-Oddaj ten klucz !- Podeszłam bliżej w wystawioną ręką oczekując, że dostanę to czego chciałam.
-Coś za coś- uśmiechnął się łobuzersko, choć tym razem nie zadziałało to na mnie tak jak zwykle.
-Oddaj go i tyle- spokojnie opuściłam rękę i zrobiłam krok w tył.
-Najpierw to ty musisz oddać coś mnie- popatrzył na mnie z pożądaniem.
-Nic nie muszę. To mój dom, więc mogę robić to na co mam ochotę.
-Ale powinnaś dbać o swoich gości- popatrzył na mnie i zrobił dwa kroki w moją stronę, przy czym ja zrobiłam jeden w tył.
-Masz rację, ale Charlie też jest moim gościem i ona też potrzebuje pomocy.
-Więc im prędzej zadbasz o mnie, tym szybciej stąd wyjdziesz- znów popatrzył na mnie wzrokiem pożądliwym, tylko tym razem zbliżył się tak, że nawet odsuwając się o kilka kroków był 10 centymetrów
ode mnie.
-Odsuń się ode mnie- on jednak zbliżył się tak bardzo, że piersiami stykałam się z jego klatą.
-Widzę, że sama się nie cofniesz- zaczął.
-Gdybym się odsunęła bardziej, nie miała bym drogi ucieczki.
-Przestań, wcale nie chcesz uciekać- powiedział, delikatnie kładąc dłoń na mojej talii.
-Chcę.
Skłamałam. Przyciągnął mnie do siebie. Wyrywałam się. Jego silne ręce uchwyciły mnie jednak i przeprowadziły siłą pod ścianę. Tam miał pole do popisu. Jedną dłonią przytrzymywał moje ręce, a drugą włożył pod moją za dużą bluzkę i pieścił moje plecki. Wargami całował moją szyję, bo chodź moje opory z minuty na minutę były słabsze, to nie pozwoliłam mu na pocałowanie mnie w usta. Przestał pieścić moje plecy, zszedł niżej wcześniej odpinając moje krótkie spodenki, gniótł moje pośladki, najpierw delikatnie, później coraz mocniej. Byłam coraz bardziej podniecona jego brutalnością. Zamiast opierać się, zachęciłam go, aby puścił moje ręce i pozwolił mi się odwdzięczyć. Nathan jednak mocniej przycisnął moje ręce do ściany. Był tak silny, że to on mnie trzymał przy tej ścianie, a nie moje nogi. Oplotłam go nimi w pasie, a on przybliżył się. Poczułam, jak jego penis stwardniał. Musiał puścić moje ręce, chwytając mnie za tyłek i dalej go pieścił. Pomogłam mu zdjąć koszulkę. Robiło mi się mokro. Nathan zdjął moją bluzkę i z moją pomocą stanik. Pieścił moje duże piersi. Zaczął ssać moje sutki na przemian. Jedną ręką masował cycuszka, od którego akurat był odsunięty jego język, a drugą włożył mi do majtek i delikatnie drażnił moją łechtaczkę. Wydawałam z siebie ciche jęki.
Kiedy włożył palec do cipki westchnęłam głośno. Poruszał wciąż palcem, doprowadzając mnie do obłędu. Nie chciałam zostać mu dłużna. Rozpięłam jego spodnie i ukazał mi się jego od dawna już sztywny członek. Masowałam go ręką, a Nathan pojękiwał, choć był przytłumiony moimi pocałunkami. Zdjęłam po chwili jego spodnie i majtki. W końcu byliśmy całkiem nadzy. Uklękłam przed chłopakiem i wzięłam jego "przyjaciela" do buzi poruszając głową do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu. Nathan chwycił delikatnie moje włosy, które mi przeszkadzały. Nie chciałam jeszcze skończyć tego numerka w schowku kuchennym. Odciągnął mnie od siebie i ostro pociągnął odwracając tyłem do siebie.
-Wejdź we mnie!- jęknęłam.
-Nie mam gumki.
-Są w moich spodenkach, zawsze mam przy sobie- schyliłam się wypinając mocno pupę w stronę Nathan' a. Dał mi mocnego klapsa, a ja pobudzona tym delikatnie otarłam się o jego penisa. Założył prezerwatywę i wjechał we mnie z impetem. Krzyknęłam: to z bólu, to z podniecenia. Poruszał miednicą do przodu i do tyłu, a ja wpasowałam się w jego ruchy. Rżnął mnie ostro, co nie odbyło się bez naszych krzyków, po chwili usłyszeliśmy pukanie i głos Matt' a.
