nie myśleli, że najpierw ojciec zastrzelił matkę, a potem siebie.
-Jesteś szaloną dziewczyną, ale przyznam ci rację.
Rozmawiałyśmy zciszonymi głosami.
Przez chwilę żadna z nas nie wydała z siebie nawet westchnięcia.
-Co jeśli oni...nie..-zaszlochałam głośno.
-Nawet tak nie mów-rzuciła ostrym tonem.- Twoja matka jest najtwardszą osobą jaką znam. Na pewno się nie podda. A Oliver to też niezłe ziółko. Nie opuściłby twojej matki za nic w świecie.
-Skąd o tym wiesz?
-Bo znam ich dłużej niż ty.
-Ale..
-Mówili ci w ogóle, jak się poznali?
-Nigdy nie pytałam.
-No widzisz.
-To opowiedz mi.
-Nie teraz Michie, na prawdę jestem zmęczona.
-Proszę.
-Niech będzie- westchnęła głęboko.-Wiesz, że po tym jak Phoebe zaszła w ciążę, to wyprowadziliśmy się do L.A.?
-No, wiem.
-Więc.. Poznała Helenę Bonham- Carter i się skumały mimo ich różnicy wieku. Wiesz, że ona teraz ma prawie 62 lata. Więc Helena zrobiła imprezę dla całej obsady HP. Tam się zaprzyjaźniłyśmy z Bonnie i Evanną i Phoebe poznała Olivera. Wiesz, założyli się nie ważne o co, no i twoja matka przegrała i musiała się z nimi całować. W sensie z Oliverem, James' em i Tomem. No i po twoich pierwszych urodzinach oznajmili wszystkim, że ze sobą są, ale i tak wszyscy o tym wiedzieli. Pomagał jej ze wszystkim, a kiedy zniknęłaś, mam na myśli kiedy porwał cię ojciec, robił za nią wszystko. Dopiero, kiedy mama kazała jej wyjechać do Manchesteru znalazła cię. Wiesz. Pojechała do domu Jacoba, ale dowiedziała się, że wyprowadził się do naszego starego domu, więc tam pojechała. Potem po wskazaniu przez jego dziewczynę dom Davida jako miejsce jego pobytu pojechała tam i kiedy wracałaś ze szkoły dowiedziała się, że to on. Resztę opowieści chyba pamiętasz?
-Tak.
Zapanowała przytłaczająca cisza.
-Czyli tacie nie przeszkadzało to, że jestem?
-Nie. Kochał cię. Nadal cię kocha.
-Ja jego też.
-Boję się o Christine.
-Ja też.
Nie odzywałyśmy się, aż do końca drogi. Ciocia Paige mieszkała w piętrowym domu razem, z wujkiem Will' em, dwoma córkami pięcioletnią Sarah, dziewięcioletnią Angelą i dwuletnim synkiem Brian' em. Piętrówka była pomalowana na zgniło-zielony kolor, białe okna świetnie kontrastowały z zielonym odcieniem. Wszystkie światła były jeszcze pogaszone. Przed domem rosły jakieś kwiatki. Po wejściu do przedpokoju zdjęłam buty.
-Chodź kochanie, zrobię ci śniadanie, a potem idź się prześpij do gościnnego pokoju.
-Nie jestem głodna i nie chce mi się spać.
-Nie marudź!
-Chcę się wykąpać i przebrać, jestem cała we krwi.
-To idź, ale i tak zjesz.
-Zachowujesz się jak babcia.
-Wiem, że moja matka tak robi, ale ja mam swoje powody, a ona tylko chce, cię utuczyć.
-Idę się wykąpać.
-Dobra, ja zaraz budzę Will' a.
Weszłam do łazienki, zatkałam wannę i włączyłam kran z gorącą wodą. Mogłam dostrzec jak para unosi się wysoko. Rozpięłam guzik ze spodenek i spuściłam je na ziemię. Zdjęłam bluzkę i stanik.
