sobota, 17 listopada 2012

Cień Księżyca rozdział 6 "Witam w moim świecie"

Przeszło 3-miesięczne szczeniaczki biegały po domu. Tequila dwa tygodnie po wypadku wróciła do domu. 

-Ależ one są śliczne!- Charlotte siedziała z nogami na fotelu i co chwila głaskała, jednego z piesków.
-Tego nazwę Marley, tak jak w tym filmie "Marley and Me".
-To ja swojego nazwę..-po chwili zastanowienia mama powiedziała-Lady.
-Mamo? Serio?- zapytałam.
-Tak. Lepiej zastanów się nad drugą suczką.
-Ja już wiem jak będzie się- odpowiedź przerwał mi dzwonek do drzwi.
-Dzień dobry!- krzyknęli razem Nate i Matt. Za nimi szło dwóch innych chłopaków.
-Cześć- powiedziała moja mama, którą lizała krótkowłosa Lady- no powiedz jak nazwałaś swoją suczkę.
-Diamond.
-Ładnie- powiedziała Charlotte siadając obok mnie na podłodze i trzymając na kolanach pieska bez imienia.
-A jego jak nazwiemy?- zapytał tata, który oparł się o ścianę.
-Ja mam fajny pomysł- rzuciła Charlotte.
-Jaki?- wszyscy z zaciekawieniem spojrzeli na Charlotte.
-Texas.
-Jesteś genialna!
-My jedziemy do pracy- powiedział tata, i pomógł wstać zachwycającej się szczenięciem mamie. Wyszli, a my, w końcu spojrzeliśmy na nieznanych nam chłopców.
-Kto to?-zapytała Charlie może mało subtelnie.
-To jest Chris, a to Collin.
-Cze- rzucił od niechcenia Chris, a Collin w ogóle się nie odezwał tylko skinął głową.

-Cześć. Ja jestem Michie, a to Charlie.
-Wiemy.
-Co z wami? 
-Nic, nie chce mi się rozmawiać z rozpieszczoną kretynką- znów rzucił swoim obojętnym tonem.
-Jesteś żałosny! Nawet mnie nie znasz, a uważasz, że jestem rozpieszczona. 
-Tak mówił Matt a, że się przyjaźnicie to tak musi być- odpowiedział lekko speszony.
-No to z Matt' em porozmawiam. A dla ciebie,taka rada na przyszłość. Nie oceniaj ludzi po wyglądzie- a co do wyglądu, był na prawdę niezły. Nawet więcej, niż niezły.
-Matt. Nathan. Weźcie swojego drugiego kolegę do innego pokoju, bo nie chcemy, żeby stało się z Christianem to samo, co z Nate' em- powiedziała Charlotte, a po tych słowach chłopcy poszli na górę.
-Ty zawsze dostajesz to, czego chcesz?- zapytał znów swoim obojętnym głosem chłopak.
-Jeżeli serio chcesz wiedzieć, to nie. A jeśli tylko się nabijasz, to tak- zaśmiał się.
-Jesteś dziwna- powiedział i popatrzył przenikliwym spojrzeniem Albusa Dumbledore' a.
-Co tak patrzysz dziwnie.
-Jedynym dziwnym stworzeniem w tym domu jesteś ty- powiedział i obojętny wyraz twarzy zastąpił uśmiech.
-Nie znasz jeszcze wszystkich stworzeń- prychnęła Charlie.
-Innych stworzeń?
-No tak. Chodź pokaże ci- złapałam go mocno za nadgarstek- Charlie zawołaj chłopaków !
-Już biegnę- skoczyła na górę, a my byliśmy już w drodze do stajni.
-Masz na prawdę ogromny ogród.
-Zamknij się. Teraz coś zobaczysz, nie wystrasz się.
-Ale...-zatrzymał się.- Ty masz nawet konie?
-Tak. Każdy ma swojego. To znaczy wiesz, moja mama ma Shadow- wskazałam na klacz- Smoke to mój.
-Ten ciemno-gniady?
-Tak.. Co?
-Co?-zapytał zdziwiony.
-Znasz się na koniach?
-Tak. Nie dokończyłaś o koniach. Czyi jest tamten siwy?
-On w sumie też jest mój. Czasami mój tata na nim jeździ, ale za dobry w tym nie jest. Tequila to tamta kasztanowata. Jest mojej siostry.
-A siostra gdzie?- zapytał.
-U cioci.Czekaj.. A potrafisz jeździć?
-Co...?Ja...tak trochę.
-To chodź, sprawdzimy cię- uśmiechnęłam się, a on był bardzo wystraszony.
-Bierz siodło które chcesz. Pojedziesz na Blue Jeans' ie.
-Ja nie chcę.
-Gadaj czemu, albo cię zmuszę.
-Moja matka jeździła-odpowiedział po chwili- spadła na zawodach. Przebiegły po niej cztery konie. Miałem wtedy dziesięć lat.
-Przykro mi. Ale nie możesz się bać. Przejedź się ze mną, a ja ci przejdzie to pojedziesz sam. Idź do siodlarni. Idę po skrzynkę z narzędziami do czyszczenia i przyjdę do ciebie.
W tym czasie przyszła Charlotte z chłopakami.
-Ja zamawiam Tequilę- powiedziała podchodząc do nas, kiedy czyściliśmy konia.
-To idź po nią. Niech Nate pojedzie z Collin' em, a ty z Matt' em.
-Ale przecież jest jeszcze Smoke.
-Ale Smoke jest mój i jak Chris się "zadomowi" to ja będę na nim, ale wyczyścić go możecie.
Kiedy siodłałam Jeans' a Christian trzymał się z boku. Sprawdziłam czy Nate z Matt' em dobrze osiodłali Shadow. Oczywiście trzeba było coś poprawić. Kiedy w końcu wszyscy siedzieli w siodłach kazałam Chris' owi dosiąść Jeans' a. Opierał się więc poleciłam reszcie już jechać naszą stałą trasą.
-Nie bój się. Wsiadaj.
-Dobra- przytrzymałam Blue Jeans' a, a chłopak dosiadł go.
-Teraz ja.
-Wsiadasz za, czy przede mnie?
-Przed ciebie.
-Dajesz.
Zrobiłam to w migu oka, ale czułam, że usiadłam na coś, co należało do niego. Niby poprawiając siad, podniosłam się i usiadłam tak, żeby go nie przysiadać.