-Co wy tam robicie- zapytał sarkastycznie.
-Nic szafka spadła- powiedział bardzo podnieconym głosem, nie przestając się poruszać.
-Jasne-rzucił- miłej zabawy- i odszedł od drzwi.
Znów zaczęłam krzyczeć, tylko głośniej. Mojego kochanka, jeszcze bardziej to nakręcało i rżnął mnie coraz mocniej. Podobało mi się. Uszczypnęłam go w dłoń, którą trzymał na moich biodrach. Zrozumiał przekaz i stał się jeszcze brutalniejszy niż przedtem. Czułam ból, ale podniecenie było większe.
-Ohh Nathan- krzyknęłam kiedy nieco przesadził z siłą.
-Przepraszam- powiedział troskliwym tonem i pocałował mnie w plecy.
-Nie przepraszaj tylko rżnij mnie tak cały czas!- wrzasnęłam a on zatrzymał się i wyszedł ze mnie.- Co się stało?
-Cały czas cię boli?- zapytał obejmując mnie znów w talii.
-Tak, ale lubię ten ból. Nie martw się. Kiedy będzie zbyt mocno bolało to ci powiem.
Pocałował mnie delikatnie.
-Nie chcę ci sprawiać, aż takiego bólu.
-Jeśli zaraz mnie nie zaczniesz pieprzyć-mówiłam z odstępami na pocałunki co sylabę- to cię zgwałcę.
-Nie będziesz musiała.
Wziął mnie na ręce i delikatnie położył mnie na ziemi podkładając swoje spodnie pod moją głowę. Rozłożyłam nogi i Nate znów we mnie wszedł. Rżnął mnie jeszcze mocniej niż wcześniej, krzyczałam w niebo głosy. Przeturlaliśmy się i to ja byłam na górze. Poczułam, że zaraz dojdę. Zauważyłam na twarzy kochanka, że on też za moment będzie szczytował. Fala ciepła rozeszła się po moim ciele. Mocno wbiłam paznokcie w chłopaka a ten przewrócił mnie znów na plecy. Widocznie dopiero skończył. Mocno przytulił mnie do siebie i znów pieścił moje piersi.
-Dobra, trzeba wziąć tą apteczkę i zanieść Charlie.
-Proszę, jeszcze nie- podniosłam się delikatnie z podłogi.
-Zawsze możemy tu wrócić- zasugerował całując mnie w czoło.
-Obiecaj, że to powtórzymy.
-Obiecuję- uśmiechnął się i wstał.
Ja leżałam chwilę jeszcze i myślałam.
Ubraliśmy i razem wyszliśmy zapominając o apteczce. Okazało się, że nie była już potrzebna bo Matt wziął drugą, która była w hallu. Charlotte już spała. Rodzice mieli nie wracać, więc zanieśliśmy ją do mojego pokoju. Matt włączając telewizor położył się obok niej.
-Mogę tu spać?-zapytał.
-Jasne. Ja pójdę spać z Christine, a Nathan będzie spał w łóżku rodziców.
-Ja się nie zgadzam- zaprotestował Nathan.
-Dobrze będę spała z tobą- uśmiechnęłam się zalotnie i upuściłam specjalnie klucze. Schylając się mocno otarłam się o krocze chłopaka, a on niezauważalnie przejechał mi palcami po cipce odchylając spodnie i majtki jednocześnie.
-Zjedlibyście coś?- zapytałam.
-Jasne-rzekł Matthew podnosząc się z łóżka.
-Ty tu zostań-Nathan popchnął kumpla z powrotem na łóżko- ja jej pomogę- przygryzłam dolną wargę i wyszłam z pokoju za Nathan' em.
Gdy tylko znaleźliśmy się w kuchni posadził mnie na blacie i zaczął obcałowywać.
-Przestań- powtarzałam.
-A co jeśli nie?- oderwał się na chwilę od mojej szyi i spoczął na ustach.
-To nie będę z tobą spała.
-Zmuszę cię do tego- zaśmiał się.
-Ale teraz Christine nie śpi, więc nie mogę.