Chwilę później byłam już całkiem naga. Mocno rozmasowałam sobie piersi. Zakręciłam kurek i sprawdziłam dużym palcem u stopy, czy woda nie jest za gorąca. Była w sam raz.
Usiadłam rozkoszując się gorącem. Przydałby się teraz Nathan- pomyślałam. Przypomniałam sobie jak zawsze zachłannie mnie całował, a kiedy się kochaliśmy mocno mnie posuwał. Na samą myśl miałam ochotę, aby to właśnie on zajął się odstresowaniem mnie. Niestety musiałam zadowolić się paluszkami i zamkniętym, nieużywanym( przez ciotkę Paige) wibratorem, który trzymała w dwudennej szafce. Nie chciała, aby ktoś wiedział o tej skrytce. Niestety. Ja przez przypadek ją znalazłam, gdy pomagałam jej robić porządek. Od tamtego czasu, gdy tylko byłam u niej, włączałam go na największe obroty, mocowałam go na przyssawce i mocno się na niego nabijałam. Może to nie to samo, co zachłanne ręce i wielki kutas Nathana, ale jednak mogłam się zaspokoić.
Tak jak zwykle przymocowałam do na desce sedesowej, nachyliłam się nieco i włączyłam go na największe obroty, ale nie włożyłam go sobie do muszelki, tylko ocierałam się o niego stojącymi sutkami, przy czym masowałam ręką swoją łechtaczkę, co jakiś czas wkładając do cipki dwa lub trzy paluszki. Kiedy cipka była już bardzo mokra przestałam się ocierać sutkami o wibrator, i usiadłam na nim, nie kontrolując się jęknęłam głośno. Nabijałam się w końcu byłam blisko końca, kiedy usłyszałam kroki.
-To tylko wujek, ale ja mam zamkniętą łazienkę, więc nie może tu wejść- pomyślałam.
Pomyliłam się jednak o wiele za dużo. Wujek William wszedł całkiem nagi do łazienki. Kiedy mnie zobaczył od razu stwardniał mu kutas. Wyciągnęłam wibrator z cipki i zakryłam się ręcznikiem.
-Cześć Michelle-powiedział tak, jakby to była całkiem normalna sytuacja.
-Cześć wujku. Mógłbyś wyjść, bo ja właśnie...
-Właśnie używałaś wibratora mojej żony. Oj nie ładnie- na jego twarzy zagościł dziwny uśmiech. Nie próbował się kryć z tym, że na mój widok, napalił się jak mało kto. Zamknął drzwi do łazienki na zasuwkę i podszedł do mnie. Ja cofając się dotknęłam plecami ściany. Zerwał ze mnie ręcznik i odwrócił mnie do siebie tyłem. Włożył kutasa pomiędzy moje uda i zaczął się poruszać równomiernie. Haczył również o moją łechtaczkę. Choć był o wiele starszy i był mężem mojej kochanej ciotki, podobało mi się jego zachowanie. Wypięłam się do niego, a on drażnił mnie nieco, tylko wchodząc i wychodząc jak najszybciej. Byłam tak napalona, że odwróciłam się do niego przodem i popchnęłam na podłogę. Kutas sterczał mu a ja palcami u stóp tylko dotykałam jego żołędzia. Następnie stanęłam nad jego głową i usiadłam na jego twarzy tak, aby mógł lizać moją cipkę, a ja jego fiuta. Byłam przyzwyczajona do nieco większych rozmiarów, ale nie był najmniejszy jakiego widziałam. Po niespełna dziesięciu minutach zaczął dochodzić, więc usiadłam na nim i czując jak jego gorąca sperma wlewa się we mnie również doszłam. Nie było szans żebym zaszła w ciążę. Musiałam brać tabletki hormonalne. Wyszliśmy z łazienki, wcześniej jednak zażyczył sobie, abym nic nikomu nie mówiła, taki głosem, jakby miał ochotę na więcej. Pociągnęłam go za członka i przejechałam pępku. Wszedł jeszcze na chwilę do łazienki, uklęknął i włożył język do mojej cipki po czym wstał i wyszedł.