-Ostatni raz tak z mamą siedziałem.
-Serio?
-Serio.
-Mogę ruszać?
-Jeszcze nie- powiedział.

-Stało się coś?
-Tak. Poczułem pewność siebie.
-Czyli mogę jechać sama?
-Tak, jeśli chcesz to oczywiście.
-Jedź prosto, tam do lasu. Powiedz im, żeby prowadzili stałą trasą.
-Zaczekam na ciebie.
-Okej, pośpieszę się.
Szybko zarzuciłam czaprak i siodło na Smoke' a. Kilka minut później byłam gotowa do drogi. Doczepiłam toczek do torby na siodle z kanapkami i dosiadłam konia.

-Nie ubierasz toczka?- zapytał widocznie zdziwiony.
-Nie. Nigdy go nie ubieram.
-Wiesz, że to niebezpieczne?
-Tak wiem, ale ja to kocham. Możemy ruszać?- zapytałam.

-Niech będzie. Ale poczekaj na mnie OK.?
-Oczywiście.
*
Pierwszy raz od wielu lat siedziałem w siodle, za namową dziewczyny, którą ledwo znałem. Zapytałem, czy poczeka na mnie. Odpowiedziała:
-Oczywiście.
Kiedy ruszyła wciąż obracała się za siebie czekając na mnie. Przełamałem się. Chwyciłem wodze i dojechałem do niej. 

-Spróbujesz galopu?- zapytała.
-Ja..nie pamiętam- odpowiedziałem. Było mi głupio. Niby moja matka była zawodowcem i jeździłem od małego, ale nie pamiętałem jak się galopuje? Ona jednak uśmiechnęła się i na spokojnie mi pokazała. Od razu zaskoczyłem. Znałem ją kilka chwil, a już jej zaufałem. To było dziwne. Widziała, że byłem gotowy więc ruszyła galopem. Od razu wiedziałem dlaczego wolała jeździć bez toczka.  W końcu dotarliśmy do reszty.
-Gdzie się włóczyliście? I dlaczego wy jedziecie osobno, a my musimy razem?- zapytała Charlotte.
-Bo on kiedyś jeździł i musi sobie przypomnieć, a ja na Smoke' u nie daję nikomu jeździć.
-Wiem- rzuciła tylko i szturchnęła Matt' a, żeby ruszał.

-Nie przywitałaś się ze mną jak należy- Nathan z uśmiechem podjechał do Michelle i pocałował ją.
Prowadziła swojego konia obok mojego. Nie wiedziałem, czy chciała mnie pilnować, czy może chciała pogadać.
-Jesteście nowi z Collin' em?- zapytała po długim milczeniu.
-Taa..
-Skąd się przeprowadziliście?Bo chyba nie jesteś ze Stanów?

-Z Manchesteru.
-To stąd ten akcent- uśmiechnęła się pod nosem. Przez chwilę się nie odzywała, ale po chwili znowu nie dawała mi spokoju- Moja mama tam mieszkała. Przeprowadziła się, kiedy dostała rolę.
-Jest aktorką?- byłem nieco zdziwiony. Nie przyglądałem się jej rodzicom. 
-Taak. W sumie ja też. Dostałam kilka małych ról, nawet razem w jednym filmie grałyśmy.
-Poważnie?
-Tak, ale mnie aktorstwo nie kręci, tak bardzo jak jej.
-Spoko- odpowiedziałem. Po chwili jednak dodałem- chcesz jeździć?
-Co?
-Czy chcesz zawodowo jeździć konno?
-Nie. Kocham to, ale ja jestem typem muzyka- zaśmiała się.
-Muzyka? Nie widziałem w twoim domy żadnych instrumentów, więc chyba jesteś wokalistką- wyobrażałem sobie, jak taka rozpuszczona idiotka, może skrzeczeć.
-Tak, też, ale w naszej kapeli gram tez na gitarze, bo nie mamy drugiego gitarzysty.
-Kapela?- jeszcze bardziej mnie zatkało. -Tak! Źle słyszysz?-chyba do niej dotarło, że nie do końca jej wierzę.
-Niby dobrze śpiewasz?- powiedziałem tak pogardliwym tonem, że chyba zauważyła, że wciąż ją uważam za idiotkę.
-Tak! Tak uważa większość ludzi, dla których śpiewałam- Michelle także skończyła z milutkim tonem.
-To może zaśpiewaj dla mnie. 
-Powiedz tylko co- rzuciła niechętnie.
-Jaki rodzaj muzy gracie?
-Głównie punk rock, ale też dużo metalu.
-Znasz Good Charlotte*?
-Baa.
-To zaśpiewaj któryś z ich kawałków- chciałem więc zaśpiewała:
-Baptized in the river
I've seen a vision of my life and I wanna be delivered
In the city was a sinner
I've done a lot of things wrong
But I swear I'm a believer
Like the prodigal son
I was out on my own
Now I'm trying to find my way back home


Baptized in the river, I'm delivered, I'm delivered
You're from a small town
You're gonna grow up fast
Underneath these lights
Down in Hollywood on the Boulevard
The dead come back to life
To the praying mother and the worried father
Let your children go
If they come back, they'll come on strong
And if they don't, you'll know
They say that evil comes disguised
Like the City of Angels I'm walking towards the light**.-różnie operując głosem, nawet bez podkładu muzycznego to było świetne. Musiałem się przyznać przed samym sobą, że miała talent, jednak nie powiedziałem jej tego prosto w twarz.