-Nie marudź- ukląkł przede mną i rozpiął już i tak rozciągnięte krótkie spodenki zdjął je ze mnie i począł namiętnie lizać moją mokrą muszelkę jednocześnie pieszcząc moje piersi przez materiał bluzki. Było mi cudownie. Prawie dochodziłam, kiedy moja młodsza siostra weszła do kuchni.
-Christine!- krzyknęłam głosem wystraszonym, ale zmieszanym z rozkoszą, którą gwarantował mi chłopak. Nagle przestał i mocno się zaczerwienił. Podał mi spodenki, ubrałam je i patrzyłam na Christine.
-Dlaczego on ci całował psikawkę (tak mała nazywała cipkę).
-Bo...yy...- zaczęłam nie wiedząc co powiedzieć. Nagle Nathan wypalił:
-Bo twojej siostrze w schowku za kuchnią wpadło tam coś dużego- popatrzył na mnie zadziornie o mało nie wybuchając śmiechem. Ja niestety nie wytrzymałam.
-A to cię bolało siostrzyczko?-zapytała troskliwie dziewczynka.
-Och, żebyś wiedziała jak bardzo- spojrzałam jednoznacznym wzrokiem na Nathan' a.
-Biednaa- podbiegła do mnie i mocno się przytuliła.
-Chcesz już się położyć?- zapytałam biorąc ją na ręce.
-Chcę spać z tobą.
-Co?!- razem z Nate' em rzuciliśmy wlepiając oczy w małą.
-Chcę spać z tobą. Mogę?
-Dzisiaj bym chciała spać sama.
-No dobrze, a mi do psikawki też coś wleciało, mógłby mi Nathan też wyciągnąć?
Oboje zaczęliśmy się śmiać.
-Kochanie, tobie mogę ja wyciągnąć- zaśmiałam się.
-Aa, to nie. Położysz mnie już spać?
-Zrobię ci tylko kolację i pójdziesz spać. A teraz biegnij sprzątać w pokoju, pewnie jak zwykle tam masz syf.
Zrobiła oburzoną minę- no dobra
!-i pobiegła do swojego pokoju.
-Jak myślisz, ile mamy czasu?- zapytał Nathan przysuwając mnie do blatu.
-Przestań, teraz na serio. Wiesz co by było gdyby nie uwierzyła?
-No hej, to przecież nic takiego.
-Nate przestań. Nie mogę sobie na takie rzeczy pozwalać, kiedy ona jest w domu.
-Nie ma sprawy- powiedział ukrywając niezadowolenie.
-Jesteś słodki, a teraz mi pomóż tak jak obiecałeś.
Zabrałam się za krojenie pomidora, chciałam jednak dać mu coś za to, że mi pomagał.
-Mógłbyś mi pomóc?
-Jasne, daj- uśmiechnął się.
-Nie
! To znaczy.. Stań za mną i pomóż mi kroić tego pomidora, na równe plastry.
Stanął blisko mnie, lewą ręką obejmując w pasie, a drugą chwytając rączkę noża. Co chwila zrzucałam coś z blatu na podłogę, i podnosząc mocno się wypinałam. Po przygotowaniu kolacji, porcję Charlotte i Matt' a zaniosłam na górę, a Nate poszedł do pokoju Christine i dał jej porcję. Talerze dla nas zostawił w kuchni. Po zjedzeniu poszłam uśpić siostrę, a później udaliśmy się do sypialni rodziców. Nasze zamiary jednak nie zostały spełnione, bo okazało się, że jesteśmy zbyt zmęczeni. Rano usłyszałam jak ktoś chodzi po kuchni. Zeszłam na dół. To była Charlie.
-Dobrze spałaś?- zapytała tak, jakby te siniaki na jej twarzy nie były z mojej winy.
-Co? Ja tak. Tak. Dobrze. A jak z tobą?
-Nieźle. Trochę boli- wskazała na twarz.
-Przepraszam cię za to. Na prawdę. Nie chciałam. Po prostu byłam taka wściekła.
-Nie gniewam się- odpowiedziała klepiąc mnie po ramieniu.-W nocy dzwonił weterynarz. Pomyślałam, że nie będę ci przeszkadzała więc odebrałam.
-Co mówił?
-Że będzie z nią wszystko w porządku, ale zostanie u niego.
-Całe szczęście. A rodzice wrócili?
-Nie, nawet sms'a nie napisali.
-Może śpią jeszcze.