Po tym co się stało, starałam się unikać jego towarzystwa. Było mi bardzo głupio.
-Michelle, chcesz jechać do szpitala?- zapytała ciocia, kiedy siedziałam pogrążona w myślach o małej Christine.
-Co? Ach tak!
-To idź weź sobie jakieś ciuchy porządne z mojej szafy i jedziemy.
Wyciągnęłam jakieś jeansy i zwykłą czarną bluzkę na ramiączkach.
-Gotowa?-zapytała. Miała podkrążone oczy.
-Tak. Możemy jechać.
Wyjechałyśmy. Podczas jazdy nie odzywałyśmy się. Ja obserwowałam różne domy i ludzi, a ciocia prawie usypiała za kierownicą. Niczego się nie domyślała. Cieszyłam się z tego, ale źle się z tym czułam. Nigdy więcej nie chciałam, żeby to się powtórzyło. Nie dość, że zdradziłam chłopaka z własnym wujkiem, to jeszcze mężem mojej ciotki. Zatrzymałyśmy się przed parkingiem szpitala.
-To co wychodzimy?-powiedziała zmęczonym głosem, po czym wyjęła klucze ze stacyjki i otworzyła drzwi.
-Nareszcie.
Weszłyśmy do budynku szpitala i zapytałyśmy w recepcji, gdzie leżeli rodzice. Sala 641. Doktor właśnie stał nad łóżkiem mojej matki. Wbiegłam do sali szlochając.
-Przepraszam, ale do tej sali może wchodzić tylko bliska rodzina.
Nie mogłam odpowiedzieć, bo zanosiłam się od płaczu.
-Ja jestem siostrą, a to córka.
-Jest tutaj jeszcze brat bliźniak pana Phelps.
-Je-e-st wuje-e-ek James?
-Tak. Czy mogę panią prosić na momencik?
-Oczywiście-rzuciła ciocia i wyszła za lekarzem.
Przez szkło mogłam zobaczyć, jak ciotka słysząc diagnozę lekarza zaczęła płakać, jak położył rękę na jej ramieniu w geście pocieszenia, jak przytulił ją wujek James, gdy tylko ją zobaczył.
Oboje postarali się, żeby zatrzymać łzy, zanim znów weszli na salę.
-Co z nimi?- zapytałam stojąc nad łóżkami obojga rodziców, łzy spływały po mojej twarzy.
-Usiądź lepiej- powiedział wujek. Usiadłam.
-Więc powiecie mi, czy nie?
-Więc o kim chcesz najpierw usłyszeć?
-O mamie!
-Więc, ona.. jest nieprzytomna, ale lekarze mówią, że z tego wyjdzie. Kula ominęła płuco o dwa centymetry.
-O Boże- zaczęłam płakać. James mnie przytulił.
-A Oliver.. stracił dużo krwi, zapadł w śpiączkę dziś rano. -Powiedzieli, że jest piętnaście procent gwarancji, że się wybudzi.
Zakręciło mi się w głowie. Zapadła ciemność. Obudziłam się, pod wpływem soli trzeźwiących.
-Wszystko z tobą w porządku?-zapytała ciocia.
-Jest zbyt zmęczona, musi odpocząć, do tego jeszcze te dwie próby morderstwa- odpowiedział za mnie lekarz. Po czym wyszedł. Usiadłam na łóżku.
-Boże, gdybym wtedy była w domu, to pewnie byłoby wszystko OK.
-Przestań! Nawet tak nie mów. Gdybyś była w domu, to nikt by was nie znalazł. Pewnie bylibyście wszyscy martwi! Usłyszałam dzwonek telefonu. Nieznany numer...
-Halo?
By Caroline.. ; *
I tak jak obiecałaaam muzyczka <3
Rap:50 Cent ft. Snoop Dogg & G-Unit - P.I.M.P.
Mam do tej piosenki jakiś sentyment :>
Metal/Rock:Sound Garden - Been Away Too Long ,<3
Bo jest świetnaa :>
Reggae :http://www.youtube.com/watch?v=Ry7qXsjcafY
Muach <3
-Wiem, że ze mną zerwiesz, więc zrób to teraz i tutaj- powiedział patrząc w stronę mojej twarzy.
-Jeśli chcesz, żebym z tobą zerwała, to mogę to zrobić. To dla mnie nie problem.
-Czy myślałaś, żeby to inaczej zrobić?- zerwał się na nogi.
-Jak chcesz gadać to w cztery oczy.
Ruszył za mną i zatrzymaliśmy się około piętnaście metrów dalej, tak żeby nie mogli nas usłyszeć.
-Czyli wybaczysz mi ?-zapytał chwytając mnie za ręce.
-Zobaczymy, ale jeszcze jedno takie gówno zrobisz to z nami koniec. Bez wymówek.
-Dziękuję- chwycił mnie w talii i przyciągnął do swojej piersi.- Na prawdę przepraszam cię.
-Dobra już- bąknęłam.
-Wiesz, że cię kocham?- popatrzyłam na niego z nieco zdziwioną miną.
-Nie zauważyłam.
-Ej słońce. Przestań. Jesteś pierwszą dziewczyną, do której na prawdę coś czuję.
-Jasne, jasne.
-Dziewczyno przestań. Jak cię widzę to mi serce szybciej bije.
Chwycił mnie za rękę. Rozmawialiśmy kilka minut, aż dostałam sms-a od taty.
-Już wrócili do domu.
-Kto?
-Moi rodzice. Pewnie za jakieś dwie godziny będę musiała wracać.
-Odprowadzę cię.
Siedzieliśmy przy ognisku. Nie skrywając urazy do Nathana wygłupiałam się z nim, chociaż wciąż byłam zła.
Kiedy spojrzałam na zegarek w telefonie, trochę mnie zaskoczyło to, że jeszcze nie dostałam wiadomości o prośbie o powrót do domu. Było siedemnaście minut po pierwszej.
-Ja wracam, do domu-wstałam gwałtownie i podniosłam siodło z trawy wilgotnej od rosy.
-Przecież starzy nie dzwonili- powiedział Christopher gardzącym tonem.
-No właśnie. Trochę to dziwne jak na moją matkę.
-Weźcie się trochę ruszcie.
Kiedy założyliśmy siodła pomknęliśmy w stronę naszej płycizny. Z daleka zobaczyliśmy jak ciemność rozrzedzają jasne płomyki podobne do ognia. Przyspieszyłam. Kiedy z końca leśnej drogi mogłam dojrzeć dom, stanęłam przerażona. Stajnia stała w płomieniach, na całe szczęście zwierzęta były z nami. Zobaczyłam jakieś odjeżdżające auto, ale nie dostrzegłam z tak daleka numerów rejestracyjnych. Cwałem dobiegłam do ulicy. Smoke zaczął wierzgać na widok ognia. Przywiązałam go do belki.
Weszłam do domu. W domu było jakoś za cicho. Chwilę później usłyszałam jak Collin dzwoni na policję i straż pożarną. Charlie i Matt stali obok mnie. Nathan z Chrisem weszli chwilę później.
-Szukajcie ich!- krzyknęłam wbiegając na schody.
Weszłam po kolei do każdego pokoju na górze. W moim znalazłam kilka kropli krwi. Weszłam pod łóżko, zajrzałam do szafy, ale jedyne co znalazłam to ubrania, i trochę kurzu. Weszłam do łazienki. Z wanny wylewała się woda. Zakręciłam kurek i próbowałam wyciągnąć ojca z wanny. Krzyknęłam:
-POMOCY!
Nate i Collin wbiegli w zastraszająco szybkim tempie i wyjęli go. Nie oddychał. Miał dziurę w brzuchu, krzyknęłam z przerażenia kiedy zobaczyłam ranę na plecach. Była co najmniej 5 razy większa, niż ta wlotowa.
Zadzwoniłam na 911. Trzymałam papier w ranie na plecach, a z przodu ściskałam go ręką.
Charlie wpadła z krzykiem.
-Znalazłam twoją mamę!
-Uciskajcie go!- wybiegłam z pokoju za Charlotte. Moja matka leżała nieruchomo w ogromnej kałuży krwi. Nie wytrzymałam. Ból zaciskał się w moim gardle. Była blada. Czas się dla mnie zatrzymał. Upadłam przed nią na kolana. Miała w sobie dwie dziury. Jedną w brzuchu drugą, bardzo blisko prawej piersi.
Christine nie było w domu.
Wybiegłam do mojego pokoju. Otworzyłam skrytkę w panelach i pobiegłam do pokoju rodziców. Z ich szafy wyciągnęłam jeden pistolet, a z stolika nocnego taty drugi. Włożyłam je pod panele i dobrze zacisnęłam skrytkę.
-Co tam robiłaś?-zapytał Nate, stojąc w przejściu.
-Nic-udałam, że ocieram łzy. Właściwie tak do końca, to nie było kłamstwo. Byłam zrozpaczona. Podniósł mnie delikatnie za ręce i mocno przytulił. Usłyszeliśmy syrenę pogotowia, zaraz później policji.
-Chodź na dół.
Ratownicy medyczni wbiegli po schodach najpierw weszli do łazienki, później do pokoju gościnnego, gdzie leżała moja matka. Wzięli ich oboje na nosze i wynieśli. Policja nas przesłuchiwała. Kiedy oficer Brandon kończył pisać zdanie, do domu przez otwarte drzwi wbiegła matka Charlie.
-Co tu się stało?- rozejrzała się i podeszła bliżej.
-Ktoś chciał zamordować mamę i tatę, a Chris zniknęła- twarz miałam kamiennie spokojną, nie pokazywała żadnych emocji, choć w środku miałam ochotę krzyczeć i szlochać.
-Może pan odejść- rzuciła beznamiętnie.
-Muszę zadzwonić- powiedziałam, po czym odwróciłam się i wyszłam przez tylne drzwi. Zadzwoniłam do cioci Paige. Choć było już wpół do 3, wiedziałam, że odbierze.
-Halo?!- przemówiła zaspanym głosem.
-Ciociu możesz przyjechać po mnie?
-Teraz?
-Tak.
-Nie możesz zaczekać do rana?
-Raczej wątpię.
-Co to za hałasy? Kto tam jest?
-Przyjedź to powiem. Proszę.
-Dobrze. Zaraz tam przyjadę.
-Dzięki-rozłączyłam się.
Dopiero w tamtym momencie zorientowałam się, jak bardzo się bałam o życie rodziców. Mimo, że wiedziałam, że Oliver to nie mój prawdziwy ojciec, to bardzo go kochałam. Matka, która szukała mnie przez kilka lat, ledwo trzymała się życia. Gorące łzy spływały po moich policzkach. Usiadłam na huśtawce ogrodowej, zakryłam oczy dłońmi. Właśnie wtedy, przysięgłam sobie, że pomszczę ich i odzyskam siostrę. Musiałam jeszcze zostawić gdzieś konie, więc wykonałam telefon do stajni, aby przyjechali. Kierowca był wściekły, ale zjawił się dwadzieścia minut później. Odjechał, gdy tylko zwierzęta, znajdowały się w przyczepie. Usłyszałam przeraźliwy krzyk. To była ona.
-Co tu się stało?!- zanosiła się płaczem. -Gdzie jest Phoebe?
-Ktoś ją postrzelił- chwyciłam ją w łokciach.
-Jak to postrzelił?
-Zawieźli ją do szpitala i tatę też.
-Boże.
-Mogę u ciebie zamieszkać póki nie wrócą do domu?
-Tak, jasne, że tak. Nie mogę w to uwierzyć!
-Możemy jechać?
-Tak. Już.
Weszłam do auta. Wyciągnęłam z majtek jeden pistolet, drugi miałam w plecaku.
-Coś ty zrobiła?- zapytała.
-Wzięłam je, żeby nie myśleli, że najpierw ojciec zastrzelił matkę, a potem siebie.
-Jesteś szaloną dziewczyną, ale przyznam ci rację.
Rozmawiałyśmy zciszonymi głosami.
Przez chwilę żadna z nas nie wydała z siebie nawet westchnięcia.
-Co jeśli oni...nie..-zaszlochałam głośno.
-Nawet tak nie mów-rzuciła ostrym tonem.- Twoja matka jest najtwardszą osobą jaką znam. Na pewno się nie podda. A Oliver to też niezłe ziółko. Nie opuściłby twojej matki za nic w świecie.
-Skąd o tym wiesz?
-Bo znam ich dłużej niż ty.
-Ale..
-Mówili ci w ogóle, jak się poznali?
-Nigdy nie pytałam.
-No widzisz.
-To opowiedz mi.
-Nie teraz Michie, na prawdę jestem zmęczona.
-Proszę.
-Niech będzie- westchnęła głęboko.-Wiesz, że po tym jak Phoebe zaszła w ciążę, to wyprowadziliśmy się do L.A.?
-No, wiem.
-Więc.. Poznała Helenę Bonham- Carter i się skumały mimo ich różnicy wieku. Wiesz, że ona teraz ma prawie 62 lata. Więc Helena zrobiła imprezę dla całej obsady HP. Tam się zaprzyjaźniłyśmy z Bonnie i Evanną i Phoebe poznała Olivera. Wiesz, założyli się nie ważne o co, no i twoja matka przegrała i musiała się z nimi całować. W sensie z Oliverem, James' em i Tomem. No i po twoich pierwszych urodzinach oznajmili wszystkim, że ze sobą są, ale i tak wszyscy o tym wiedzieli. Pomagał jej ze wszystkim, a kiedy zniknęłaś, mam na myśli kiedy porwał cię ojciec, robił za nią wszystko. Dopiero, kiedy mama kazała jej wyjechać do Manchesteru znalazła cię. Wiesz. Pojechała do domu Jacoba, ale dowiedziała się, że wyprowadził się do naszego starego domu, więc tam pojechała. Potem po wskazaniu przez jego dziewczynę dom Davida jako miejsce jego pobytu pojechała tam i kiedy wracałaś ze szkoły dowiedziała się, że to on. Resztę opowieści chyba pamiętasz?
-Tak.
Zapanowała przytłaczająca cisza.
-Czyli tacie nie przeszkadzało to, że jestem?
-Nie. Kochał cię. Nadal cię kocha.
-Ja jego też.
-Boję się o Christine.
-Ja też.
Nie odzywałyśmy się, aż do końca drogi. Ciocia Paige mieszkała w piętrowym domu razem, z wujkiem Will' em, dwoma córkami pięcioletnią Sarah, dziewięcioletnią Angelą i dwuletnim synkiem Brian' em. Piętrówka była pomalowana na zgniło-zielony kolor, białe okna świetnie kontrastowały z zielonym odcieniem. Wszystkie światła były jeszcze pogaszone. Przed domem rosły jakieś kwiatki. Po wejściu do przedpokoju zdjęłam buty.
-Chodź kochanie, zrobię ci śniadanie, a potem idź się prześpij do gościnnego pokoju.
-Nie jestem głodna i nie chce mi się spać.
-Nie marudź!
-Chcę się wykąpać i przebrać, jestem cała we krwi.
-To idź, ale i tak zjesz.
-Zachowujesz się jak babcia.
-Wiem, że moja matka tak robi, ale ja mam swoje powody, a ona tylko chce, cię utuczyć.
-Idę się wykąpać.
-Dobra, ja zaraz budzę Will' a.
Weszłam do łazienki, zatkałam wannę i włączyłam kran z gorącą wodą. Mogłam dostrzec jak para unosi się wysoko. Rozpięłam guzik ze spodenek i spuściłam je na ziemię. Zdjęłam bluzkę i stanik.
Chwilę później byłam już całkiem naga. Mocno rozmasowałam sobie piersi. Zakręciłam kurek i sprawdziłam dużym palcem u stopy, czy woda nie jest za gorąca. Była w sam raz.
Usiadłam rozkoszując się gorącem. Przydałby się teraz Nathan- pomyślałam. Przypomniałam sobie jak zawsze zachłannie mnie całował, a kiedy się kochaliśmy mocno mnie posuwał. Na samą myśl miałam ochotę, aby to właśnie on zajął się odstresowaniem mnie. Niestety musiałam zadowolić się paluszkami i zamkniętym, nieużywanym( przez ciotkę Paige) wibratorem, który trzymała w dwudennej szafce. Nie chciała, aby ktoś wiedział o tej skrytce. Niestety. Ja przez przypadek ją znalazłam, gdy pomagałam jej robić porządek. Od tamtego czasu, gdy tylko byłam u niej, włączałam go na największe obroty, mocowałam go na przyssawce i mocno się na niego nabijałam. Może to nie to samo, co zachłanne ręce i wielki kutas Nathana, ale jednak mogłam się zaspokoić.
Tak jak zwykle przymocowałam do na desce sedesowej, nachyliłam się nieco i włączyłam go na największe obroty, ale nie włożyłam go sobie do muszelki, tylko ocierałam się o niego stojącymi sutkami, przy czym masowałam ręką swoją łechtaczkę, co jakiś czas wkładając do cipki dwa lub trzy paluszki. Kiedy cipka była już bardzo mokra przestałam się ocierać sutkami o wibrator, i usiadłam na nim, nie kontrolując się jęknęłam głośno. Nabijałam się w końcu byłam blisko końca, kiedy usłyszałam kroki.
-To tylko wujek, ale ja mam zamkniętą łazienkę, więc nie może tu wejść- pomyślałam.
Pomyliłam się jednak o wiele za dużo. Wujek William wszedł całkiem nagi do łazienki. Kiedy mnie zobaczył od razu stwardniał mu kutas. Wyciągnęłam wibrator z cipki i zakryłam się ręcznikiem.
-Cześć Michelle-powiedział tak, jakby to była całkiem normalna sytuacja.
-Cześć wujku. Mógłbyś wyjść, bo ja właśnie...
-Właśnie używałaś wibratora mojej żony. Oj nie ładnie- na jego twarzy zagościł dziwny uśmiech. Nie próbował się kryć z tym, że na mój widok, napalił się jak mało kto. Zamknął drzwi do łazienki na zasuwkę i podszedł do mnie. Ja cofając się dotknęłam plecami ściany. Zerwał ze mnie ręcznik i odwrócił mnie do siebie tyłem. Włożył kutasa pomiędzy moje uda i zaczął się poruszać równomiernie. Haczył również o moją łechtaczkę. Choć był o wiele starszy i był mężem mojej kochanej ciotki, podobało mi się jego zachowanie. Wypięłam się do niego, a on drażnił mnie nieco, tylko wchodząc i wychodząc jak najszybciej. Byłam tak napalona, że odwróciłam się do niego przodem i popchnęłam na podłogę. Kutas sterczał mu a ja palcami u stóp tylko dotykałam jego żołędzia. Następnie stanęłam nad jego głową i usiadłam na jego twarzy tak, aby mógł lizać moją cipkę, a ja jego fiuta. Byłam przyzwyczajona do nieco większych rozmiarów, ale nie był najmniejszy jakiego widziałam. Po niespełna dziesięciu minutach zaczął dochodzić, więc usiadłam na nim i czując jak jego gorąca sperma wlewa się we mnie również doszłam. Nie było szans żebym zaszła w ciążę. Musiałam brać tabletki hormonalne. Wyszliśmy z łazienki, wcześniej jednak zażyczył sobie, abym nic nikomu nie mówiła, taki głosem, jakby miał ochotę na więcej. Pociągnęłam go za członka i przejechałam pępku. Wszedł jeszcze na chwilę do łazienki, uklęknął i włożył język do mojej cipki po czym wstał i wyszedł.
Po tym co się stało, starałam się unikać jego towarzystwa. Było mi bardzo głupio.
-Michelle, chcesz jechać do szpitala?- zapytała ciocia, kiedy siedziałam pogrążona w myślach o małej Christine.
-Co? Ach tak!
-To idź weź sobie jakieś ciuchy porządne z mojej szafy i jedziemy.
Wyciągnęłam jakieś jeansy i zwykłą czarną bluzkę na ramiączkach.
-Gotowa?-zapytała. Miała podkrążone oczy.
-Tak. Możemy jechać.
Wyjechałyśmy. Podczas jazdy nie odzywałyśmy się. Ja obserwowałam różne domy i ludzi, a ciocia prawie usypiała za kierownicą. Niczego się nie domyślała. Cieszyłam się z tego, ale źle się z tym czułam. Nigdy więcej nie chciałam, żeby to się powtórzyło. Nie dość, że zdradziłam chłopaka z własnym wujkiem, to jeszcze mężem mojej ciotki. Zatrzymałyśmy się przed parkingiem szpitala.
-To co wychodzimy?-powiedziała zmęczonym głosem, po czym wyjęła klucze ze stacyjki i otworzyła drzwi.
-Nareszcie.
Weszłyśmy do budynku szpitala i zapytałyśmy w recepcji, gdzie leżeli rodzice. Sala 641. Doktor właśnie stał nad łóżkiem mojej matki. Wbiegłam do sali szlochając.
-Przepraszam, ale do tej sali może wchodzić tylko bliska rodzina.
Nie mogłam odpowiedzieć, bo zanosiłam się od płaczu.
-Ja jestem siostrą, a to córka.
-Jest tutaj jeszcze brat bliźniak pana Phelps.
-Je-e-st wuje-e-ek James?
-Tak. Czy mogę panią prosić na momencik?
-Oczywiście-rzuciła ciocia i wyszła za lekarzem.
Przez szkło mogłam zobaczyć, jak ciotka słysząc diagnozę lekarza zaczęła płakać, jak położył rękę na jej ramieniu w geście pocieszenia, jak przytulił ją wujek James, gdy tylko ją zobaczył.
Oboje postarali się, żeby zatrzymać łzy, zanim znów weszli na salę.
-Co z nimi?- zapytałam stojąc nad łóżkami obojga rodziców, łzy spływały po mojej twarzy.
-Usiądź lepiej- powiedział wujek. Usiadłam.
-Więc powiecie mi, czy nie?
-Więc o kim chcesz najpierw usłyszeć?
-O mamie!
-Więc, ona.. jest nieprzytomna, ale lekarze mówią, że z tego wyjdzie. Kula ominęła płuco o dwa centymetry.
-O Boże- zaczęłam płakać. James mnie przytulił.
-A Oliver.. stracił dużo krwi, zapadł w śpiączkę dziś rano. -Powiedzieli, że jest piętnaście procent gwarancji, że się wybudzi.
Zakręciło mi się w głowie. Zapadła ciemność. Obudziłam się, pod wpływem soli trzeźwiących.
-Wszystko z tobą w porządku?-zapytała ciocia.
-Jest zbyt zmęczona, musi odpocząć, do tego jeszcze te dwie próby morderstwa- odpowiedział za mnie lekarz. Po czym wyszedł. Usiadłam na łóżku.
-Boże, gdybym wtedy była w domu, to pewnie byłoby wszystko OK.
-Przestań! Nawet tak nie mów. Gdybyś była w domu, to nikt by was nie znalazł. Pewnie bylibyście wszyscy martwi! Usłyszałam dzwonek telefonu. Nieznany numer...
-Halo?
By Caroline.. ; *
I tak jak obiecałaaam muzyczka <3
Rap:50 Cent ft. Snoop Dogg & G-Unit - P.I.M.P.
Mam do tej piosenki jakiś sentyment :>
Metal/Rock:Sound Garden - Been Away Too Long ,<3
Bo jest świetnaa :>
Reggae :http://www.youtube.com/watch?v=Ry7qXsjcafY
Muach <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)