-Nie było tak fatalnie jak się spodziewałem, ale bez rewelacji- odgarnęła włosy i przyspieszyła. 

* * *
-Powiedział, że bez rewelacji?- oburzyła się Charlotte.
-Taa.. Wiem, że mam dobry głos więc nie będę zaprzeczała. 
-No i dobrze, on jest chyba głuchy- rzuciła Charlie.
-Ej może ja się przesiądę do Nathan' a, a Collin do Chris' a, bo widzę, że chcecie sobie pogadać.
-Dzięki Matt- powiedziałam z udawanym uśmieszkiem. Zeskoczył i powiedział o swoim planie kumplom. Rozsiadli się tak jak planował Matthew.
-Czekamy na naszym miejscu- krzyknęła Charlie i pospieszyłyśmy konie.
-Szkoda, że nie wzięłam gitary- powiedziałam chwilę się zastanawiając.
-Fakt. W domu możemy poćwiczyć jak wrócimy.
-Ale nie masz swojego basu- popatrzyłam na nią.
-Ale mogę pojechać.
-Nie obraź się, ale wciąż się boję puszczać cię samej na Quilli.
-Spoko- panowała dość długa cisza- Stój!!

-Co się stało?
-Ty możesz pojechać po swoją gitarę!

-No dobra!- zawróciłam konia i cicho powiedziałam- Czekaj tu.

Kochałam Smoke' a. A to co najbardziej w nim ceniłam właśnie wtedy mi się przydało. Szybkość. Za każdym razem kiedy na nim startowałam w zawodach zajmowałam podium. Założyłam toczek i mocno go przyspieszyłam. Minęłam chłopaków i zostało mi niewiele drogi do domu. Przywiązałam go do ławki i pobiegłam po Dustina- moją gitarę. Pomyślałam, że możemy zrobić sobie ognisko, więc spakowałam trzy paczki pianek do plecaka, dużą Colę i sok. Zostawiłam na drzwiach kartkę:

Jesteśmy w lesie.
Wrócimy późno.
Wszystkie konie są z nami.
Wzięłam trochę jedzenia.
      Kocham Cię, Michie.

Spakowałam jeszcze do toreb przy siodle trochę jedzenia i zarzuciłam plecak i później pokrowiec z gitarą. Odwiązałam Smoke' a i pogalopowałam w stronę lasu. Znów minęłam chłopaków i dogoniłam Charlie.
-Cześć! Wzięłam jedzenie- uśmiechnęłam się szeroko i skinęłam głową na siodło.

-Znowu tam będziemy jedli?
-Tak! 
-Jesteś głupia!-uśmiechnęła się.
-Ty bardziej i zamknij się.
-Co wzięłaś?
-Pianki, Colę, po bułce dla każdego i trochę mięsa.
-Jak zwykle-zaśmiałyśmy się.
-To co ścigamy się?- zasugerowałam i już byłam gotowa do biegu.
-Ale ja nie mogę na Tequili. Boję się jeszcze o jej nogę.
-Masz racje. Sorry.
-Nie ma sprawy. 
W całkowitej ciszy dojechałyśmy do miejsca, w którym spędzaliśmy w czwórkę wolny czas. Płynęła tędy dość głęboka rzeka więc mogliśmy się spokojnie kąpać.Wiązaliśmy konie tam gdzie trawa jeszcze nie była wyjedzona. Uwiązałyśmy Tequilę i Smoke' a do zrobionych przez mojego tatę drewnianych kołków.
-Gdzie oni zostawili te patyki na rozpałkę?- Charlie oglądała miejsca przy drzewach.

-Wyciągaj kołki. Znajdziemy jakieś płytsze miejsce i przejdziemy.
-Spoko.
Charlie szybko odwiązała konie, a że już je rozsiodłałyśmy, postanowiłyśmy jechać na oklep.
-A gdzie damy siodła?- Charlotte wypowiedziała na głos, to o czym właśnie myślałam.
-Właśnie nie wiem. Za szeroko, żeby przerzucić, za głęboko, żeby tu przejść.
-To ty się przejedź, Smoke jest szybszy, a ty też, lepiej jeździsz na oklep ode mnie.
-Niech będzie, ale jak już znajdę takie miejsce, to co?
-Wrócisz tutaj, ale będziesz na drugiej stronie i spróbujemy. Bo mam pomysł. Ale muszę go jeszcze do końca przemyśleć.
-No w porządku. To jadę. jakby co to krzycz najgłośniej jak potrafisz. A i przywiąż Tequilę- powiedziałam, kiedy już siedziałam na grzbiecie Smoke' a. Gdzie tylko nie spojrzałam, było coraz głębiej. Zauważyłam nieco dalej, jakby odblask kamienia, w miejscu, w którym płynęła woda. Tak jak podejrzewałam. Płycizna. Wjechaliśmy w rzekę. Kilka zimnych kropel ochłodziło moją twarz. Kiedy byliśmy na trawie przyspieszyliśmy. Może dlatego, że chciałam już poznać pomysł Charlie, a może dlatego, że nie chciałam, żeby zostawała sama z Tequilą. A może z obu powodów. Sama nie wiedziałam. Ale kiedy byłam dokładnie na  przeciw niej, chłopacy właśnie ściągali koszulki.

-Nie musicie się rozbierać! Dłuższy kawałek dalej jest płytko, więc możecie się ubrać- zaśmiałam się.

-Ja im mówiłam! Przecież nie chciałam ich zobaczyć bez koszulek!- obie zaczęłyśmy się wręcz kulać po ziemi ze śmiechu.
-To jaki ten twój pomysł?
-Najpierw przywiąż Smoke' a.
Przywiązałam go na grubszej gałęzi drzewa.
-I co teraz?
-Kurwa! Boją się zmoczyć. Dawaj to!- Nathan wziął siodło Charlotte, a Matt moje. Weszli do wody. Sięgała im prawie po szyję.
-A wy zaprowadźcie konie na tę płyciznę!- rzuciła nerwowo Charlotte dosiadając Quili. Kilka minut później wiązała klacz, na gałęzi obok Smoke' a. Nathan właśnie się do mnie dobierał, ale na moje szczęście Matt walnął go w plecy i mnie zostawił.
-To wy poszukajcie patyków,a my sobie tu posiedzimy.
-My jesteśmy mokrzy- jednogłośnie zawołali Matt i Nate.
-A Christian i Collin nie znają miejscówki- rzuciła Charlie.
-No to pójdą z nami.
-No spoko- pierwszy raz usłyszałam głos Collina. 
Poszli.
-A co my tu będziemy robiły?- zapytała Charlie.

-Sama nie wiem. Byle, że mam spokój od Nate' a .
-Przestań. Lubi cię.
-Tak. Lubi, ale moje cycki. 
-Nie tylko. Matt mi mówił, żebym ci nie mówiła, ale mu bardzo na tobie zależy- powiedziała Charlie obejmując mnie jak siostrę.
-Kuźwa. Przecież on wiedział, że mi to powiesz. Dlatego to powiedział.
-Taa. Tylko, że nie mówiłam ci tego od sprawy ze szpitalem.
-Co?
-Dlatego chciałam się z nimi spotkać.
-Trzeba było powiedzieć.
-Ale mu obiecałam, że nie powiem. Ale teraz widziałam, że rozważałaś zerwanie powiedziałam.
-Dzięki. Kocham cię. Chodź spać- oparłyśmy się o siodła i leżałyśmy na miękkiej trawie. Czas nam mijał na rozmowie. Już nie o chłopakach. Po prostu o wszystkim. Nagle poczułyśmy, że ktoś nas ciągnie za nadgarstki i kostki. Już wtedy wiedziałyśmy, że suche z tego nie wyjdziemy. Otworzyłyśmy oczy. Miałyśmy trochę czasu, żeby się powyrywać, bo byłyśmy dość daleko od wody.

-Nathan puść mnie!
-Co ty gadasz!-rzucił wciąż trzymając mnie za nadgarstki. Charlie wyrywała się na swój sposób.
-Wkurwisz mnie tylko!
-No widzisz potrzebujesz trochę ochłody- powiedział Collin. Z każdym słowem wypowiedzianym z jego ust, coraz bardziej chciałam usłyszeć jak śpiewa.
-Puszczajcie, bo jak potem wyjdę, to pożałujecie tego obaj.
-Uuu..grozisz nam?-Collin właśnie przymierzał się do wrzucenia mnie do zimnej wody.
-Collin nie waż się!!
-Charlie już jest- usłyszałam głos Matt' a po wielkim plusku.
-Nie!- krzyknęłam chwilę później już czułam ciarki rozchodzące się po moim ciele. Gdybym próbowała stanąć na dnie, nie byłoby widać mojej głowy. Ale czubek mojej głowy ledwie byłby zatopiony o dwa lub trzy centymetry. Podpłynęłam do Charlotte. Odwróciłam ją tyłek do chłopaków i wyjaśniłam mój plan. Wyszłyśmy z wody i udawałyśmy, że się mocno trzęsiemy. Podeszli do nas i głośno się śmiali. My podbiegłyśmy do nich i mocno się przytuliłyśmy. Ja do Nate' a i Matt' a, bo akurat stali obok siebie, a Charlie do Chris' a i Collin' a. Aż przeszły ich ciarki pod wpływem naszych zimnych ciał. 

-Macie za swoje- pokazałyśmy im języki. Zdjęłyśmy bluzki i bryczesy***. Wykręciłyśmy je i położyłyśmy na trawie. Znów położyłyśmy się na trawie, ale tym razem miałyśmy otwarte oczy. Słońce mocno grzało nas po twarzach. Nie miałyśmy pojęcia co teraz robili "inni". Ale chciałyśmy pożyczyć suche koszulki. Fakt faktem nie wstydziłyśmy się. Byłyśmy gładkie i w ogóle, ale nie wypadało biegać w koronkowych majteczkach przy czterech chłopakach na nas dwie. Wstałam więc wcześniej oznajmiając przyjaciółce o zamiarze.
-Ja nie chcę. Mi jest gorąco.
Kiedy stanęłam przed nimi nad samą rzeką poczułam krępację. Czterech przystojnych chłopaków gapiło się na mnie, a raczej na stanik i majtki próbując je przewiercić wzrokiem.
-Nathan, mogę cię na chwilę porwać?- zapytałam cicho.
-Jasne- uśmiechnął się i wstał.- Czego by moje kochanie chciało?
-Koszulki- powiedziałam szybko jakby te słowo parzyło moje gardło.
-Po co ci? Zgrabna jesteś- uśmiechnął się i przybliżył się do mnie, a ja się do niego przytuliłam. Głaskał przez chwilę moje włosy, aż mu odpowiedziałam.

-Nie widziałeś tego?
-Ale czego?- wydawało się jakby na prawdę, niczego nie widział.
-Jak wgapiali się we mnie. Nawet Matt!
-To faceci. Oni się wgapiają we wszystko co okrągłe i jędrne, a ty masz tego całą masę.
-To ty nie jesteś facetem?- chwyciłam go za słówko.
-Jestem, ale ja jestem twój, więc mogę się w ciebie patrzeć jak w obrazek, a oni nie- uśmiechnął się i pocałował mnie delikatnie.
-To mogę tę koszulkę, czy nie?
-Zrobię dzisiaj wyjątek i ci dam ubranie.
-Dziękuję- posuszyłam ząbki przez chwilę i szłam za nim, aż usiadł na zielonym dywanie, obok swoich kolegów.
-Zawołaj Charlie. Chodźcie z nami posiedzieć.
-Niech będzie- pobiegłam i wskoczyłam na nią.- Zabieraj swoje siodło. Usiądziemy bliżej rzeki. Tam będziemy patrzyły jak konie piją z rzeki. Chodź!
Wstała niechętnie i zabrała swoje siodło. Doszłyśmy do nich. Kiedy byłam wraz z nią krępacja była mniejsza, ale jednak.
-A teraz dasz mi swoją koszulkę?
-Nie- odpowiedział i wrócił do rozmowy z kumplami.
-Ale obiecałeś.
-Nie obiecywałem.
-No proszę!
-Nie dam ci tej koszulki i koniec.
-Wkurwiasz mnie!!
-Przecież ja cię nigdy nie wkurwiam- uśmiechnął się zadziornie.
-Skończ się popisywać przy kumplach!- ryknęłam tak głośno, że aż konie oderwały się od trawy.- Mam tego dosyć!- Charlie bała się co mogłam w złości powiedzieć dlatego zza Matt' a popatrzyła na mnie znacząco, a ja kiwnęłam jej lekko głową. Nie mogłam powiedzieć.
-Uspokój się- zaśmiali się w trójkę. Matt nawet nie drgnął. Widział, że byłam nabuzowana.
-To ty się uspokój, ty popisujący się ciągle fiucie!- kiedy to powiedziałam nikt się nie zaśmiał. Nate patrzył na mnie przepraszającym wzrokiem.
-Chodź pogadać w cztery oczy- rzucił cicho.
-Pierdol się!- wzdrygnęłam się.- Charlie idę się przejechać. Będę do pół godziny.
Pobiegłam do Smoke' a. Odwiązałam go szybko, żeby nie zauważyli moich łez. Poklepałam go po karku. Weszłam na jego grzbiet. Kiedy ruszyliśmy poczułam ulgę. 
Nienawidziłam, kiedy zachowywał się tak przy innych chłopakach. Jak kretyn. Jakby, była rękawiczką, którą może wyrzucić, kiedy mu się znudzi. Musiałam podjąć decyzję. 
Kiedy wróciłam było już ciemno. Ognisko się paliło, a Charlie stała nad nimi i wyglądała mnie. Uwiązałam czworonożnego przyjaciela, wcześniej dziękując mu za te dwie godziny. Ruszyłam w ich stronę.


 



A to tak ode mnie ; )
*Good Charlotte- zespół grający Punk'a i Rock'a ( amerykański of course)
**"Baptized in the river(...) towards the light"-wyk. Good Charlotte ; ) refren i pierwsza zwrotka piosenki "River" ; )

***bryzesy- spodnie do jazdy konnej.

+Collin i Christian są w notce z postaciami ; )
http://walking-in-the-cold-november-rain.blogspot.com/2012/10/postacie-3.html


Pomyślałam, że od teraz będę dodawała jakąś fajną nutkę, a że każdy ma inny gust to parę różnych rodzajów:

Rap :http://www.youtube.com/watch?v=qOOxzJbSuac

Takie jakby Pop ; ) :http://www.youtube.com/watch?v=lWA2pjMjpBs

Rock/Metal ;> : http://www.youtube.com/watch?v=Q-pXD0FXLQ8&NR=1&feature=endscreen

Caroline ; )

niedziela, 11 listopada 2012

Cień Księżyca rozdział 5 "Prawdziwy przyjaciel.."

-Oddaj ten klucz !- Podeszłam bliżej w wystawioną ręką oczekując, że dostanę to czego chciałam.
-Coś za coś- uśmiechnął się łobuzersko, choć tym razem nie zadziałało to na mnie tak jak zwykle.
-Oddaj go i tyle- spokojnie opuściłam rękę i zrobiłam krok w tył.
-Najpierw to ty musisz oddać coś mnie- popatrzył na mnie z pożądaniem.
-Nic nie muszę. To mój dom, więc mogę robić to na co mam ochotę.
-Ale powinnaś dbać o swoich gości- popatrzył na mnie i zrobił dwa kroki w moją stronę, przy czym ja zrobiłam jeden w tył.
-Masz rację, ale Charlie też jest moim gościem i ona też potrzebuje pomocy.
-Więc im prędzej zadbasz o mnie, tym szybciej stąd wyjdziesz- znów popatrzył na mnie wzrokiem pożądliwym, tylko tym razem zbliżył się tak, że nawet odsuwając się o kilka kroków był 10 centymetrów
ode mnie.
-Odsuń się ode mnie- on jednak zbliżył się tak bardzo, że piersiami stykałam się z jego klatą.

-Widzę, że sama się nie cofniesz- zaczął.
-Gdybym się odsunęła bardziej, nie miała bym drogi ucieczki.
-Przestań, wcale nie chcesz uciekać- powiedział, delikatnie kładąc dłoń na mojej talii.
-Chcę.
Skłamałam. Przyciągnął mnie do siebie. Wyrywałam się. Jego silne ręce uchwyciły mnie jednak i przeprowadziły siłą pod ścianę. Tam miał pole do popisu. Jedną dłonią przytrzymywał moje ręce, a drugą włożył pod moją za dużą bluzkę i pieścił moje plecki. Wargami całował moją szyję, bo chodź moje opory z minuty na minutę były słabsze, to nie pozwoliłam mu na pocałowanie mnie w usta. Przestał pieścić moje plecy, zszedł niżej wcześniej odpinając moje krótkie spodenki, gniótł moje pośladki, najpierw delikatnie, później coraz mocniej. Byłam coraz bardziej podniecona jego brutalnością. Zamiast opierać się, zachęciłam go, aby puścił moje ręce i pozwolił mi się odwdzięczyć. Nathan jednak mocniej przycisnął moje ręce do ściany. Był tak silny, że to on mnie trzymał przy tej ścianie, a nie moje nogi. Oplotłam go nimi w pasie, a on przybliżył się. Poczułam, jak jego penis stwardniał. Musiał puścić moje ręce, chwytając mnie za tyłek i dalej go pieścił. Pomogłam mu zdjąć koszulkę. Robiło mi się mokro. Nathan zdjął moją bluzkę i z moją pomocą stanik. Pieścił moje duże piersi. Zaczął ssać moje sutki na przemian. Jedną ręką masował cycuszka, od którego akurat był odsunięty jego język, a drugą włożył mi do majtek i delikatnie drażnił moją łechtaczkę. Wydawałam z siebie ciche jęki.

Kiedy włożył palec do cipki westchnęłam głośno. Poruszał wciąż palcem, doprowadzając mnie do obłędu. Nie chciałam zostać mu dłużna. Rozpięłam jego spodnie i ukazał mi się jego od dawna już sztywny członek. Masowałam go ręką, a Nathan pojękiwał, choć był przytłumiony moimi pocałunkami. Zdjęłam po chwili jego spodnie i majtki. W końcu byliśmy całkiem nadzy. Uklękłam przed chłopakiem i wzięłam jego "przyjaciela" do buzi poruszając głową do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu. Nathan chwycił delikatnie moje włosy, które mi przeszkadzały. Nie chciałam jeszcze skończyć tego numerka w schowku kuchennym. Odciągnął mnie od siebie i ostro pociągnął odwracając tyłem do siebie.
-Wejdź we mnie!- jęknęłam.
-Nie mam gumki.
-Są w moich spodenkach, zawsze mam przy sobie- schyliłam się wypinając mocno pupę w stronę Nathan' a. Dał mi mocnego klapsa, a ja pobudzona tym delikatnie otarłam się o jego penisa. Założył prezerwatywę i wjechał we mnie z impetem. Krzyknęłam: to z bólu, to z podniecenia. Poruszał miednicą do przodu i do tyłu, a ja wpasowałam się w jego ruchy. Rżnął mnie ostro, co nie odbyło się bez naszych krzyków, po chwili usłyszeliśmy pukanie i głos Matt' a.
-Co wy tam robicie- zapytał sarkastycznie.
-Nic szafka spadła- powiedział bardzo podnieconym głosem, nie przestając się poruszać.
-Jasne-rzucił- miłej zabawy- i odszedł od drzwi.
Znów zaczęłam krzyczeć, tylko głośniej. Mojego kochanka, jeszcze bardziej to nakręcało i rżnął mnie coraz mocniej. Podobało mi się. Uszczypnęłam go w dłoń, którą trzymał na moich biodrach. Zrozumiał przekaz i stał się jeszcze brutalniejszy niż przedtem. Czułam ból, ale podniecenie było większe.
-Ohh Nathan- krzyknęłam kiedy nieco przesadził z siłą.
-Przepraszam- powiedział troskliwym tonem i pocałował mnie w plecy.
-Nie przepraszaj tylko rżnij mnie tak cały czas!- wrzasnęłam a on zatrzymał się i wyszedł ze mnie.- Co się stało?
-Cały czas cię boli?- zapytał obejmując mnie znów w talii.
-Tak, ale lubię ten ból. Nie martw się. Kiedy będzie zbyt mocno bolało to ci powiem.

Pocałował mnie delikatnie.
-Nie chcę ci sprawiać, aż takiego bólu.
-Jeśli zaraz mnie nie zaczniesz pieprzyć-mówiłam z odstępami na pocałunki co sylabę- to cię zgwałcę.
-Nie będziesz musiała.
Wziął mnie na ręce i delikatnie położył mnie na ziemi podkładając swoje spodnie pod moją głowę. Rozłożyłam nogi i Nate znów we mnie wszedł. Rżnął mnie jeszcze mocniej niż wcześniej, krzyczałam w niebo głosy. Przeturlaliśmy się i to ja byłam na górze. Poczułam, że zaraz dojdę. Zauważyłam na twarzy kochanka, że on też za moment będzie szczytował. Fala ciepła rozeszła się po moim ciele. Mocno wbiłam paznokcie w chłopaka a ten przewrócił mnie znów na plecy. Widocznie dopiero skończył. Mocno przytulił mnie do siebie i znów pieścił moje piersi.
-Dobra, trzeba wziąć tą apteczkę i zanieść Charlie.
-Proszę, jeszcze nie- podniosłam się delikatnie z podłogi.
-Zawsze możemy tu wrócić- zasugerował całując mnie w czoło.
-Obiecaj, że to powtórzymy.
-Obiecuję- uśmiechnął się i wstał.
Ja leżałam chwilę jeszcze i myślałam. 
Ubraliśmy i razem wyszliśmy zapominając o apteczce. Okazało się, że nie była już potrzebna bo Matt wziął drugą, która była w hallu. Charlotte już spała. Rodzice mieli nie wracać, więc zanieśliśmy ją do mojego pokoju. Matt włączając telewizor położył się obok niej.
-Mogę tu spać?-zapytał.
-Jasne. Ja pójdę spać z Christine, a Nathan będzie spał w łóżku rodziców.
-Ja się nie zgadzam- zaprotestował Nathan.
-Dobrze będę spała z tobą- uśmiechnęłam się zalotnie i upuściłam specjalnie klucze. Schylając się mocno otarłam się o krocze chłopaka, a on niezauważalnie przejechał mi palcami po cipce odchylając spodnie i majtki jednocześnie. 
-Zjedlibyście coś?- zapytałam.
-Jasne-rzekł Matthew podnosząc się z łóżka.
-Ty tu zostań-Nathan popchnął kumpla z powrotem na łóżko- ja jej pomogę- przygryzłam dolną wargę i wyszłam z pokoju za Nathan' em. 
Gdy tylko znaleźliśmy się w kuchni posadził mnie na blacie i zaczął obcałowywać.
-Przestań- powtarzałam.
-A co jeśli nie?- oderwał się na chwilę od mojej szyi i spoczął na ustach.
-To nie będę z tobą spała.
-Zmuszę cię do tego- zaśmiał się.
-Ale teraz Christine nie śpi, więc nie mogę.
-Nie marudź- ukląkł przede mną i rozpiął już i tak rozciągnięte krótkie spodenki zdjął je ze mnie i począł namiętnie lizać moją mokrą muszelkę jednocześnie pieszcząc moje piersi przez materiał bluzki. Było mi cudownie. Prawie dochodziłam, kiedy moja młodsza siostra weszła do kuchni.
-Christine!- krzyknęłam głosem wystraszonym, ale zmieszanym z rozkoszą, którą gwarantował mi chłopak. Nagle przestał i mocno się zaczerwienił. Podał mi spodenki, ubrałam je i patrzyłam na Christine.
-Dlaczego on ci całował psikawkę (tak mała nazywała cipkę).
-Bo...yy...- zaczęłam nie wiedząc co powiedzieć. Nagle Nathan wypalił:
-Bo twojej siostrze w schowku za kuchnią wpadło tam coś dużego- popatrzył na mnie zadziornie o mało nie wybuchając śmiechem. Ja niestety nie wytrzymałam.
-A to cię bolało siostrzyczko?-zapytała troskliwie dziewczynka. 
-Och, żebyś wiedziała jak bardzo- spojrzałam jednoznacznym wzrokiem na Nathan' a.
-Biednaa- podbiegła do mnie i mocno się przytuliła.
-Chcesz już się położyć?- zapytałam biorąc ją na ręce.
-Chcę spać z tobą.
-Co?!- razem z Nate' em rzuciliśmy wlepiając oczy w małą.
-Chcę spać z tobą. Mogę?
-Dzisiaj bym chciała spać sama.
-No dobrze, a mi do psikawki też coś wleciało, mógłby mi Nathan też wyciągnąć?
Oboje zaczęliśmy się śmiać. 
-Kochanie, tobie mogę ja wyciągnąć- zaśmiałam się.
-Aa, to nie. Położysz mnie już spać?
-Zrobię ci tylko kolację i pójdziesz spać. A teraz biegnij sprzątać w pokoju, pewnie jak zwykle tam masz syf.
Zrobiła oburzoną minę- no dobra !-i pobiegła do swojego pokoju.
-Jak myślisz, ile mamy czasu?- zapytał Nathan przysuwając mnie do blatu.
-Przestań, teraz na serio. Wiesz co by było gdyby nie uwierzyła?
-No hej, to przecież nic takiego.
-Nate przestań. Nie mogę sobie na takie rzeczy pozwalać, kiedy ona jest w domu.
-Nie ma sprawy- powiedział ukrywając niezadowolenie.
-Jesteś słodki, a teraz mi pomóż tak jak obiecałeś.

Zabrałam się za krojenie pomidora, chciałam jednak dać mu coś za to, że mi pomagał.
-Mógłbyś mi pomóc?
-Jasne, daj- uśmiechnął się.
-Nie To znaczy.. Stań za mną i pomóż mi kroić tego pomidora, na równe plastry.

Stanął blisko mnie, lewą ręką obejmując w pasie, a drugą chwytając rączkę noża. Co chwila zrzucałam coś z blatu na podłogę, i podnosząc mocno się wypinałam. Po przygotowaniu kolacji, porcję Charlotte i Matt' a zaniosłam na górę, a Nate poszedł do pokoju Christine i dał jej porcję. Talerze dla nas zostawił w kuchni. Po zjedzeniu poszłam uśpić siostrę, a później udaliśmy się do sypialni rodziców. Nasze zamiary jednak nie zostały spełnione, bo okazało się, że jesteśmy zbyt zmęczeni. Rano usłyszałam jak ktoś chodzi po kuchni. Zeszłam na dół. To była Charlie.

-Dobrze spałaś?- zapytała tak, jakby te siniaki na jej twarzy nie były z mojej winy.
-Co? Ja tak. Tak. Dobrze. A jak z tobą?
-Nieźle. Trochę boli- wskazała na twarz.
-Przepraszam cię za to. Na prawdę. Nie chciałam. Po prostu byłam taka wściekła.
-Nie gniewam się- odpowiedziała klepiąc mnie po ramieniu.-W nocy dzwonił weterynarz. Pomyślałam, że nie będę ci przeszkadzała więc odebrałam.
-Co mówił?
-Że będzie z nią wszystko w porządku, ale zostanie u niego.
-Całe szczęście. A rodzice wrócili?
-Nie, nawet sms'a nie napisali.
-Może śpią jeszcze.
-Co robiliście z Nate' em?- zapytała chichocząc pod nosem.
-Spaliśmy. Niestety- zachichotałam.
-Głupia jesteś !- krzyknęła ze śmiechem.

-W przyszły weekend nie ma starszych- zaczęłam.
-To co? Imprezka?
-No wiesz myślałam o... nauce- sarkastyczny uśmiech zagościł na mojej twarzy.
-No masz racje to lepsze niż imprezowanie 24 godziny na dobę.
-Tak wiem.
-Chodź zjemy- zaproponowała wskazując na dwa pełne talerze.
-No w porządku.
Usłyszałyśmy jak ktoś schodzi po schodach. To nie była jedna osoba, lecz Nathan i Matthew. Obaj w samych bokserkach.
-No czeeść- zaśmiał się chłopak Charlie.
-Śniadanie zrób sobie sam- powiedziała pałaszując swoje tosty.
-Ale mnie kochasz- zrobił smutną minę, Charlotte jedynie wzruszyła ramionami nawet nie odrywając twarzy od talerza. Nate śmiał się pod nosem z kumpla.
-Mnie za to moja dziewczyna kocha, więc zrobi mi śniadanie, prawda?
-Taa, jasne. Może pobiegnę do KFC?
-Kochanie. Proszę. -Nie chce mi się. Lodówka jest pełna, zjedz se coś.
Mruczał coś pod nosem, ale zdecydował się w końcu coś zjeść. Kiedy z Charlotte przebierałyśmy się na górze, oni dopiero zaczynali jeść. Musieli zniknąć z naszego domu zanim, mieli pojawić się rodzice, więc kiedy zjedli szybko wyrzuciłyśmy ich za drzwi. Półtorej godziny później rodziciele wrócili. Charlotte była tak mocno pomalowana, że nawet siniaki były słabo widoczne.
-Mamo- zaczęłam..
-Co?
-Słuchaj.. mogłabym..
-Na trzymanie jakiego zwierzęcia mam się zgodzić?
-W sumie, to dwóch, lub trzech.
-Nie przeginaj...-powiedziała, a jej łagodny wyraz twarzy, nieco rozbawiony, zamienił się w bardziej surowy.
-No mamo, obok mojego pokoju, jest wolny pokój, tam by były.
-Zależy co by tam miało być.
-Psiaki?- zrobiłam błagającą minę. Zawsze chciałam mieć psa. -To żart prawda?- była rozdrażniona.
-Nie. Mamo błagam.
-Mogłabym się zgodzić na jednego, ale nie na trzy.
-Ale mamo.
-Mówię nie. Po za tym jak chcesz mieć psa, to dużego.
-Mamo, ale ja chciałam owczarka.
-Chciałaś mieć w domu trzy owczarki? No ładnie.
-Tak, mamo to jedyne czego chcę.
-Nie obchodzi mnie to. Chcesz dwa razy do roku wyjeżdżać na wakacje, więc nie będą psy zostawiane na tak długo- pierwszy  raz potraktowała mnie tak ostro. Często mi odmawiała, ale nigdy nie tak stanowczo.
-Mamo błagam. Zawsze chciałam mieć psa.
-Na razie zgadzam się na jednego. O tych trzech pomyślę.
-Dziękuję- mocno ją przytuliłam.
-Jaka rasa?
-Owczarek niemiecki- banan na mojej twarzy rozciągał się od prawego do lewego ucha.
-Krótko czy długowłosy?
-Myślałam, żeby wziąć jednego krótkowłosego, a dwa długowłose.
-Nie wkurzaj mnie. Powiedziałam zgadzam się na jednego. O tych trzech muszę porozmawiać z tatą.
-On się zgodzi.
-Niech będzie. Jeden z nich jest mój, a dwa twoje.
-Zgadzasz się?
-Tak, niech będzie.
Następnego dnia jechałam z mamą do hodowcy owczarków krótkowłosych. Suczka miała urodzić dopiero za dwa tygodnie, więc trzeba było przeczekać jeszcze  trzy miesiące do odebrania pieska.
-A ile piesków potrzebujecie?- zapytał hodowca.
-Dwa- odpowiedziała mama. Radość we mnie zawrzała.
W ciągu następnego tygodnia, załatwiałyśmy drugiego hodowcę. Zamiast trzech miałam dostać 4 pieski. Byłam wdzięczna mojej mamie.  

Caroline ;>