-Co robiliście z Nate' em?- zapytała chichocząc pod nosem.
-Spaliśmy. Niestety- zachichotałam.
-Głupia jesteś
!- krzyknęła ze śmiechem.
-W przyszły weekend nie ma starszych- zaczęłam.
-To co? Imprezka?
-No wiesz myślałam o... nauce- sarkastyczny uśmiech zagościł na mojej twarzy.
-No masz racje to lepsze niż imprezowanie 24 godziny na dobę.
-Tak wiem.
-Chodź zjemy- zaproponowała wskazując na dwa pełne talerze.
-No w porządku.
Usłyszałyśmy jak ktoś schodzi po schodach. To nie była jedna osoba, lecz Nathan i Matthew. Obaj w samych bokserkach.
-No czeeść- zaśmiał się chłopak Charlie.
-Śniadanie zrób sobie sam- powiedziała pałaszując swoje tosty.
-Ale mnie kochasz- zrobił smutną minę, Charlotte jedynie wzruszyła ramionami nawet nie odrywając twarzy od talerza. Nate śmiał się pod nosem z kumpla.
-Mnie za to moja dziewczyna kocha, więc zrobi mi śniadanie, prawda?
-Taa, jasne. Może pobiegnę do KFC?
-Kochanie. Proszę.
-Nie chce mi się. Lodówka jest pełna, zjedz se coś.
Mruczał coś pod nosem, ale zdecydował się w końcu coś zjeść.
Kiedy z Charlotte przebierałyśmy się na górze, oni dopiero zaczynali jeść. Musieli zniknąć z naszego domu zanim, mieli pojawić się rodzice, więc kiedy zjedli szybko wyrzuciłyśmy ich za drzwi. Półtorej godziny później rodziciele wrócili. Charlotte była tak mocno pomalowana, że nawet siniaki były słabo widoczne.
-Mamo- zaczęłam..
-Co?
-Słuchaj.. mogłabym..
-Na trzymanie jakiego zwierzęcia mam się zgodzić?
-W sumie, to dwóch, lub trzech.
-Nie przeginaj...-powiedziała, a jej łagodny wyraz twarzy, nieco rozbawiony, zamienił się w bardziej surowy.
-No mamo, obok mojego pokoju, jest wolny pokój, tam by były.
-Zależy co by tam miało być.
-Psiaki?- zrobiłam błagającą minę. Zawsze chciałam mieć psa.
-To żart prawda?- była rozdrażniona.
-Nie. Mamo błagam.
-Mogłabym się zgodzić na jednego, ale nie na trzy.
-Ale mamo.
-Mówię nie. Po za tym jak chcesz mieć psa, to dużego.
-Mamo, ale ja chciałam owczarka.
-Chciałaś mieć w domu trzy owczarki? No ładnie.
-Tak, mamo to jedyne czego chcę.
-Nie obchodzi mnie to. Chcesz dwa razy do roku wyjeżdżać na wakacje, więc nie będą psy zostawiane na tak długo- pierwszy raz potraktowała mnie tak ostro. Często mi odmawiała, ale nigdy nie tak stanowczo.
-Mamo błagam. Zawsze chciałam mieć psa.
-Na razie zgadzam się na jednego. O tych trzech pomyślę.
-Dziękuję- mocno ją przytuliłam.
-Jaka rasa?
-Owczarek niemiecki- banan na mojej twarzy rozciągał się od prawego do lewego ucha.
-Krótko czy długowłosy?
-Myślałam, żeby wziąć jednego krótkowłosego, a dwa długowłose.
-Nie wkurzaj mnie. Powiedziałam zgadzam się na jednego. O tych trzech muszę porozmawiać z tatą.
-On się zgodzi.
-Niech będzie. Jeden z nich jest mój, a dwa twoje.
-Zgadzasz się?
-Tak, niech będzie.
Następnego dnia jechałam z mamą do hodowcy owczarków krótkowłosych. Suczka miała urodzić dopiero za dwa tygodnie, więc trzeba było przeczekać jeszcze trzy miesiące do odebrania pieska.
-A ile piesków potrzebujecie?- zapytał hodowca.
-Dwa- odpowiedziała mama. Radość we mnie zawrzała.
W ciągu następnego tygodnia, załatwiałyśmy drugiego hodowcę. Zamiast trzech miałam dostać 4 pieski. Byłam wdzięczna mojej mamie.
Caroline ;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz