Mam trzy sprawy..
Po pierwsze:
Wybaczcie, że nie pisałam, ale leżałam tydzień w szpitalu i nie miałam jak napisać :(
Po drugie:
Wesoooołych Świąt ;)
I po trzecie, czyli ostatnie:
Mam nowego bloga ;) Więc zapraszam, żebyście wchodzili. Postaram się pisać jak najczęściej do wszystkich trzech, ale mało czasu :(
Mam nadzieję, że się spodoba ; )
wtorek, 25 grudnia 2012
czwartek, 6 grudnia 2012
Cień Księżyca rozdział 7 "Dzwonek telefonu"
-Wstawaj!-rzuciłam.
-Wiem, że ze mną zerwiesz, więc zrób to teraz i tutaj- powiedział patrząc w stronę mojej twarzy.
-Jeśli chcesz, żebym z tobą zerwała, to mogę to zrobić. To dla mnie nie problem.
-Czy myślałaś, żeby to inaczej zrobić?- zerwał się na nogi.
-Jak chcesz gadać to w cztery oczy.
Ruszył za mną i zatrzymaliśmy się około piętnaście metrów dalej, tak żeby nie mogli nas usłyszeć.
-Czyli wybaczysz mi ?-zapytał chwytając mnie za ręce.
-Zobaczymy, ale jeszcze jedno takie gówno zrobisz to z nami koniec. Bez wymówek.
-Dziękuję- chwycił mnie w talii i przyciągnął do swojej piersi.- Na prawdę przepraszam cię.
-Dobra już- bąknęłam.
-Wiesz, że cię kocham?- popatrzyłam na niego z nieco zdziwioną miną.
-Nie zauważyłam.
-Ej słońce. Przestań. Jesteś pierwszą dziewczyną, do której na prawdę coś czuję.
-Jasne, jasne.
-Dziewczyno przestań. Jak cię widzę to mi serce szybciej bije.
Chwycił mnie za rękę. Rozmawialiśmy kilka minut, aż dostałam sms-a od taty.
-Już wrócili do domu.
-Kto?
-Moi rodzice. Pewnie za jakieś dwie godziny będę musiała wracać.
-Odprowadzę cię.
Siedzieliśmy przy ognisku. Nie skrywając urazy do Nathana wygłupiałam się z nim, chociaż wciąż byłam zła.
Kiedy spojrzałam na zegarek w telefonie, trochę mnie zaskoczyło to, że jeszcze nie dostałam wiadomości o prośbie o powrót do domu. Było siedemnaście minut po pierwszej.
-Ja wracam, do domu-wstałam gwałtownie i podniosłam siodło z trawy wilgotnej od rosy.
-Przecież starzy nie dzwonili- powiedział Christopher gardzącym tonem.
-No właśnie. Trochę to dziwne jak na moją matkę.
-Weźcie się trochę ruszcie.
Kiedy założyliśmy siodła pomknęliśmy w stronę naszej płycizny. Z daleka zobaczyliśmy jak ciemność rozrzedzają jasne płomyki podobne do ognia. Przyspieszyłam. Kiedy z końca leśnej drogi mogłam dojrzeć dom, stanęłam przerażona. Stajnia stała w płomieniach, na całe szczęście zwierzęta były z nami. Zobaczyłam jakieś odjeżdżające auto, ale nie dostrzegłam z tak daleka numerów rejestracyjnych. Cwałem dobiegłam do ulicy. Smoke zaczął wierzgać na widok ognia. Przywiązałam go do belki.
Weszłam do domu. W domu było jakoś za cicho. Chwilę później usłyszałam jak Collin dzwoni na policję i straż pożarną. Charlie i Matt stali obok mnie. Nathan z Chrisem weszli chwilę później.
-Szukajcie ich!- krzyknęłam wbiegając na schody.
Weszłam po kolei do każdego pokoju na górze. W moim znalazłam kilka kropli krwi. Weszłam pod łóżko, zajrzałam do szafy, ale jedyne co znalazłam to ubrania, i trochę kurzu. Weszłam do łazienki. Z wanny wylewała się woda. Zakręciłam kurek i próbowałam wyciągnąć ojca z wanny. Krzyknęłam:
-POMOCY!
Nate i Collin wbiegli w zastraszająco szybkim tempie i wyjęli go. Nie oddychał. Miał dziurę w brzuchu, krzyknęłam z przerażenia kiedy zobaczyłam ranę na plecach. Była co najmniej 5 razy większa, niż ta wlotowa.
Zadzwoniłam na 911. Trzymałam papier w ranie na plecach, a z przodu ściskałam go ręką.
Charlie wpadła z krzykiem.
-Znalazłam twoją mamę!
-Uciskajcie go!- wybiegłam z pokoju za Charlotte. Moja matka leżała nieruchomo w ogromnej kałuży krwi. Nie wytrzymałam. Ból zaciskał się w moim gardle. Była blada. Czas się dla mnie zatrzymał. Upadłam przed nią na kolana. Miała w sobie dwie dziury. Jedną w brzuchu drugą, bardzo blisko prawej piersi.
Christine nie było w domu.
Wybiegłam do mojego pokoju. Otworzyłam skrytkę w panelach i pobiegłam do pokoju rodziców. Z ich szafy wyciągnęłam jeden pistolet, a z stolika nocnego taty drugi. Włożyłam je pod panele i dobrze zacisnęłam skrytkę.
-Co tam robiłaś?-zapytał Nate, stojąc w przejściu.
-Nic-udałam, że ocieram łzy. Właściwie tak do końca, to nie było kłamstwo. Byłam zrozpaczona. Podniósł mnie delikatnie za ręce i mocno przytulił. Usłyszeliśmy syrenę pogotowia, zaraz później policji.
-Chodź na dół.
Ratownicy medyczni wbiegli po schodach najpierw weszli do łazienki, później do pokoju gościnnego, gdzie leżała moja matka. Wzięli ich oboje na nosze i wynieśli. Policja nas przesłuchiwała. Kiedy oficer Brandon kończył pisać zdanie, do domu przez otwarte drzwi wbiegła matka Charlie.
-Co tu się stało?- rozejrzała się i podeszła bliżej.
-Ktoś chciał zamordować mamę i tatę, a Chris zniknęła- twarz miałam kamiennie spokojną, nie pokazywała żadnych emocji, choć w środku miałam ochotę krzyczeć i szlochać.
-Może pan odejść- rzuciła beznamiętnie.
-Muszę zadzwonić- powiedziałam, po czym odwróciłam się i wyszłam przez tylne drzwi. Zadzwoniłam do cioci Paige. Choć było już wpół do 3, wiedziałam, że odbierze.
-Halo?!- przemówiła zaspanym głosem.
-Ciociu możesz przyjechać po mnie?
-Teraz?
-Tak.
-Nie możesz zaczekać do rana?
-Raczej wątpię.
-Co to za hałasy? Kto tam jest?
-Przyjedź to powiem. Proszę.
-Dobrze. Zaraz tam przyjadę.
-Dzięki-rozłączyłam się.
Dopiero w tamtym momencie zorientowałam się, jak bardzo się bałam o życie rodziców. Mimo, że wiedziałam, że Oliver to nie mój prawdziwy ojciec, to bardzo go kochałam. Matka, która szukała mnie przez kilka lat, ledwo trzymała się życia. Gorące łzy spływały po moich policzkach. Usiadłam na huśtawce ogrodowej, zakryłam oczy dłońmi. Właśnie wtedy, przysięgłam sobie, że pomszczę ich i odzyskam siostrę. Musiałam jeszcze zostawić gdzieś konie, więc wykonałam telefon do stajni, aby przyjechali. Kierowca był wściekły, ale zjawił się dwadzieścia minut później. Odjechał, gdy tylko zwierzęta, znajdowały się w przyczepie. Usłyszałam przeraźliwy krzyk. To była ona.
-Co tu się stało?!- zanosiła się płaczem. -Gdzie jest Phoebe?
-Ktoś ją postrzelił- chwyciłam ją w łokciach.
-Jak to postrzelił?
-Zawieźli ją do szpitala i tatę też.
-Boże.
-Mogę u ciebie zamieszkać póki nie wrócą do domu?
-Tak, jasne, że tak. Nie mogę w to uwierzyć!
-Możemy jechać?
-Tak. Już.
Weszłam do auta. Wyciągnęłam z majtek jeden pistolet, drugi miałam w plecaku.
-Coś ty zrobiła?- zapytała.
-Wzięłam je, żeby nie myśleli, że najpierw ojciec zastrzelił matkę, a potem siebie.
-Jesteś szaloną dziewczyną, ale przyznam ci rację.
Rozmawiałyśmy zciszonymi głosami.
Przez chwilę żadna z nas nie wydała z siebie nawet westchnięcia.
-Co jeśli oni...nie..-zaszlochałam głośno.
-Nawet tak nie mów-rzuciła ostrym tonem.- Twoja matka jest najtwardszą osobą jaką znam. Na pewno się nie podda. A Oliver to też niezłe ziółko. Nie opuściłby twojej matki za nic w świecie.
-Skąd o tym wiesz?
-Bo znam ich dłużej niż ty.
-Ale..
-Mówili ci w ogóle, jak się poznali?
-Nigdy nie pytałam.
-No widzisz.
-To opowiedz mi.
-Nie teraz Michie, na prawdę jestem zmęczona.
-Proszę.
-Niech będzie- westchnęła głęboko.-Wiesz, że po tym jak Phoebe zaszła w ciążę, to wyprowadziliśmy się do L.A.?
-No, wiem.
-Więc.. Poznała Helenę Bonham- Carter i się skumały mimo ich różnicy wieku. Wiesz, że ona teraz ma prawie 62 lata. Więc Helena zrobiła imprezę dla całej obsady HP. Tam się zaprzyjaźniłyśmy z Bonnie i Evanną i Phoebe poznała Olivera. Wiesz, założyli się nie ważne o co, no i twoja matka przegrała i musiała się z nimi całować. W sensie z Oliverem, James' em i Tomem. No i po twoich pierwszych urodzinach oznajmili wszystkim, że ze sobą są, ale i tak wszyscy o tym wiedzieli. Pomagał jej ze wszystkim, a kiedy zniknęłaś, mam na myśli kiedy porwał cię ojciec, robił za nią wszystko. Dopiero, kiedy mama kazała jej wyjechać do Manchesteru znalazła cię. Wiesz. Pojechała do domu Jacoba, ale dowiedziała się, że wyprowadził się do naszego starego domu, więc tam pojechała. Potem po wskazaniu przez jego dziewczynę dom Davida jako miejsce jego pobytu pojechała tam i kiedy wracałaś ze szkoły dowiedziała się, że to on. Resztę opowieści chyba pamiętasz?
-Tak.
Zapanowała przytłaczająca cisza.
-Czyli tacie nie przeszkadzało to, że jestem?
-Nie. Kochał cię. Nadal cię kocha.
-Ja jego też.
-Boję się o Christine.
-Ja też.
Nie odzywałyśmy się, aż do końca drogi. Ciocia Paige mieszkała w piętrowym domu razem, z wujkiem Will' em, dwoma córkami pięcioletnią Sarah, dziewięcioletnią Angelą i dwuletnim synkiem Brian' em. Piętrówka była pomalowana na zgniło-zielony kolor, białe okna świetnie kontrastowały z zielonym odcieniem. Wszystkie światła były jeszcze pogaszone. Przed domem rosły jakieś kwiatki. Po wejściu do przedpokoju zdjęłam buty.
-Chodź kochanie, zrobię ci śniadanie, a potem idź się prześpij do gościnnego pokoju.
-Nie jestem głodna i nie chce mi się spać.
-Nie marudź!
-Chcę się wykąpać i przebrać, jestem cała we krwi.
-To idź, ale i tak zjesz.
-Zachowujesz się jak babcia.
-Wiem, że moja matka tak robi, ale ja mam swoje powody, a ona tylko chce, cię utuczyć.
-Idę się wykąpać.
-Dobra, ja zaraz budzę Will' a.
Weszłam do łazienki, zatkałam wannę i włączyłam kran z gorącą wodą. Mogłam dostrzec jak para unosi się wysoko. Rozpięłam guzik ze spodenek i spuściłam je na ziemię. Zdjęłam bluzkę i stanik.
Chwilę później byłam już całkiem naga. Mocno rozmasowałam sobie piersi. Zakręciłam kurek i sprawdziłam dużym palcem u stopy, czy woda nie jest za gorąca. Była w sam raz.
Usiadłam rozkoszując się gorącem. Przydałby się teraz Nathan- pomyślałam. Przypomniałam sobie jak zawsze zachłannie mnie całował, a kiedy się kochaliśmy mocno mnie posuwał. Na samą myśl miałam ochotę, aby to właśnie on zajął się odstresowaniem mnie. Niestety musiałam zadowolić się paluszkami i zamkniętym, nieużywanym( przez ciotkę Paige) wibratorem, który trzymała w dwudennej szafce. Nie chciała, aby ktoś wiedział o tej skrytce. Niestety. Ja przez przypadek ją znalazłam, gdy pomagałam jej robić porządek. Od tamtego czasu, gdy tylko byłam u niej, włączałam go na największe obroty, mocowałam go na przyssawce i mocno się na niego nabijałam. Może to nie to samo, co zachłanne ręce i wielki kutas Nathana, ale jednak mogłam się zaspokoić.
Tak jak zwykle przymocowałam do na desce sedesowej, nachyliłam się nieco i włączyłam go na największe obroty, ale nie włożyłam go sobie do muszelki, tylko ocierałam się o niego stojącymi sutkami, przy czym masowałam ręką swoją łechtaczkę, co jakiś czas wkładając do cipki dwa lub trzy paluszki. Kiedy cipka była już bardzo mokra przestałam się ocierać sutkami o wibrator, i usiadłam na nim, nie kontrolując się jęknęłam głośno. Nabijałam się w końcu byłam blisko końca, kiedy usłyszałam kroki.
-To tylko wujek, ale ja mam zamkniętą łazienkę, więc nie może tu wejść- pomyślałam.
Pomyliłam się jednak o wiele za dużo. Wujek William wszedł całkiem nagi do łazienki. Kiedy mnie zobaczył od razu stwardniał mu kutas. Wyciągnęłam wibrator z cipki i zakryłam się ręcznikiem.
-Cześć Michelle-powiedział tak, jakby to była całkiem normalna sytuacja.
-Cześć wujku. Mógłbyś wyjść, bo ja właśnie...
-Właśnie używałaś wibratora mojej żony. Oj nie ładnie- na jego twarzy zagościł dziwny uśmiech. Nie próbował się kryć z tym, że na mój widok, napalił się jak mało kto. Zamknął drzwi do łazienki na zasuwkę i podszedł do mnie. Ja cofając się dotknęłam plecami ściany. Zerwał ze mnie ręcznik i odwrócił mnie do siebie tyłem. Włożył kutasa pomiędzy moje uda i zaczął się poruszać równomiernie. Haczył również o moją łechtaczkę. Choć był o wiele starszy i był mężem mojej kochanej ciotki, podobało mi się jego zachowanie. Wypięłam się do niego, a on drażnił mnie nieco, tylko wchodząc i wychodząc jak najszybciej. Byłam tak napalona, że odwróciłam się do niego przodem i popchnęłam na podłogę. Kutas sterczał mu a ja palcami u stóp tylko dotykałam jego żołędzia. Następnie stanęłam nad jego głową i usiadłam na jego twarzy tak, aby mógł lizać moją cipkę, a ja jego fiuta. Byłam przyzwyczajona do nieco większych rozmiarów, ale nie był najmniejszy jakiego widziałam. Po niespełna dziesięciu minutach zaczął dochodzić, więc usiadłam na nim i czując jak jego gorąca sperma wlewa się we mnie również doszłam. Nie było szans żebym zaszła w ciążę. Musiałam brać tabletki hormonalne. Wyszliśmy z łazienki, wcześniej jednak zażyczył sobie, abym nic nikomu nie mówiła, taki głosem, jakby miał ochotę na więcej. Pociągnęłam go za członka i przejechałam pępku. Wszedł jeszcze na chwilę do łazienki, uklęknął i włożył język do mojej cipki po czym wstał i wyszedł.
Po tym co się stało, starałam się unikać jego towarzystwa. Było mi bardzo głupio.
-Michelle, chcesz jechać do szpitala?- zapytała ciocia, kiedy siedziałam pogrążona w myślach o małej Christine.
-Co? Ach tak!
-To idź weź sobie jakieś ciuchy porządne z mojej szafy i jedziemy.
Wyciągnęłam jakieś jeansy i zwykłą czarną bluzkę na ramiączkach.
-Gotowa?-zapytała. Miała podkrążone oczy.
-Tak. Możemy jechać.
Wyjechałyśmy. Podczas jazdy nie odzywałyśmy się. Ja obserwowałam różne domy i ludzi, a ciocia prawie usypiała za kierownicą. Niczego się nie domyślała. Cieszyłam się z tego, ale źle się z tym czułam. Nigdy więcej nie chciałam, żeby to się powtórzyło. Nie dość, że zdradziłam chłopaka z własnym wujkiem, to jeszcze mężem mojej ciotki. Zatrzymałyśmy się przed parkingiem szpitala.
-To co wychodzimy?-powiedziała zmęczonym głosem, po czym wyjęła klucze ze stacyjki i otworzyła drzwi.
-Nareszcie.
Weszłyśmy do budynku szpitala i zapytałyśmy w recepcji, gdzie leżeli rodzice. Sala 641. Doktor właśnie stał nad łóżkiem mojej matki. Wbiegłam do sali szlochając.
-Przepraszam, ale do tej sali może wchodzić tylko bliska rodzina.
Nie mogłam odpowiedzieć, bo zanosiłam się od płaczu.
-Ja jestem siostrą, a to córka.
-Jest tutaj jeszcze brat bliźniak pana Phelps.
-Je-e-st wuje-e-ek James?
-Tak. Czy mogę panią prosić na momencik?
-Oczywiście-rzuciła ciocia i wyszła za lekarzem.
Przez szkło mogłam zobaczyć, jak ciotka słysząc diagnozę lekarza zaczęła płakać, jak położył rękę na jej ramieniu w geście pocieszenia, jak przytulił ją wujek James, gdy tylko ją zobaczył.
Oboje postarali się, żeby zatrzymać łzy, zanim znów weszli na salę.
-Co z nimi?- zapytałam stojąc nad łóżkami obojga rodziców, łzy spływały po mojej twarzy.
-Usiądź lepiej- powiedział wujek. Usiadłam.
-Więc powiecie mi, czy nie?
-Więc o kim chcesz najpierw usłyszeć?
-O mamie!
-Więc, ona.. jest nieprzytomna, ale lekarze mówią, że z tego wyjdzie. Kula ominęła płuco o dwa centymetry.
-O Boże- zaczęłam płakać. James mnie przytulił.
-A Oliver.. stracił dużo krwi, zapadł w śpiączkę dziś rano. -Powiedzieli, że jest piętnaście procent gwarancji, że się wybudzi.
Zakręciło mi się w głowie. Zapadła ciemność. Obudziłam się, pod wpływem soli trzeźwiących.
-Wszystko z tobą w porządku?-zapytała ciocia.
-Jest zbyt zmęczona, musi odpocząć, do tego jeszcze te dwie próby morderstwa- odpowiedział za mnie lekarz. Po czym wyszedł. Usiadłam na łóżku.
-Boże, gdybym wtedy była w domu, to pewnie byłoby wszystko OK.
-Przestań! Nawet tak nie mów. Gdybyś była w domu, to nikt by was nie znalazł. Pewnie bylibyście wszyscy martwi! Usłyszałam dzwonek telefonu. Nieznany numer...
-Halo?
By Caroline.. ; *
I tak jak obiecałaaam muzyczka <3
Rap:50 Cent ft. Snoop Dogg & G-Unit - P.I.M.P.
Mam do tej piosenki jakiś sentyment :>
Metal/Rock:Sound Garden - Been Away Too Long ,<3
Bo jest świetnaa :>
Reggae :http://www.youtube.com/watch?v=Ry7qXsjcafY
Muach <3
-Wiem, że ze mną zerwiesz, więc zrób to teraz i tutaj- powiedział patrząc w stronę mojej twarzy.
-Jeśli chcesz, żebym z tobą zerwała, to mogę to zrobić. To dla mnie nie problem.
-Czy myślałaś, żeby to inaczej zrobić?- zerwał się na nogi.
-Jak chcesz gadać to w cztery oczy.
Ruszył za mną i zatrzymaliśmy się około piętnaście metrów dalej, tak żeby nie mogli nas usłyszeć.
-Czyli wybaczysz mi ?-zapytał chwytając mnie za ręce.
-Zobaczymy, ale jeszcze jedno takie gówno zrobisz to z nami koniec. Bez wymówek.
-Dziękuję- chwycił mnie w talii i przyciągnął do swojej piersi.- Na prawdę przepraszam cię.
-Dobra już- bąknęłam.
-Wiesz, że cię kocham?- popatrzyłam na niego z nieco zdziwioną miną.
-Nie zauważyłam.
-Ej słońce. Przestań. Jesteś pierwszą dziewczyną, do której na prawdę coś czuję.
-Jasne, jasne.
-Dziewczyno przestań. Jak cię widzę to mi serce szybciej bije.
Chwycił mnie za rękę. Rozmawialiśmy kilka minut, aż dostałam sms-a od taty.
-Już wrócili do domu.
-Kto?
-Moi rodzice. Pewnie za jakieś dwie godziny będę musiała wracać.
-Odprowadzę cię.
Siedzieliśmy przy ognisku. Nie skrywając urazy do Nathana wygłupiałam się z nim, chociaż wciąż byłam zła.
Kiedy spojrzałam na zegarek w telefonie, trochę mnie zaskoczyło to, że jeszcze nie dostałam wiadomości o prośbie o powrót do domu. Było siedemnaście minut po pierwszej.
-Ja wracam, do domu-wstałam gwałtownie i podniosłam siodło z trawy wilgotnej od rosy.
-Przecież starzy nie dzwonili- powiedział Christopher gardzącym tonem.
-No właśnie. Trochę to dziwne jak na moją matkę.
-Weźcie się trochę ruszcie.
Kiedy założyliśmy siodła pomknęliśmy w stronę naszej płycizny. Z daleka zobaczyliśmy jak ciemność rozrzedzają jasne płomyki podobne do ognia. Przyspieszyłam. Kiedy z końca leśnej drogi mogłam dojrzeć dom, stanęłam przerażona. Stajnia stała w płomieniach, na całe szczęście zwierzęta były z nami. Zobaczyłam jakieś odjeżdżające auto, ale nie dostrzegłam z tak daleka numerów rejestracyjnych. Cwałem dobiegłam do ulicy. Smoke zaczął wierzgać na widok ognia. Przywiązałam go do belki.
Weszłam do domu. W domu było jakoś za cicho. Chwilę później usłyszałam jak Collin dzwoni na policję i straż pożarną. Charlie i Matt stali obok mnie. Nathan z Chrisem weszli chwilę później.
-Szukajcie ich!- krzyknęłam wbiegając na schody.
Weszłam po kolei do każdego pokoju na górze. W moim znalazłam kilka kropli krwi. Weszłam pod łóżko, zajrzałam do szafy, ale jedyne co znalazłam to ubrania, i trochę kurzu. Weszłam do łazienki. Z wanny wylewała się woda. Zakręciłam kurek i próbowałam wyciągnąć ojca z wanny. Krzyknęłam:
-POMOCY!
Nate i Collin wbiegli w zastraszająco szybkim tempie i wyjęli go. Nie oddychał. Miał dziurę w brzuchu, krzyknęłam z przerażenia kiedy zobaczyłam ranę na plecach. Była co najmniej 5 razy większa, niż ta wlotowa.
Zadzwoniłam na 911. Trzymałam papier w ranie na plecach, a z przodu ściskałam go ręką.
Charlie wpadła z krzykiem.
-Znalazłam twoją mamę!
-Uciskajcie go!- wybiegłam z pokoju za Charlotte. Moja matka leżała nieruchomo w ogromnej kałuży krwi. Nie wytrzymałam. Ból zaciskał się w moim gardle. Była blada. Czas się dla mnie zatrzymał. Upadłam przed nią na kolana. Miała w sobie dwie dziury. Jedną w brzuchu drugą, bardzo blisko prawej piersi.
Christine nie było w domu.
Wybiegłam do mojego pokoju. Otworzyłam skrytkę w panelach i pobiegłam do pokoju rodziców. Z ich szafy wyciągnęłam jeden pistolet, a z stolika nocnego taty drugi. Włożyłam je pod panele i dobrze zacisnęłam skrytkę.
-Co tam robiłaś?-zapytał Nate, stojąc w przejściu.
-Nic-udałam, że ocieram łzy. Właściwie tak do końca, to nie było kłamstwo. Byłam zrozpaczona. Podniósł mnie delikatnie za ręce i mocno przytulił. Usłyszeliśmy syrenę pogotowia, zaraz później policji.
-Chodź na dół.
Ratownicy medyczni wbiegli po schodach najpierw weszli do łazienki, później do pokoju gościnnego, gdzie leżała moja matka. Wzięli ich oboje na nosze i wynieśli. Policja nas przesłuchiwała. Kiedy oficer Brandon kończył pisać zdanie, do domu przez otwarte drzwi wbiegła matka Charlie.
-Co tu się stało?- rozejrzała się i podeszła bliżej.
-Ktoś chciał zamordować mamę i tatę, a Chris zniknęła- twarz miałam kamiennie spokojną, nie pokazywała żadnych emocji, choć w środku miałam ochotę krzyczeć i szlochać.
-Może pan odejść- rzuciła beznamiętnie.
-Muszę zadzwonić- powiedziałam, po czym odwróciłam się i wyszłam przez tylne drzwi. Zadzwoniłam do cioci Paige. Choć było już wpół do 3, wiedziałam, że odbierze.
-Halo?!- przemówiła zaspanym głosem.
-Ciociu możesz przyjechać po mnie?
-Teraz?
-Tak.
-Nie możesz zaczekać do rana?
-Raczej wątpię.
-Co to za hałasy? Kto tam jest?
-Przyjedź to powiem. Proszę.
-Dobrze. Zaraz tam przyjadę.
-Dzięki-rozłączyłam się.
Dopiero w tamtym momencie zorientowałam się, jak bardzo się bałam o życie rodziców. Mimo, że wiedziałam, że Oliver to nie mój prawdziwy ojciec, to bardzo go kochałam. Matka, która szukała mnie przez kilka lat, ledwo trzymała się życia. Gorące łzy spływały po moich policzkach. Usiadłam na huśtawce ogrodowej, zakryłam oczy dłońmi. Właśnie wtedy, przysięgłam sobie, że pomszczę ich i odzyskam siostrę. Musiałam jeszcze zostawić gdzieś konie, więc wykonałam telefon do stajni, aby przyjechali. Kierowca był wściekły, ale zjawił się dwadzieścia minut później. Odjechał, gdy tylko zwierzęta, znajdowały się w przyczepie. Usłyszałam przeraźliwy krzyk. To była ona.
-Co tu się stało?!- zanosiła się płaczem. -Gdzie jest Phoebe?
-Ktoś ją postrzelił- chwyciłam ją w łokciach.
-Jak to postrzelił?
-Zawieźli ją do szpitala i tatę też.
-Boże.
-Mogę u ciebie zamieszkać póki nie wrócą do domu?
-Tak, jasne, że tak. Nie mogę w to uwierzyć!
-Możemy jechać?
-Tak. Już.
Weszłam do auta. Wyciągnęłam z majtek jeden pistolet, drugi miałam w plecaku.
-Coś ty zrobiła?- zapytała.
-Wzięłam je, żeby nie myśleli, że najpierw ojciec zastrzelił matkę, a potem siebie.
-Jesteś szaloną dziewczyną, ale przyznam ci rację.
Rozmawiałyśmy zciszonymi głosami.
Przez chwilę żadna z nas nie wydała z siebie nawet westchnięcia.
-Co jeśli oni...nie..-zaszlochałam głośno.
-Nawet tak nie mów-rzuciła ostrym tonem.- Twoja matka jest najtwardszą osobą jaką znam. Na pewno się nie podda. A Oliver to też niezłe ziółko. Nie opuściłby twojej matki za nic w świecie.
-Skąd o tym wiesz?
-Bo znam ich dłużej niż ty.
-Ale..
-Mówili ci w ogóle, jak się poznali?
-Nigdy nie pytałam.
-No widzisz.
-To opowiedz mi.
-Nie teraz Michie, na prawdę jestem zmęczona.
-Proszę.
-Niech będzie- westchnęła głęboko.-Wiesz, że po tym jak Phoebe zaszła w ciążę, to wyprowadziliśmy się do L.A.?
-No, wiem.
-Więc.. Poznała Helenę Bonham- Carter i się skumały mimo ich różnicy wieku. Wiesz, że ona teraz ma prawie 62 lata. Więc Helena zrobiła imprezę dla całej obsady HP. Tam się zaprzyjaźniłyśmy z Bonnie i Evanną i Phoebe poznała Olivera. Wiesz, założyli się nie ważne o co, no i twoja matka przegrała i musiała się z nimi całować. W sensie z Oliverem, James' em i Tomem. No i po twoich pierwszych urodzinach oznajmili wszystkim, że ze sobą są, ale i tak wszyscy o tym wiedzieli. Pomagał jej ze wszystkim, a kiedy zniknęłaś, mam na myśli kiedy porwał cię ojciec, robił za nią wszystko. Dopiero, kiedy mama kazała jej wyjechać do Manchesteru znalazła cię. Wiesz. Pojechała do domu Jacoba, ale dowiedziała się, że wyprowadził się do naszego starego domu, więc tam pojechała. Potem po wskazaniu przez jego dziewczynę dom Davida jako miejsce jego pobytu pojechała tam i kiedy wracałaś ze szkoły dowiedziała się, że to on. Resztę opowieści chyba pamiętasz?
-Tak.
Zapanowała przytłaczająca cisza.
-Czyli tacie nie przeszkadzało to, że jestem?
-Nie. Kochał cię. Nadal cię kocha.
-Ja jego też.
-Boję się o Christine.
-Ja też.
Nie odzywałyśmy się, aż do końca drogi. Ciocia Paige mieszkała w piętrowym domu razem, z wujkiem Will' em, dwoma córkami pięcioletnią Sarah, dziewięcioletnią Angelą i dwuletnim synkiem Brian' em. Piętrówka była pomalowana na zgniło-zielony kolor, białe okna świetnie kontrastowały z zielonym odcieniem. Wszystkie światła były jeszcze pogaszone. Przed domem rosły jakieś kwiatki. Po wejściu do przedpokoju zdjęłam buty.
-Chodź kochanie, zrobię ci śniadanie, a potem idź się prześpij do gościnnego pokoju.
-Nie jestem głodna i nie chce mi się spać.
-Nie marudź!
-Chcę się wykąpać i przebrać, jestem cała we krwi.
-To idź, ale i tak zjesz.
-Zachowujesz się jak babcia.
-Wiem, że moja matka tak robi, ale ja mam swoje powody, a ona tylko chce, cię utuczyć.
-Idę się wykąpać.
-Dobra, ja zaraz budzę Will' a.
Weszłam do łazienki, zatkałam wannę i włączyłam kran z gorącą wodą. Mogłam dostrzec jak para unosi się wysoko. Rozpięłam guzik ze spodenek i spuściłam je na ziemię. Zdjęłam bluzkę i stanik.
Chwilę później byłam już całkiem naga. Mocno rozmasowałam sobie piersi. Zakręciłam kurek i sprawdziłam dużym palcem u stopy, czy woda nie jest za gorąca. Była w sam raz.
Usiadłam rozkoszując się gorącem. Przydałby się teraz Nathan- pomyślałam. Przypomniałam sobie jak zawsze zachłannie mnie całował, a kiedy się kochaliśmy mocno mnie posuwał. Na samą myśl miałam ochotę, aby to właśnie on zajął się odstresowaniem mnie. Niestety musiałam zadowolić się paluszkami i zamkniętym, nieużywanym( przez ciotkę Paige) wibratorem, który trzymała w dwudennej szafce. Nie chciała, aby ktoś wiedział o tej skrytce. Niestety. Ja przez przypadek ją znalazłam, gdy pomagałam jej robić porządek. Od tamtego czasu, gdy tylko byłam u niej, włączałam go na największe obroty, mocowałam go na przyssawce i mocno się na niego nabijałam. Może to nie to samo, co zachłanne ręce i wielki kutas Nathana, ale jednak mogłam się zaspokoić.
Tak jak zwykle przymocowałam do na desce sedesowej, nachyliłam się nieco i włączyłam go na największe obroty, ale nie włożyłam go sobie do muszelki, tylko ocierałam się o niego stojącymi sutkami, przy czym masowałam ręką swoją łechtaczkę, co jakiś czas wkładając do cipki dwa lub trzy paluszki. Kiedy cipka była już bardzo mokra przestałam się ocierać sutkami o wibrator, i usiadłam na nim, nie kontrolując się jęknęłam głośno. Nabijałam się w końcu byłam blisko końca, kiedy usłyszałam kroki.
-To tylko wujek, ale ja mam zamkniętą łazienkę, więc nie może tu wejść- pomyślałam.
Pomyliłam się jednak o wiele za dużo. Wujek William wszedł całkiem nagi do łazienki. Kiedy mnie zobaczył od razu stwardniał mu kutas. Wyciągnęłam wibrator z cipki i zakryłam się ręcznikiem.
-Cześć Michelle-powiedział tak, jakby to była całkiem normalna sytuacja.
-Cześć wujku. Mógłbyś wyjść, bo ja właśnie...
-Właśnie używałaś wibratora mojej żony. Oj nie ładnie- na jego twarzy zagościł dziwny uśmiech. Nie próbował się kryć z tym, że na mój widok, napalił się jak mało kto. Zamknął drzwi do łazienki na zasuwkę i podszedł do mnie. Ja cofając się dotknęłam plecami ściany. Zerwał ze mnie ręcznik i odwrócił mnie do siebie tyłem. Włożył kutasa pomiędzy moje uda i zaczął się poruszać równomiernie. Haczył również o moją łechtaczkę. Choć był o wiele starszy i był mężem mojej kochanej ciotki, podobało mi się jego zachowanie. Wypięłam się do niego, a on drażnił mnie nieco, tylko wchodząc i wychodząc jak najszybciej. Byłam tak napalona, że odwróciłam się do niego przodem i popchnęłam na podłogę. Kutas sterczał mu a ja palcami u stóp tylko dotykałam jego żołędzia. Następnie stanęłam nad jego głową i usiadłam na jego twarzy tak, aby mógł lizać moją cipkę, a ja jego fiuta. Byłam przyzwyczajona do nieco większych rozmiarów, ale nie był najmniejszy jakiego widziałam. Po niespełna dziesięciu minutach zaczął dochodzić, więc usiadłam na nim i czując jak jego gorąca sperma wlewa się we mnie również doszłam. Nie było szans żebym zaszła w ciążę. Musiałam brać tabletki hormonalne. Wyszliśmy z łazienki, wcześniej jednak zażyczył sobie, abym nic nikomu nie mówiła, taki głosem, jakby miał ochotę na więcej. Pociągnęłam go za członka i przejechałam pępku. Wszedł jeszcze na chwilę do łazienki, uklęknął i włożył język do mojej cipki po czym wstał i wyszedł.
Po tym co się stało, starałam się unikać jego towarzystwa. Było mi bardzo głupio.
-Michelle, chcesz jechać do szpitala?- zapytała ciocia, kiedy siedziałam pogrążona w myślach o małej Christine.
-Co? Ach tak!
-To idź weź sobie jakieś ciuchy porządne z mojej szafy i jedziemy.
Wyciągnęłam jakieś jeansy i zwykłą czarną bluzkę na ramiączkach.
-Gotowa?-zapytała. Miała podkrążone oczy.
-Tak. Możemy jechać.
Wyjechałyśmy. Podczas jazdy nie odzywałyśmy się. Ja obserwowałam różne domy i ludzi, a ciocia prawie usypiała za kierownicą. Niczego się nie domyślała. Cieszyłam się z tego, ale źle się z tym czułam. Nigdy więcej nie chciałam, żeby to się powtórzyło. Nie dość, że zdradziłam chłopaka z własnym wujkiem, to jeszcze mężem mojej ciotki. Zatrzymałyśmy się przed parkingiem szpitala.
-To co wychodzimy?-powiedziała zmęczonym głosem, po czym wyjęła klucze ze stacyjki i otworzyła drzwi.
-Nareszcie.
Weszłyśmy do budynku szpitala i zapytałyśmy w recepcji, gdzie leżeli rodzice. Sala 641. Doktor właśnie stał nad łóżkiem mojej matki. Wbiegłam do sali szlochając.
-Przepraszam, ale do tej sali może wchodzić tylko bliska rodzina.
Nie mogłam odpowiedzieć, bo zanosiłam się od płaczu.
-Ja jestem siostrą, a to córka.
-Jest tutaj jeszcze brat bliźniak pana Phelps.
-Je-e-st wuje-e-ek James?
-Tak. Czy mogę panią prosić na momencik?
-Oczywiście-rzuciła ciocia i wyszła za lekarzem.
Przez szkło mogłam zobaczyć, jak ciotka słysząc diagnozę lekarza zaczęła płakać, jak położył rękę na jej ramieniu w geście pocieszenia, jak przytulił ją wujek James, gdy tylko ją zobaczył.
Oboje postarali się, żeby zatrzymać łzy, zanim znów weszli na salę.
-Co z nimi?- zapytałam stojąc nad łóżkami obojga rodziców, łzy spływały po mojej twarzy.
-Usiądź lepiej- powiedział wujek. Usiadłam.
-Więc powiecie mi, czy nie?
-Więc o kim chcesz najpierw usłyszeć?
-O mamie!
-Więc, ona.. jest nieprzytomna, ale lekarze mówią, że z tego wyjdzie. Kula ominęła płuco o dwa centymetry.
-O Boże- zaczęłam płakać. James mnie przytulił.
-A Oliver.. stracił dużo krwi, zapadł w śpiączkę dziś rano. -Powiedzieli, że jest piętnaście procent gwarancji, że się wybudzi.
Zakręciło mi się w głowie. Zapadła ciemność. Obudziłam się, pod wpływem soli trzeźwiących.
-Wszystko z tobą w porządku?-zapytała ciocia.
-Jest zbyt zmęczona, musi odpocząć, do tego jeszcze te dwie próby morderstwa- odpowiedział za mnie lekarz. Po czym wyszedł. Usiadłam na łóżku.
-Boże, gdybym wtedy była w domu, to pewnie byłoby wszystko OK.
-Przestań! Nawet tak nie mów. Gdybyś była w domu, to nikt by was nie znalazł. Pewnie bylibyście wszyscy martwi! Usłyszałam dzwonek telefonu. Nieznany numer...
-Halo?
By Caroline.. ; *
I tak jak obiecałaaam muzyczka <3
Rap:50 Cent ft. Snoop Dogg & G-Unit - P.I.M.P.
Mam do tej piosenki jakiś sentyment :>
Metal/Rock:Sound Garden - Been Away Too Long ,<3
Bo jest świetnaa :>
Reggae :http://www.youtube.com/watch?v=Ry7qXsjcafY
Muach <3
sobota, 17 listopada 2012
Cień Księżyca rozdział 6 "Witam w moim świecie"
Przeszło 3-miesięczne szczeniaczki biegały po domu. Tequila dwa tygodnie po wypadku wróciła do domu.
-Ależ one są śliczne!- Charlotte siedziała z nogami na fotelu i co chwila głaskała, jednego z piesków.
-Tego nazwę Marley, tak jak w tym filmie "Marley and Me".
-To ja swojego nazwę..-po chwili zastanowienia mama powiedziała-Lady.
-Mamo? Serio?- zapytałam.
-Tak. Lepiej zastanów się nad drugą suczką.
-Ja już wiem jak będzie się- odpowiedź przerwał mi dzwonek do drzwi.
-Dzień dobry!- krzyknęli razem Nate i Matt. Za nimi szło dwóch innych chłopaków.
-Cześć- powiedziała moja mama, którą lizała krótkowłosa Lady- no powiedz jak nazwałaś swoją suczkę.
-Diamond.
-Ładnie- powiedziała Charlotte siadając obok mnie na podłodze i trzymając na kolanach pieska bez imienia.
-A jego jak nazwiemy?- zapytał tata, który oparł się o ścianę.
-Ja mam fajny pomysł- rzuciła Charlotte.
-Jaki?- wszyscy z zaciekawieniem spojrzeli na Charlotte.
-Texas.
-Jesteś genialna!
-My jedziemy do pracy- powiedział tata, i pomógł wstać zachwycającej się szczenięciem mamie. Wyszli, a my, w końcu spojrzeliśmy na nieznanych nam chłopców.
-Kto to?-zapytała Charlie może mało subtelnie.
-To jest Chris, a to Collin.
-Cze- rzucił od niechcenia Chris, a Collin w ogóle się nie odezwał tylko skinął głową.
-Cześć. Ja jestem Michie, a to Charlie.
-Wiemy.
-Co z wami?
-Nic, nie chce mi się rozmawiać z rozpieszczoną kretynką- znów rzucił swoim obojętnym tonem.
-Jesteś żałosny! Nawet mnie nie znasz, a uważasz, że jestem rozpieszczona.
-Tak mówił Matt a, że się przyjaźnicie to tak musi być- odpowiedział lekko speszony.
-No to z Matt' em porozmawiam. A dla ciebie,taka rada na przyszłość. Nie oceniaj ludzi po wyglądzie- a co do wyglądu, był na prawdę niezły. Nawet więcej, niż niezły.
-Matt. Nathan. Weźcie swojego drugiego kolegę do innego pokoju, bo nie chcemy, żeby stało się z Christianem to samo, co z Nate' em- powiedziała Charlotte, a po tych słowach chłopcy poszli na górę.
-Ty zawsze dostajesz to, czego chcesz?- zapytał znów swoim obojętnym głosem chłopak.
-Jeżeli serio chcesz wiedzieć, to nie. A jeśli tylko się nabijasz, to tak- zaśmiał się.
-Jesteś dziwna- powiedział i popatrzył przenikliwym spojrzeniem Albusa Dumbledore' a.
-Co tak patrzysz dziwnie.
-Jedynym dziwnym stworzeniem w tym domu jesteś ty- powiedział i obojętny wyraz twarzy zastąpił uśmiech.
-Nie znasz jeszcze wszystkich stworzeń- prychnęła Charlie.
-Innych stworzeń?
-No tak. Chodź pokaże ci- złapałam go mocno za nadgarstek- Charlie zawołaj chłopaków !
-Już biegnę- skoczyła na górę, a my byliśmy już w drodze do stajni.
-Masz na prawdę ogromny ogród.
-Zamknij się. Teraz coś zobaczysz, nie wystrasz się.
-Ale...-zatrzymał się.- Ty masz nawet konie?
-Tak. Każdy ma swojego. To znaczy wiesz, moja mama ma Shadow- wskazałam na klacz- Smoke to mój.
-Ten ciemno-gniady?
-Tak.. Co?
-Co?-zapytał zdziwiony.
-Znasz się na koniach?
-Tak. Nie dokończyłaś o koniach. Czyi jest tamten siwy?
-On w sumie też jest mój. Czasami mój tata na nim jeździ, ale za dobry w tym nie jest. Tequila to tamta kasztanowata. Jest mojej siostry.
-A siostra gdzie?- zapytał.
-U cioci.Czekaj.. A potrafisz jeździć?
-Co...?Ja...tak trochę.
-To chodź, sprawdzimy cię- uśmiechnęłam się, a on był bardzo wystraszony.
-Bierz siodło które chcesz. Pojedziesz na Blue Jeans' ie.
-Ja nie chcę.
-Gadaj czemu, albo cię zmuszę.
-Moja matka jeździła-odpowiedział po chwili- spadła na zawodach. Przebiegły po niej cztery konie. Miałem wtedy dziesięć lat.
-Przykro mi. Ale nie możesz się bać. Przejedź się ze mną, a ja ci przejdzie to pojedziesz sam. Idź do siodlarni. Idę po skrzynkę z narzędziami do czyszczenia i przyjdę do ciebie.
W tym czasie przyszła Charlotte z chłopakami.
-Ja zamawiam Tequilę- powiedziała podchodząc do nas, kiedy czyściliśmy konia.
-To idź po nią. Niech Nate pojedzie z Collin' em, a ty z Matt' em.
-Ale przecież jest jeszcze Smoke.
-Ale Smoke jest mój i jak Chris się "zadomowi" to ja będę na nim, ale wyczyścić go możecie.
Kiedy siodłałam Jeans' a Christian trzymał się z boku. Sprawdziłam czy Nate z Matt' em dobrze osiodłali Shadow. Oczywiście trzeba było coś poprawić. Kiedy w końcu wszyscy siedzieli w siodłach kazałam Chris' owi dosiąść Jeans' a. Opierał się więc poleciłam reszcie już jechać naszą stałą trasą.
-Nie bój się. Wsiadaj.
-Dobra- przytrzymałam Blue Jeans' a, a chłopak dosiadł go.
-Teraz ja.
-Wsiadasz za, czy przede mnie?
-Przed ciebie.
-Dajesz.
Zrobiłam to w migu oka, ale czułam, że usiadłam na coś, co należało do niego. Niby poprawiając siad, podniosłam się i usiadłam tak, żeby go nie przysiadać.
-Ostatni raz tak z mamą siedziałem.
-Serio?
-Serio.
-Mogę ruszać?
-Jeszcze nie- powiedział.
-Stało się coś?
-Tak. Poczułem pewność siebie.
-Czyli mogę jechać sama?
-Tak, jeśli chcesz to oczywiście.
-Jedź prosto, tam do lasu. Powiedz im, żeby prowadzili stałą trasą.
-Zaczekam na ciebie.
-Okej, pośpieszę się.
Szybko zarzuciłam czaprak i siodło na Smoke' a. Kilka minut później byłam gotowa do drogi. Doczepiłam toczek do torby na siodle z kanapkami i dosiadłam konia.
-Nie ubierasz toczka?- zapytał widocznie zdziwiony.
-Nie. Nigdy go nie ubieram.
-Wiesz, że to niebezpieczne?
-Tak wiem, ale ja to kocham. Możemy ruszać?- zapytałam.
-Niech będzie. Ale poczekaj na mnie OK.?
-Oczywiście.
-Taa.. Wiem, że mam dobry głos więc nie będę zaprzeczała.
-No i dobrze, on jest chyba głuchy- rzuciła Charlie.
-Ej może ja się przesiądę do Nathan' a, a Collin do Chris' a, bo widzę, że chcecie sobie pogadać.
-Dzięki Matt- powiedziałam z udawanym uśmieszkiem. Zeskoczył i powiedział o swoim planie kumplom. Rozsiadli się tak jak planował Matthew.
-Czekamy na naszym miejscu- krzyknęła Charlie i pospieszyłyśmy konie.
-Szkoda, że nie wzięłam gitary- powiedziałam chwilę się zastanawiając.
-Fakt. W domu możemy poćwiczyć jak wrócimy.
-Ale nie masz swojego basu- popatrzyłam na nią.
-Ale mogę pojechać.
-Nie obraź się, ale wciąż się boję puszczać cię samej na Quilli.
-Spoko- panowała dość długa cisza- Stój!!
-Co się stało?
-Ty możesz pojechać po swoją gitarę!
-No dobra!- zawróciłam konia i cicho powiedziałam- Czekaj tu.
Kochałam Smoke' a. A to co najbardziej w nim ceniłam właśnie wtedy mi się przydało. Szybkość. Za każdym razem kiedy na nim startowałam w zawodach zajmowałam podium. Założyłam toczek i mocno go przyspieszyłam. Minęłam chłopaków i zostało mi niewiele drogi do domu. Przywiązałam go do ławki i pobiegłam po Dustina- moją gitarę. Pomyślałam, że możemy zrobić sobie ognisko, więc spakowałam trzy paczki pianek do plecaka, dużą Colę i sok. Zostawiłam na drzwiach kartkę:
Jesteśmy w lesie.
Wrócimy późno.
Wszystkie konie są z nami.
Wzięłam trochę jedzenia.
Kocham Cię, Michie.
Spakowałam jeszcze do toreb przy siodle trochę jedzenia i zarzuciłam plecak i później pokrowiec z gitarą. Odwiązałam Smoke' a i pogalopowałam w stronę lasu. Znów minęłam chłopaków i dogoniłam Charlie.
-Cześć! Wzięłam jedzenie- uśmiechnęłam się szeroko i skinęłam głową na siodło.
-Znowu tam będziemy jedli?
-Tak!
-Jesteś głupia!-uśmiechnęła się.
-Ty bardziej i zamknij się.
-Co wzięłaś?
-Pianki, Colę, po bułce dla każdego i trochę mięsa.
-Jak zwykle-zaśmiałyśmy się.
-To co ścigamy się?- zasugerowałam i już byłam gotowa do biegu.
-Ale ja nie mogę na Tequili. Boję się jeszcze o jej nogę.
-Masz racje. Sorry.
-Nie ma sprawy.
W całkowitej ciszy dojechałyśmy do miejsca, w którym spędzaliśmy w czwórkę wolny czas. Płynęła tędy dość głęboka rzeka więc mogliśmy się spokojnie kąpać.Wiązaliśmy konie tam gdzie trawa jeszcze nie była wyjedzona. Uwiązałyśmy Tequilę i Smoke' a do zrobionych przez mojego tatę drewnianych kołków.
-Gdzie oni zostawili te patyki na rozpałkę?- Charlie oglądała miejsca przy drzewach.
-Wyciągaj kołki. Znajdziemy jakieś płytsze miejsce i przejdziemy.
-Spoko.
Charlie szybko odwiązała konie, a że już je rozsiodłałyśmy, postanowiłyśmy jechać na oklep.
-A gdzie damy siodła?- Charlotte wypowiedziała na głos, to o czym właśnie myślałam.
-Właśnie nie wiem. Za szeroko, żeby przerzucić, za głęboko, żeby tu przejść.
-To ty się przejedź, Smoke jest szybszy, a ty też, lepiej jeździsz na oklep ode mnie.
-Niech będzie, ale jak już znajdę takie miejsce, to co?
-Wrócisz tutaj, ale będziesz na drugiej stronie i spróbujemy. Bo mam pomysł. Ale muszę go jeszcze do końca przemyśleć.
-No w porządku. To jadę. jakby co to krzycz najgłośniej jak potrafisz. A i przywiąż Tequilę- powiedziałam, kiedy już siedziałam na grzbiecie Smoke' a. Gdzie tylko nie spojrzałam, było coraz głębiej. Zauważyłam nieco dalej, jakby odblask kamienia, w miejscu, w którym płynęła woda. Tak jak podejrzewałam. Płycizna. Wjechaliśmy w rzekę. Kilka zimnych kropel ochłodziło moją twarz. Kiedy byliśmy na trawie przyspieszyliśmy. Może dlatego, że chciałam już poznać pomysł Charlie, a może dlatego, że nie chciałam, żeby zostawała sama z Tequilą. A może z obu powodów. Sama nie wiedziałam. Ale kiedy byłam dokładnie na przeciw niej, chłopacy właśnie ściągali koszulki.
-Nie musicie się rozbierać! Dłuższy kawałek dalej jest płytko, więc możecie się ubrać- zaśmiałam się.
-Ja im mówiłam! Przecież nie chciałam ich zobaczyć bez koszulek!- obie zaczęłyśmy się wręcz kulać po ziemi ze śmiechu.
-To jaki ten twój pomysł?
-Najpierw przywiąż Smoke' a.
Przywiązałam go na grubszej gałęzi drzewa.
-I co teraz?
-Kurwa! Boją się zmoczyć. Dawaj to!- Nathan wziął siodło Charlotte, a Matt moje. Weszli do wody. Sięgała im prawie po szyję.
-A wy zaprowadźcie konie na tę płyciznę!- rzuciła nerwowo Charlotte dosiadając Quili. Kilka minut później wiązała klacz, na gałęzi obok Smoke' a. Nathan właśnie się do mnie dobierał, ale na moje szczęście Matt walnął go w plecy i mnie zostawił.
-To wy poszukajcie patyków,a my sobie tu posiedzimy.
-My jesteśmy mokrzy- jednogłośnie zawołali Matt i Nate.
-A Christian i Collin nie znają miejscówki- rzuciła Charlie.
-No to pójdą z nami.
-No spoko- pierwszy raz usłyszałam głos Collina.
Poszli.
-A co my tu będziemy robiły?- zapytała Charlie.
-Sama nie wiem. Byle, że mam spokój od Nate' a .
-Przestań. Lubi cię.
-Tak. Lubi, ale moje cycki.
-Nie tylko. Matt mi mówił, żebym ci nie mówiła, ale mu bardzo na tobie zależy- powiedziała Charlie obejmując mnie jak siostrę.
-Kuźwa. Przecież on wiedział, że mi to powiesz. Dlatego to powiedział.
-Taa. Tylko, że nie mówiłam ci tego od sprawy ze szpitalem.
-Co?
-Dlatego chciałam się z nimi spotkać.
-Trzeba było powiedzieć.
-Ale mu obiecałam, że nie powiem. Ale teraz widziałam, że rozważałaś zerwanie powiedziałam.
-Dzięki. Kocham cię. Chodź spać- oparłyśmy się o siodła i leżałyśmy na miękkiej trawie. Czas nam mijał na rozmowie. Już nie o chłopakach. Po prostu o wszystkim. Nagle poczułyśmy, że ktoś nas ciągnie za nadgarstki i kostki. Już wtedy wiedziałyśmy, że suche z tego nie wyjdziemy. Otworzyłyśmy oczy. Miałyśmy trochę czasu, żeby się powyrywać, bo byłyśmy dość daleko od wody.
-Nathan puść mnie!
-Co ty gadasz!-rzucił wciąż trzymając mnie za nadgarstki. Charlie wyrywała się na swój sposób.
-Wkurwisz mnie tylko!
-No widzisz potrzebujesz trochę ochłody- powiedział Collin. Z każdym słowem wypowiedzianym z jego ust, coraz bardziej chciałam usłyszeć jak śpiewa.
-Puszczajcie, bo jak potem wyjdę, to pożałujecie tego obaj.
-Uuu..grozisz nam?-Collin właśnie przymierzał się do wrzucenia mnie do zimnej wody.
-Collin nie waż się!!
-Charlie już jest- usłyszałam głos Matt' a po wielkim plusku.
-Nie!- krzyknęłam chwilę później już czułam ciarki rozchodzące się po moim ciele. Gdybym próbowała stanąć na dnie, nie byłoby widać mojej głowy. Ale czubek mojej głowy ledwie byłby zatopiony o dwa lub trzy centymetry. Podpłynęłam do Charlotte. Odwróciłam ją tyłek do chłopaków i wyjaśniłam mój plan. Wyszłyśmy z wody i udawałyśmy, że się mocno trzęsiemy. Podeszli do nas i głośno się śmiali. My podbiegłyśmy do nich i mocno się przytuliłyśmy. Ja do Nate' a i Matt' a, bo akurat stali obok siebie, a Charlie do Chris' a i Collin' a. Aż przeszły ich ciarki pod wpływem naszych zimnych ciał.
-Macie za swoje- pokazałyśmy im języki. Zdjęłyśmy bluzki i bryczesy***. Wykręciłyśmy je i położyłyśmy na trawie. Znów położyłyśmy się na trawie, ale tym razem miałyśmy otwarte oczy. Słońce mocno grzało nas po twarzach. Nie miałyśmy pojęcia co teraz robili "inni". Ale chciałyśmy pożyczyć suche koszulki. Fakt faktem nie wstydziłyśmy się. Byłyśmy gładkie i w ogóle, ale nie wypadało biegać w koronkowych majteczkach przy czterech chłopakach na nas dwie. Wstałam więc wcześniej oznajmiając przyjaciółce o zamiarze.
-Ja nie chcę. Mi jest gorąco.
Kiedy stanęłam przed nimi nad samą rzeką poczułam krępację. Czterech przystojnych chłopaków gapiło się na mnie, a raczej na stanik i majtki próbując je przewiercić wzrokiem.
-Nathan, mogę cię na chwilę porwać?- zapytałam cicho.
-Jasne- uśmiechnął się i wstał.- Czego by moje kochanie chciało?
-Koszulki- powiedziałam szybko jakby te słowo parzyło moje gardło.
-Po co ci? Zgrabna jesteś- uśmiechnął się i przybliżył się do mnie, a ja się do niego przytuliłam. Głaskał przez chwilę moje włosy, aż mu odpowiedziałam.
-Nie widziałeś tego?
-Ale czego?- wydawało się jakby na prawdę, niczego nie widział.
-Jak wgapiali się we mnie. Nawet Matt!
-To faceci. Oni się wgapiają we wszystko co okrągłe i jędrne, a ty masz tego całą masę.
-To ty nie jesteś facetem?- chwyciłam go za słówko.
-Jestem, ale ja jestem twój, więc mogę się w ciebie patrzeć jak w obrazek, a oni nie- uśmiechnął się i pocałował mnie delikatnie.
-To mogę tę koszulkę, czy nie?
-Zrobię dzisiaj wyjątek i ci dam ubranie.
-Dziękuję- posuszyłam ząbki przez chwilę i szłam za nim, aż usiadł na zielonym dywanie, obok swoich kolegów.
-Zawołaj Charlie. Chodźcie z nami posiedzieć.
-Niech będzie- pobiegłam i wskoczyłam na nią.- Zabieraj swoje siodło. Usiądziemy bliżej rzeki. Tam będziemy patrzyły jak konie piją z rzeki. Chodź!
Wstała niechętnie i zabrała swoje siodło. Doszłyśmy do nich. Kiedy byłam wraz z nią krępacja była mniejsza, ale jednak.
-A teraz dasz mi swoją koszulkę?
-Nie- odpowiedział i wrócił do rozmowy z kumplami.
-Ale obiecałeś.
-Nie obiecywałem.
-No proszę!
-Nie dam ci tej koszulki i koniec.
-Wkurwiasz mnie!!
-Przecież ja cię nigdy nie wkurwiam- uśmiechnął się zadziornie.
-Skończ się popisywać przy kumplach!- ryknęłam tak głośno, że aż konie oderwały się od trawy.- Mam tego dosyć!- Charlie bała się co mogłam w złości powiedzieć dlatego zza Matt' a popatrzyła na mnie znacząco, a ja kiwnęłam jej lekko głową. Nie mogłam powiedzieć.
-Uspokój się- zaśmiali się w trójkę. Matt nawet nie drgnął. Widział, że byłam nabuzowana.
-To ty się uspokój, ty popisujący się ciągle fiucie!- kiedy to powiedziałam nikt się nie zaśmiał. Nate patrzył na mnie przepraszającym wzrokiem.
-Chodź pogadać w cztery oczy- rzucił cicho.
-Pierdol się!- wzdrygnęłam się.- Charlie idę się przejechać. Będę do pół godziny.
Pobiegłam do Smoke' a. Odwiązałam go szybko, żeby nie zauważyli moich łez. Poklepałam go po karku. Weszłam na jego grzbiet. Kiedy ruszyliśmy poczułam ulgę.
Nienawidziłam, kiedy zachowywał się tak przy innych chłopakach. Jak kretyn. Jakby, była rękawiczką, którą może wyrzucić, kiedy mu się znudzi. Musiałam podjąć decyzję.
Kiedy wróciłam było już ciemno. Ognisko się paliło, a Charlie stała nad nimi i wyglądała mnie. Uwiązałam czworonożnego przyjaciela, wcześniej dziękując mu za te dwie godziny. Ruszyłam w ich stronę.
A to tak ode mnie ; )
*Good Charlotte- zespół grający Punk'a i Rock'a ( amerykański of course)
**"Baptized in the river(...) towards the light"-wyk. Good Charlotte ; ) refren i pierwsza zwrotka piosenki "River" ; )
***bryzesy- spodnie do jazdy konnej.
+Collin i Christian są w notce z postaciami ; )
http://walking-in-the-cold-november-rain.blogspot.com/2012/10/postacie-3.html
Pomyślałam, że od teraz będę dodawała jakąś fajną nutkę, a że każdy ma inny gust to parę różnych rodzajów:
Rap :http://www.youtube.com/watch?v=qOOxzJbSuac
Takie jakby Pop ; ) :http://www.youtube.com/watch?v=lWA2pjMjpBs
Rock/Metal ;> : http://www.youtube.com/watch?v=Q-pXD0FXLQ8&NR=1&feature=endscreen
Caroline ; )
-Ależ one są śliczne!- Charlotte siedziała z nogami na fotelu i co chwila głaskała, jednego z piesków.
-Tego nazwę Marley, tak jak w tym filmie "Marley and Me".
-To ja swojego nazwę..-po chwili zastanowienia mama powiedziała-Lady.
-Mamo? Serio?- zapytałam.
-Tak. Lepiej zastanów się nad drugą suczką.
-Ja już wiem jak będzie się- odpowiedź przerwał mi dzwonek do drzwi.
-Dzień dobry!- krzyknęli razem Nate i Matt. Za nimi szło dwóch innych chłopaków.
-Cześć- powiedziała moja mama, którą lizała krótkowłosa Lady- no powiedz jak nazwałaś swoją suczkę.
-Diamond.
-Ładnie- powiedziała Charlotte siadając obok mnie na podłodze i trzymając na kolanach pieska bez imienia.
-A jego jak nazwiemy?- zapytał tata, który oparł się o ścianę.
-Ja mam fajny pomysł- rzuciła Charlotte.
-Jaki?- wszyscy z zaciekawieniem spojrzeli na Charlotte.
-Texas.
-Jesteś genialna!
-My jedziemy do pracy- powiedział tata, i pomógł wstać zachwycającej się szczenięciem mamie. Wyszli, a my, w końcu spojrzeliśmy na nieznanych nam chłopców.
-Kto to?-zapytała Charlie może mało subtelnie.
-To jest Chris, a to Collin.
-Cze- rzucił od niechcenia Chris, a Collin w ogóle się nie odezwał tylko skinął głową.
-Cześć. Ja jestem Michie, a to Charlie.
-Wiemy.
-Co z wami?
-Nic, nie chce mi się rozmawiać z rozpieszczoną kretynką- znów rzucił swoim obojętnym tonem.
-Jesteś żałosny! Nawet mnie nie znasz, a uważasz, że jestem rozpieszczona.
-Tak mówił Matt a, że się przyjaźnicie to tak musi być- odpowiedział lekko speszony.
-No to z Matt' em porozmawiam. A dla ciebie,taka rada na przyszłość. Nie oceniaj ludzi po wyglądzie- a co do wyglądu, był na prawdę niezły. Nawet więcej, niż niezły.
-Matt. Nathan. Weźcie swojego drugiego kolegę do innego pokoju, bo nie chcemy, żeby stało się z Christianem to samo, co z Nate' em- powiedziała Charlotte, a po tych słowach chłopcy poszli na górę.
-Ty zawsze dostajesz to, czego chcesz?- zapytał znów swoim obojętnym głosem chłopak.
-Jeżeli serio chcesz wiedzieć, to nie. A jeśli tylko się nabijasz, to tak- zaśmiał się.
-Jesteś dziwna- powiedział i popatrzył przenikliwym spojrzeniem Albusa Dumbledore' a.
-Co tak patrzysz dziwnie.
-Jedynym dziwnym stworzeniem w tym domu jesteś ty- powiedział i obojętny wyraz twarzy zastąpił uśmiech.
-Nie znasz jeszcze wszystkich stworzeń- prychnęła Charlie.
-Innych stworzeń?
-No tak. Chodź pokaże ci- złapałam go mocno za nadgarstek- Charlie zawołaj chłopaków !
-Już biegnę- skoczyła na górę, a my byliśmy już w drodze do stajni.
-Masz na prawdę ogromny ogród.
-Zamknij się. Teraz coś zobaczysz, nie wystrasz się.
-Ale...-zatrzymał się.- Ty masz nawet konie?
-Tak. Każdy ma swojego. To znaczy wiesz, moja mama ma Shadow- wskazałam na klacz- Smoke to mój.
-Ten ciemno-gniady?
-Tak.. Co?
-Co?-zapytał zdziwiony.
-Znasz się na koniach?
-Tak. Nie dokończyłaś o koniach. Czyi jest tamten siwy?
-On w sumie też jest mój. Czasami mój tata na nim jeździ, ale za dobry w tym nie jest. Tequila to tamta kasztanowata. Jest mojej siostry.
-A siostra gdzie?- zapytał.
-U cioci.Czekaj.. A potrafisz jeździć?
-Co...?Ja...tak trochę.
-To chodź, sprawdzimy cię- uśmiechnęłam się, a on był bardzo wystraszony.
-Bierz siodło które chcesz. Pojedziesz na Blue Jeans' ie.
-Ja nie chcę.
-Gadaj czemu, albo cię zmuszę.
-Moja matka jeździła-odpowiedział po chwili- spadła na zawodach. Przebiegły po niej cztery konie. Miałem wtedy dziesięć lat.
-Przykro mi. Ale nie możesz się bać. Przejedź się ze mną, a ja ci przejdzie to pojedziesz sam. Idź do siodlarni. Idę po skrzynkę z narzędziami do czyszczenia i przyjdę do ciebie.
W tym czasie przyszła Charlotte z chłopakami.
-Ja zamawiam Tequilę- powiedziała podchodząc do nas, kiedy czyściliśmy konia.
-To idź po nią. Niech Nate pojedzie z Collin' em, a ty z Matt' em.
-Ale przecież jest jeszcze Smoke.
-Ale Smoke jest mój i jak Chris się "zadomowi" to ja będę na nim, ale wyczyścić go możecie.
Kiedy siodłałam Jeans' a Christian trzymał się z boku. Sprawdziłam czy Nate z Matt' em dobrze osiodłali Shadow. Oczywiście trzeba było coś poprawić. Kiedy w końcu wszyscy siedzieli w siodłach kazałam Chris' owi dosiąść Jeans' a. Opierał się więc poleciłam reszcie już jechać naszą stałą trasą.
-Nie bój się. Wsiadaj.
-Dobra- przytrzymałam Blue Jeans' a, a chłopak dosiadł go.
-Teraz ja.
-Wsiadasz za, czy przede mnie?
-Przed ciebie.
-Dajesz.
Zrobiłam to w migu oka, ale czułam, że usiadłam na coś, co należało do niego. Niby poprawiając siad, podniosłam się i usiadłam tak, żeby go nie przysiadać.
-Ostatni raz tak z mamą siedziałem.
-Serio?
-Serio.
-Mogę ruszać?
-Jeszcze nie- powiedział.
-Stało się coś?
-Tak. Poczułem pewność siebie.
-Czyli mogę jechać sama?
-Tak, jeśli chcesz to oczywiście.
-Jedź prosto, tam do lasu. Powiedz im, żeby prowadzili stałą trasą.
-Zaczekam na ciebie.
-Okej, pośpieszę się.
Szybko zarzuciłam czaprak i siodło na Smoke' a. Kilka minut później byłam gotowa do drogi. Doczepiłam toczek do torby na siodle z kanapkami i dosiadłam konia.
-Nie ubierasz toczka?- zapytał widocznie zdziwiony.
-Nie. Nigdy go nie ubieram.
-Wiesz, że to niebezpieczne?
-Tak wiem, ale ja to kocham. Możemy ruszać?- zapytałam.
-Niech będzie. Ale poczekaj na mnie OK.?
-Oczywiście.
*
Pierwszy raz od wielu lat siedziałem w siodle, za namową dziewczyny, którą ledwo znałem. Zapytałem, czy poczeka na mnie. Odpowiedziała:
-Oczywiście.
Kiedy ruszyła wciąż obracała się za siebie czekając na mnie. Przełamałem się. Chwyciłem wodze i dojechałem do niej.
-Spróbujesz galopu?- zapytała.
-Ja..nie pamiętam- odpowiedziałem. Było mi głupio. Niby moja matka była zawodowcem i jeździłem od małego, ale nie pamiętałem jak się galopuje? Ona jednak uśmiechnęła się i na spokojnie mi pokazała. Od razu zaskoczyłem. Znałem ją kilka chwil, a już jej zaufałem. To było dziwne. Widziała, że byłem gotowy więc ruszyła galopem. Od razu wiedziałem dlaczego wolała jeździć bez toczka. W końcu dotarliśmy do reszty.
-Gdzie się włóczyliście? I dlaczego wy jedziecie osobno, a my musimy razem?- zapytała Charlotte.
-Bo on kiedyś jeździł i musi sobie przypomnieć, a ja na Smoke' u nie daję nikomu jeździć.
-Wiem- rzuciła tylko i szturchnęła Matt' a, żeby ruszał.
-Nie przywitałaś się ze mną jak należy- Nathan z uśmiechem podjechał do Michelle i pocałował ją.
Prowadziła swojego konia obok mojego. Nie wiedziałem, czy chciała mnie pilnować, czy może chciała pogadać.
-Jesteście nowi z Collin' em?- zapytała po długim milczeniu.
-Taa..
-Skąd się przeprowadziliście?Bo chyba nie jesteś ze Stanów?
-Z Manchesteru.
-To stąd ten akcent- uśmiechnęła się pod nosem. Przez chwilę się nie odzywała, ale po chwili znowu nie dawała mi spokoju- Moja mama tam mieszkała. Przeprowadziła się, kiedy dostała rolę.
-Jest aktorką?- byłem nieco zdziwiony. Nie przyglądałem się jej rodzicom.
-Taak. W sumie ja też. Dostałam kilka małych ról, nawet razem w jednym filmie grałyśmy.
-Poważnie?
-Tak, ale mnie aktorstwo nie kręci, tak bardzo jak jej.
-Spoko- odpowiedziałem. Po chwili jednak dodałem- chcesz jeździć?
-Co?
-Czy chcesz zawodowo jeździć konno?
-Nie. Kocham to, ale ja jestem typem muzyka- zaśmiała się.
-Muzyka? Nie widziałem w twoim domy żadnych instrumentów, więc chyba jesteś wokalistką- wyobrażałem sobie, jak taka rozpuszczona idiotka, może skrzeczeć.
-Tak, też, ale w naszej kapeli gram tez na gitarze, bo nie mamy drugiego gitarzysty.
-Kapela?- jeszcze bardziej mnie zatkało. -Tak! Źle słyszysz?-chyba do niej dotarło, że nie do końca jej wierzę.
-Niby dobrze śpiewasz?- powiedziałem tak pogardliwym tonem, że chyba zauważyła, że wciąż ją uważam za idiotkę.
-Tak! Tak uważa większość ludzi, dla których śpiewałam- Michelle także skończyła z milutkim tonem.
-To może zaśpiewaj dla mnie.
-Powiedz tylko co- rzuciła niechętnie.
-Jaki rodzaj muzy gracie?
-Głównie punk rock, ale też dużo metalu.
-Znasz Good Charlotte*?
-Baa.
-To zaśpiewaj któryś z ich kawałków- chciałem więc zaśpiewała:
-Baptized in the river
I've seen a vision of my life and I wanna be delivered
In the city was a sinner
I've done a lot of things wrong
But I swear I'm a believer
Like the prodigal son
I was out on my own
Now I'm trying to find my way back home
Baptized in the river, I'm delivered, I'm delivered
You're from a small town
You're gonna grow up fast
Underneath these lights
Down in Hollywood on the Boulevard
The dead come back to life
To the praying mother and the worried father
Let your children go
If they come back, they'll come on strong
And if they don't, you'll know
They say that evil comes disguised
Like the City of Angels I'm walking towards the light**.-różnie operując głosem, nawet bez podkładu muzycznego to było świetne. Musiałem się przyznać przed samym sobą, że miała talent, jednak nie powiedziałem jej tego prosto w twarz.
-Nie było tak fatalnie jak się spodziewałem, ale bez rewelacji- odgarnęła włosy i przyspieszyła.
-Powiedział, że bez rewelacji?- oburzyła się Charlotte.-Spróbujesz galopu?- zapytała.
-Ja..nie pamiętam- odpowiedziałem. Było mi głupio. Niby moja matka była zawodowcem i jeździłem od małego, ale nie pamiętałem jak się galopuje? Ona jednak uśmiechnęła się i na spokojnie mi pokazała. Od razu zaskoczyłem. Znałem ją kilka chwil, a już jej zaufałem. To było dziwne. Widziała, że byłem gotowy więc ruszyła galopem. Od razu wiedziałem dlaczego wolała jeździć bez toczka. W końcu dotarliśmy do reszty.
-Gdzie się włóczyliście? I dlaczego wy jedziecie osobno, a my musimy razem?- zapytała Charlotte.
-Bo on kiedyś jeździł i musi sobie przypomnieć, a ja na Smoke' u nie daję nikomu jeździć.
-Wiem- rzuciła tylko i szturchnęła Matt' a, żeby ruszał.
-Nie przywitałaś się ze mną jak należy- Nathan z uśmiechem podjechał do Michelle i pocałował ją.
Prowadziła swojego konia obok mojego. Nie wiedziałem, czy chciała mnie pilnować, czy może chciała pogadać.
-Jesteście nowi z Collin' em?- zapytała po długim milczeniu.
-Taa..
-Skąd się przeprowadziliście?Bo chyba nie jesteś ze Stanów?
-Z Manchesteru.
-To stąd ten akcent- uśmiechnęła się pod nosem. Przez chwilę się nie odzywała, ale po chwili znowu nie dawała mi spokoju- Moja mama tam mieszkała. Przeprowadziła się, kiedy dostała rolę.
-Jest aktorką?- byłem nieco zdziwiony. Nie przyglądałem się jej rodzicom.
-Taak. W sumie ja też. Dostałam kilka małych ról, nawet razem w jednym filmie grałyśmy.
-Poważnie?
-Tak, ale mnie aktorstwo nie kręci, tak bardzo jak jej.
-Spoko- odpowiedziałem. Po chwili jednak dodałem- chcesz jeździć?
-Co?
-Czy chcesz zawodowo jeździć konno?
-Nie. Kocham to, ale ja jestem typem muzyka- zaśmiała się.
-Muzyka? Nie widziałem w twoim domy żadnych instrumentów, więc chyba jesteś wokalistką- wyobrażałem sobie, jak taka rozpuszczona idiotka, może skrzeczeć.
-Tak, też, ale w naszej kapeli gram tez na gitarze, bo nie mamy drugiego gitarzysty.
-Kapela?- jeszcze bardziej mnie zatkało. -Tak! Źle słyszysz?-chyba do niej dotarło, że nie do końca jej wierzę.
-Niby dobrze śpiewasz?- powiedziałem tak pogardliwym tonem, że chyba zauważyła, że wciąż ją uważam za idiotkę.
-Tak! Tak uważa większość ludzi, dla których śpiewałam- Michelle także skończyła z milutkim tonem.
-To może zaśpiewaj dla mnie.
-Powiedz tylko co- rzuciła niechętnie.
-Jaki rodzaj muzy gracie?
-Głównie punk rock, ale też dużo metalu.
-Znasz Good Charlotte*?
-Baa.
-To zaśpiewaj któryś z ich kawałków- chciałem więc zaśpiewała:
-Baptized in the river
I've seen a vision of my life and I wanna be delivered
In the city was a sinner
I've done a lot of things wrong
But I swear I'm a believer
Like the prodigal son
I was out on my own
Now I'm trying to find my way back home
Baptized in the river, I'm delivered, I'm delivered
You're from a small town
You're gonna grow up fast
Underneath these lights
Down in Hollywood on the Boulevard
The dead come back to life
To the praying mother and the worried father
Let your children go
If they come back, they'll come on strong
And if they don't, you'll know
They say that evil comes disguised
Like the City of Angels I'm walking towards the light**.-różnie operując głosem, nawet bez podkładu muzycznego to było świetne. Musiałem się przyznać przed samym sobą, że miała talent, jednak nie powiedziałem jej tego prosto w twarz.
-Nie było tak fatalnie jak się spodziewałem, ale bez rewelacji- odgarnęła włosy i przyspieszyła.
* * *
-Taa.. Wiem, że mam dobry głos więc nie będę zaprzeczała.
-No i dobrze, on jest chyba głuchy- rzuciła Charlie.
-Ej może ja się przesiądę do Nathan' a, a Collin do Chris' a, bo widzę, że chcecie sobie pogadać.
-Dzięki Matt- powiedziałam z udawanym uśmieszkiem. Zeskoczył i powiedział o swoim planie kumplom. Rozsiadli się tak jak planował Matthew.
-Czekamy na naszym miejscu- krzyknęła Charlie i pospieszyłyśmy konie.
-Szkoda, że nie wzięłam gitary- powiedziałam chwilę się zastanawiając.
-Fakt. W domu możemy poćwiczyć jak wrócimy.
-Ale nie masz swojego basu- popatrzyłam na nią.
-Ale mogę pojechać.
-Nie obraź się, ale wciąż się boję puszczać cię samej na Quilli.
-Spoko- panowała dość długa cisza- Stój!!
-Co się stało?
-Ty możesz pojechać po swoją gitarę!
-No dobra!- zawróciłam konia i cicho powiedziałam- Czekaj tu.
Kochałam Smoke' a. A to co najbardziej w nim ceniłam właśnie wtedy mi się przydało. Szybkość. Za każdym razem kiedy na nim startowałam w zawodach zajmowałam podium. Założyłam toczek i mocno go przyspieszyłam. Minęłam chłopaków i zostało mi niewiele drogi do domu. Przywiązałam go do ławki i pobiegłam po Dustina- moją gitarę. Pomyślałam, że możemy zrobić sobie ognisko, więc spakowałam trzy paczki pianek do plecaka, dużą Colę i sok. Zostawiłam na drzwiach kartkę:
Jesteśmy w lesie.
Wrócimy późno.
Wszystkie konie są z nami.
Wzięłam trochę jedzenia.
Kocham Cię, Michie.
Spakowałam jeszcze do toreb przy siodle trochę jedzenia i zarzuciłam plecak i później pokrowiec z gitarą. Odwiązałam Smoke' a i pogalopowałam w stronę lasu. Znów minęłam chłopaków i dogoniłam Charlie.
-Cześć! Wzięłam jedzenie- uśmiechnęłam się szeroko i skinęłam głową na siodło.
-Znowu tam będziemy jedli?
-Tak!
-Jesteś głupia!-uśmiechnęła się.
-Ty bardziej i zamknij się.
-Co wzięłaś?
-Pianki, Colę, po bułce dla każdego i trochę mięsa.
-Jak zwykle-zaśmiałyśmy się.
-To co ścigamy się?- zasugerowałam i już byłam gotowa do biegu.
-Ale ja nie mogę na Tequili. Boję się jeszcze o jej nogę.
-Masz racje. Sorry.
-Nie ma sprawy.
W całkowitej ciszy dojechałyśmy do miejsca, w którym spędzaliśmy w czwórkę wolny czas. Płynęła tędy dość głęboka rzeka więc mogliśmy się spokojnie kąpać.Wiązaliśmy konie tam gdzie trawa jeszcze nie była wyjedzona. Uwiązałyśmy Tequilę i Smoke' a do zrobionych przez mojego tatę drewnianych kołków.
-Gdzie oni zostawili te patyki na rozpałkę?- Charlie oglądała miejsca przy drzewach.
-Wyciągaj kołki. Znajdziemy jakieś płytsze miejsce i przejdziemy.
-Spoko.
Charlie szybko odwiązała konie, a że już je rozsiodłałyśmy, postanowiłyśmy jechać na oklep.
-A gdzie damy siodła?- Charlotte wypowiedziała na głos, to o czym właśnie myślałam.
-Właśnie nie wiem. Za szeroko, żeby przerzucić, za głęboko, żeby tu przejść.
-To ty się przejedź, Smoke jest szybszy, a ty też, lepiej jeździsz na oklep ode mnie.
-Niech będzie, ale jak już znajdę takie miejsce, to co?
-Wrócisz tutaj, ale będziesz na drugiej stronie i spróbujemy. Bo mam pomysł. Ale muszę go jeszcze do końca przemyśleć.
-No w porządku. To jadę. jakby co to krzycz najgłośniej jak potrafisz. A i przywiąż Tequilę- powiedziałam, kiedy już siedziałam na grzbiecie Smoke' a. Gdzie tylko nie spojrzałam, było coraz głębiej. Zauważyłam nieco dalej, jakby odblask kamienia, w miejscu, w którym płynęła woda. Tak jak podejrzewałam. Płycizna. Wjechaliśmy w rzekę. Kilka zimnych kropel ochłodziło moją twarz. Kiedy byliśmy na trawie przyspieszyliśmy. Może dlatego, że chciałam już poznać pomysł Charlie, a może dlatego, że nie chciałam, żeby zostawała sama z Tequilą. A może z obu powodów. Sama nie wiedziałam. Ale kiedy byłam dokładnie na przeciw niej, chłopacy właśnie ściągali koszulki.
-Nie musicie się rozbierać! Dłuższy kawałek dalej jest płytko, więc możecie się ubrać- zaśmiałam się.
-Ja im mówiłam! Przecież nie chciałam ich zobaczyć bez koszulek!- obie zaczęłyśmy się wręcz kulać po ziemi ze śmiechu.
-To jaki ten twój pomysł?
-Najpierw przywiąż Smoke' a.
Przywiązałam go na grubszej gałęzi drzewa.
-I co teraz?
-Kurwa! Boją się zmoczyć. Dawaj to!- Nathan wziął siodło Charlotte, a Matt moje. Weszli do wody. Sięgała im prawie po szyję.
-A wy zaprowadźcie konie na tę płyciznę!- rzuciła nerwowo Charlotte dosiadając Quili. Kilka minut później wiązała klacz, na gałęzi obok Smoke' a. Nathan właśnie się do mnie dobierał, ale na moje szczęście Matt walnął go w plecy i mnie zostawił.
-To wy poszukajcie patyków,a my sobie tu posiedzimy.
-My jesteśmy mokrzy- jednogłośnie zawołali Matt i Nate.
-A Christian i Collin nie znają miejscówki- rzuciła Charlie.
-No to pójdą z nami.
-No spoko- pierwszy raz usłyszałam głos Collina.
Poszli.
-A co my tu będziemy robiły?- zapytała Charlie.
-Sama nie wiem. Byle, że mam spokój od Nate' a .
-Przestań. Lubi cię.
-Tak. Lubi, ale moje cycki.
-Nie tylko. Matt mi mówił, żebym ci nie mówiła, ale mu bardzo na tobie zależy- powiedziała Charlie obejmując mnie jak siostrę.
-Kuźwa. Przecież on wiedział, że mi to powiesz. Dlatego to powiedział.
-Taa. Tylko, że nie mówiłam ci tego od sprawy ze szpitalem.
-Co?
-Dlatego chciałam się z nimi spotkać.
-Trzeba było powiedzieć.
-Ale mu obiecałam, że nie powiem. Ale teraz widziałam, że rozważałaś zerwanie powiedziałam.
-Dzięki. Kocham cię. Chodź spać- oparłyśmy się o siodła i leżałyśmy na miękkiej trawie. Czas nam mijał na rozmowie. Już nie o chłopakach. Po prostu o wszystkim. Nagle poczułyśmy, że ktoś nas ciągnie za nadgarstki i kostki. Już wtedy wiedziałyśmy, że suche z tego nie wyjdziemy. Otworzyłyśmy oczy. Miałyśmy trochę czasu, żeby się powyrywać, bo byłyśmy dość daleko od wody.
-Nathan puść mnie!
-Co ty gadasz!-rzucił wciąż trzymając mnie za nadgarstki. Charlie wyrywała się na swój sposób.
-Wkurwisz mnie tylko!
-No widzisz potrzebujesz trochę ochłody- powiedział Collin. Z każdym słowem wypowiedzianym z jego ust, coraz bardziej chciałam usłyszeć jak śpiewa.
-Puszczajcie, bo jak potem wyjdę, to pożałujecie tego obaj.
-Uuu..grozisz nam?-Collin właśnie przymierzał się do wrzucenia mnie do zimnej wody.
-Collin nie waż się!!
-Charlie już jest- usłyszałam głos Matt' a po wielkim plusku.
-Nie!- krzyknęłam chwilę później już czułam ciarki rozchodzące się po moim ciele. Gdybym próbowała stanąć na dnie, nie byłoby widać mojej głowy. Ale czubek mojej głowy ledwie byłby zatopiony o dwa lub trzy centymetry. Podpłynęłam do Charlotte. Odwróciłam ją tyłek do chłopaków i wyjaśniłam mój plan. Wyszłyśmy z wody i udawałyśmy, że się mocno trzęsiemy. Podeszli do nas i głośno się śmiali. My podbiegłyśmy do nich i mocno się przytuliłyśmy. Ja do Nate' a i Matt' a, bo akurat stali obok siebie, a Charlie do Chris' a i Collin' a. Aż przeszły ich ciarki pod wpływem naszych zimnych ciał.
-Macie za swoje- pokazałyśmy im języki. Zdjęłyśmy bluzki i bryczesy***. Wykręciłyśmy je i położyłyśmy na trawie. Znów położyłyśmy się na trawie, ale tym razem miałyśmy otwarte oczy. Słońce mocno grzało nas po twarzach. Nie miałyśmy pojęcia co teraz robili "inni". Ale chciałyśmy pożyczyć suche koszulki. Fakt faktem nie wstydziłyśmy się. Byłyśmy gładkie i w ogóle, ale nie wypadało biegać w koronkowych majteczkach przy czterech chłopakach na nas dwie. Wstałam więc wcześniej oznajmiając przyjaciółce o zamiarze.
-Ja nie chcę. Mi jest gorąco.
Kiedy stanęłam przed nimi nad samą rzeką poczułam krępację. Czterech przystojnych chłopaków gapiło się na mnie, a raczej na stanik i majtki próbując je przewiercić wzrokiem.
-Nathan, mogę cię na chwilę porwać?- zapytałam cicho.
-Jasne- uśmiechnął się i wstał.- Czego by moje kochanie chciało?
-Koszulki- powiedziałam szybko jakby te słowo parzyło moje gardło.
-Po co ci? Zgrabna jesteś- uśmiechnął się i przybliżył się do mnie, a ja się do niego przytuliłam. Głaskał przez chwilę moje włosy, aż mu odpowiedziałam.
-Nie widziałeś tego?
-Ale czego?- wydawało się jakby na prawdę, niczego nie widział.
-Jak wgapiali się we mnie. Nawet Matt!
-To faceci. Oni się wgapiają we wszystko co okrągłe i jędrne, a ty masz tego całą masę.
-To ty nie jesteś facetem?- chwyciłam go za słówko.
-Jestem, ale ja jestem twój, więc mogę się w ciebie patrzeć jak w obrazek, a oni nie- uśmiechnął się i pocałował mnie delikatnie.
-To mogę tę koszulkę, czy nie?
-Zrobię dzisiaj wyjątek i ci dam ubranie.
-Dziękuję- posuszyłam ząbki przez chwilę i szłam za nim, aż usiadł na zielonym dywanie, obok swoich kolegów.
-Zawołaj Charlie. Chodźcie z nami posiedzieć.
-Niech będzie- pobiegłam i wskoczyłam na nią.- Zabieraj swoje siodło. Usiądziemy bliżej rzeki. Tam będziemy patrzyły jak konie piją z rzeki. Chodź!
Wstała niechętnie i zabrała swoje siodło. Doszłyśmy do nich. Kiedy byłam wraz z nią krępacja była mniejsza, ale jednak.
-A teraz dasz mi swoją koszulkę?
-Nie- odpowiedział i wrócił do rozmowy z kumplami.
-Ale obiecałeś.
-Nie obiecywałem.
-No proszę!
-Nie dam ci tej koszulki i koniec.
-Wkurwiasz mnie!!
-Przecież ja cię nigdy nie wkurwiam- uśmiechnął się zadziornie.
-Skończ się popisywać przy kumplach!- ryknęłam tak głośno, że aż konie oderwały się od trawy.- Mam tego dosyć!- Charlie bała się co mogłam w złości powiedzieć dlatego zza Matt' a popatrzyła na mnie znacząco, a ja kiwnęłam jej lekko głową. Nie mogłam powiedzieć.
-Uspokój się- zaśmiali się w trójkę. Matt nawet nie drgnął. Widział, że byłam nabuzowana.
-To ty się uspokój, ty popisujący się ciągle fiucie!- kiedy to powiedziałam nikt się nie zaśmiał. Nate patrzył na mnie przepraszającym wzrokiem.
-Chodź pogadać w cztery oczy- rzucił cicho.
-Pierdol się!- wzdrygnęłam się.- Charlie idę się przejechać. Będę do pół godziny.
Pobiegłam do Smoke' a. Odwiązałam go szybko, żeby nie zauważyli moich łez. Poklepałam go po karku. Weszłam na jego grzbiet. Kiedy ruszyliśmy poczułam ulgę.
Nienawidziłam, kiedy zachowywał się tak przy innych chłopakach. Jak kretyn. Jakby, była rękawiczką, którą może wyrzucić, kiedy mu się znudzi. Musiałam podjąć decyzję.
Kiedy wróciłam było już ciemno. Ognisko się paliło, a Charlie stała nad nimi i wyglądała mnie. Uwiązałam czworonożnego przyjaciela, wcześniej dziękując mu za te dwie godziny. Ruszyłam w ich stronę.
A to tak ode mnie ; )
*Good Charlotte- zespół grający Punk'a i Rock'a ( amerykański of course)
**"Baptized in the river(...) towards the light"-wyk. Good Charlotte ; ) refren i pierwsza zwrotka piosenki "River" ; )
***bryzesy- spodnie do jazdy konnej.
+Collin i Christian są w notce z postaciami ; )
http://walking-in-the-cold-november-rain.blogspot.com/2012/10/postacie-3.html
Pomyślałam, że od teraz będę dodawała jakąś fajną nutkę, a że każdy ma inny gust to parę różnych rodzajów:
Rap :http://www.youtube.com/watch?v=qOOxzJbSuac
Takie jakby Pop ; ) :http://www.youtube.com/watch?v=lWA2pjMjpBs
Rock/Metal ;> : http://www.youtube.com/watch?v=Q-pXD0FXLQ8&NR=1&feature=endscreen
Caroline ; )
niedziela, 11 listopada 2012
Cień Księżyca rozdział 5 "Prawdziwy przyjaciel.."
-Oddaj ten klucz !- Podeszłam bliżej w wystawioną ręką oczekując, że dostanę to czego chciałam.
-Coś za coś- uśmiechnął się łobuzersko, choć tym razem nie zadziałało to na mnie tak jak zwykle.
-Oddaj go i tyle- spokojnie opuściłam rękę i zrobiłam krok w tył.
-Najpierw to ty musisz oddać coś mnie- popatrzył na mnie z pożądaniem.
-Nic nie muszę. To mój dom, więc mogę robić to na co mam ochotę.
-Ale powinnaś dbać o swoich gości- popatrzył na mnie i zrobił dwa kroki w moją stronę, przy czym ja zrobiłam jeden w tył.
-Masz rację, ale Charlie też jest moim gościem i ona też potrzebuje pomocy.
-Więc im prędzej zadbasz o mnie, tym szybciej stąd wyjdziesz- znów popatrzył na mnie wzrokiem pożądliwym, tylko tym razem zbliżył się tak, że nawet odsuwając się o kilka kroków był 10 centymetrów
ode mnie.
-Odsuń się ode mnie- on jednak zbliżył się tak bardzo, że piersiami stykałam się z jego klatą.
-Widzę, że sama się nie cofniesz- zaczął.
-Gdybym się odsunęła bardziej, nie miała bym drogi ucieczki.
-Przestań, wcale nie chcesz uciekać- powiedział, delikatnie kładąc dłoń na mojej talii.
-Chcę.
Skłamałam. Przyciągnął mnie do siebie. Wyrywałam się. Jego silne ręce uchwyciły mnie jednak i przeprowadziły siłą pod ścianę. Tam miał pole do popisu. Jedną dłonią przytrzymywał moje ręce, a drugą włożył pod moją za dużą bluzkę i pieścił moje plecki. Wargami całował moją szyję, bo chodź moje opory z minuty na minutę były słabsze, to nie pozwoliłam mu na pocałowanie mnie w usta. Przestał pieścić moje plecy, zszedł niżej wcześniej odpinając moje krótkie spodenki, gniótł moje pośladki, najpierw delikatnie, później coraz mocniej. Byłam coraz bardziej podniecona jego brutalnością. Zamiast opierać się, zachęciłam go, aby puścił moje ręce i pozwolił mi się odwdzięczyć. Nathan jednak mocniej przycisnął moje ręce do ściany. Był tak silny, że to on mnie trzymał przy tej ścianie, a nie moje nogi. Oplotłam go nimi w pasie, a on przybliżył się. Poczułam, jak jego penis stwardniał. Musiał puścić moje ręce, chwytając mnie za tyłek i dalej go pieścił. Pomogłam mu zdjąć koszulkę. Robiło mi się mokro. Nathan zdjął moją bluzkę i z moją pomocą stanik. Pieścił moje duże piersi. Zaczął ssać moje sutki na przemian. Jedną ręką masował cycuszka, od którego akurat był odsunięty jego język, a drugą włożył mi do majtek i delikatnie drażnił moją łechtaczkę. Wydawałam z siebie ciche jęki.
Kiedy włożył palec do cipki westchnęłam głośno. Poruszał wciąż palcem, doprowadzając mnie do obłędu. Nie chciałam zostać mu dłużna. Rozpięłam jego spodnie i ukazał mi się jego od dawna już sztywny członek. Masowałam go ręką, a Nathan pojękiwał, choć był przytłumiony moimi pocałunkami. Zdjęłam po chwili jego spodnie i majtki. W końcu byliśmy całkiem nadzy. Uklękłam przed chłopakiem i wzięłam jego "przyjaciela" do buzi poruszając głową do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu. Nathan chwycił delikatnie moje włosy, które mi przeszkadzały. Nie chciałam jeszcze skończyć tego numerka w schowku kuchennym. Odciągnął mnie od siebie i ostro pociągnął odwracając tyłem do siebie.
-Wejdź we mnie!- jęknęłam.
-Nie mam gumki.
-Są w moich spodenkach, zawsze mam przy sobie- schyliłam się wypinając mocno pupę w stronę Nathan' a. Dał mi mocnego klapsa, a ja pobudzona tym delikatnie otarłam się o jego penisa. Założył prezerwatywę i wjechał we mnie z impetem. Krzyknęłam: to z bólu, to z podniecenia. Poruszał miednicą do przodu i do tyłu, a ja wpasowałam się w jego ruchy. Rżnął mnie ostro, co nie odbyło się bez naszych krzyków, po chwili usłyszeliśmy pukanie i głos Matt' a.
-Co wy tam robicie- zapytał sarkastycznie.
-Nic szafka spadła- powiedział bardzo podnieconym głosem, nie przestając się poruszać.
-Jasne-rzucił- miłej zabawy- i odszedł od drzwi.
Znów zaczęłam krzyczeć, tylko głośniej. Mojego kochanka, jeszcze bardziej to nakręcało i rżnął mnie coraz mocniej. Podobało mi się. Uszczypnęłam go w dłoń, którą trzymał na moich biodrach. Zrozumiał przekaz i stał się jeszcze brutalniejszy niż przedtem. Czułam ból, ale podniecenie było większe.
-Ohh Nathan- krzyknęłam kiedy nieco przesadził z siłą.
-Przepraszam- powiedział troskliwym tonem i pocałował mnie w plecy.
-Nie przepraszaj tylko rżnij mnie tak cały czas!- wrzasnęłam a on zatrzymał się i wyszedł ze mnie.- Co się stało?
-Cały czas cię boli?- zapytał obejmując mnie znów w talii.
-Tak, ale lubię ten ból. Nie martw się. Kiedy będzie zbyt mocno bolało to ci powiem.
Pocałował mnie delikatnie.
-Nie chcę ci sprawiać, aż takiego bólu.
-Jeśli zaraz mnie nie zaczniesz pieprzyć-mówiłam z odstępami na pocałunki co sylabę- to cię zgwałcę.
-Nie będziesz musiała.
Wziął mnie na ręce i delikatnie położył mnie na ziemi podkładając swoje spodnie pod moją głowę. Rozłożyłam nogi i Nate znów we mnie wszedł. Rżnął mnie jeszcze mocniej niż wcześniej, krzyczałam w niebo głosy. Przeturlaliśmy się i to ja byłam na górze. Poczułam, że zaraz dojdę. Zauważyłam na twarzy kochanka, że on też za moment będzie szczytował. Fala ciepła rozeszła się po moim ciele. Mocno wbiłam paznokcie w chłopaka a ten przewrócił mnie znów na plecy. Widocznie dopiero skończył. Mocno przytulił mnie do siebie i znów pieścił moje piersi.
-Dobra, trzeba wziąć tą apteczkę i zanieść Charlie.
-Proszę, jeszcze nie- podniosłam się delikatnie z podłogi.
-Zawsze możemy tu wrócić- zasugerował całując mnie w czoło.
-Obiecaj, że to powtórzymy.
-Obiecuję- uśmiechnął się i wstał.
Ja leżałam chwilę jeszcze i myślałam.
Ubraliśmy i razem wyszliśmy zapominając o apteczce. Okazało się, że nie była już potrzebna bo Matt wziął drugą, która była w hallu. Charlotte już spała. Rodzice mieli nie wracać, więc zanieśliśmy ją do mojego pokoju. Matt włączając telewizor położył się obok niej.
-Mogę tu spać?-zapytał.
-Jasne. Ja pójdę spać z Christine, a Nathan będzie spał w łóżku rodziców.
-Ja się nie zgadzam- zaprotestował Nathan.
-Dobrze będę spała z tobą- uśmiechnęłam się zalotnie i upuściłam specjalnie klucze. Schylając się mocno otarłam się o krocze chłopaka, a on niezauważalnie przejechał mi palcami po cipce odchylając spodnie i majtki jednocześnie.
-Zjedlibyście coś?- zapytałam.
-Jasne-rzekł Matthew podnosząc się z łóżka.
-Ty tu zostań-Nathan popchnął kumpla z powrotem na łóżko- ja jej pomogę- przygryzłam dolną wargę i wyszłam z pokoju za Nathan' em.
Gdy tylko znaleźliśmy się w kuchni posadził mnie na blacie i zaczął obcałowywać.
-Przestań- powtarzałam.
-A co jeśli nie?- oderwał się na chwilę od mojej szyi i spoczął na ustach.
-To nie będę z tobą spała.
-Zmuszę cię do tego- zaśmiał się.
-Ale teraz Christine nie śpi, więc nie mogę.
-Nie marudź- ukląkł przede mną i rozpiął już i tak rozciągnięte krótkie spodenki zdjął je ze mnie i począł namiętnie lizać moją mokrą muszelkę jednocześnie pieszcząc moje piersi przez materiał bluzki. Było mi cudownie. Prawie dochodziłam, kiedy moja młodsza siostra weszła do kuchni.
-Christine!- krzyknęłam głosem wystraszonym, ale zmieszanym z rozkoszą, którą gwarantował mi chłopak. Nagle przestał i mocno się zaczerwienił. Podał mi spodenki, ubrałam je i patrzyłam na Christine.
-Dlaczego on ci całował psikawkę (tak mała nazywała cipkę).
-Bo...yy...- zaczęłam nie wiedząc co powiedzieć. Nagle Nathan wypalił:
-Bo twojej siostrze w schowku za kuchnią wpadło tam coś dużego- popatrzył na mnie zadziornie o mało nie wybuchając śmiechem. Ja niestety nie wytrzymałam.
-A to cię bolało siostrzyczko?-zapytała troskliwie dziewczynka.
-Och, żebyś wiedziała jak bardzo- spojrzałam jednoznacznym wzrokiem na Nathan' a.
-Biednaa- podbiegła do mnie i mocno się przytuliła.
-Chcesz już się położyć?- zapytałam biorąc ją na ręce.
-Chcę spać z tobą.
-Co?!- razem z Nate' em rzuciliśmy wlepiając oczy w małą.
-Chcę spać z tobą. Mogę?
-Dzisiaj bym chciała spać sama.
-No dobrze, a mi do psikawki też coś wleciało, mógłby mi Nathan też wyciągnąć?
Oboje zaczęliśmy się śmiać.
-Kochanie, tobie mogę ja wyciągnąć- zaśmiałam się.
-Aa, to nie. Położysz mnie już spać?
-Zrobię ci tylko kolację i pójdziesz spać. A teraz biegnij sprzątać w pokoju, pewnie jak zwykle tam masz syf.
Zrobiła oburzoną minę- no dobra !-i pobiegła do swojego pokoju.
-Jak myślisz, ile mamy czasu?- zapytał Nathan przysuwając mnie do blatu.
-Przestań, teraz na serio. Wiesz co by było gdyby nie uwierzyła?
-No hej, to przecież nic takiego.
-Nate przestań. Nie mogę sobie na takie rzeczy pozwalać, kiedy ona jest w domu.
-Nie ma sprawy- powiedział ukrywając niezadowolenie.
-Jesteś słodki, a teraz mi pomóż tak jak obiecałeś.
Zabrałam się za krojenie pomidora, chciałam jednak dać mu coś za to, że mi pomagał.
-Mógłbyś mi pomóc?
-Jasne, daj- uśmiechnął się.
-Nie ! To znaczy.. Stań za mną i pomóż mi kroić tego pomidora, na równe plastry.
Stanął blisko mnie, lewą ręką obejmując w pasie, a drugą chwytając rączkę noża. Co chwila zrzucałam coś z blatu na podłogę, i podnosząc mocno się wypinałam. Po przygotowaniu kolacji, porcję Charlotte i Matt' a zaniosłam na górę, a Nate poszedł do pokoju Christine i dał jej porcję. Talerze dla nas zostawił w kuchni. Po zjedzeniu poszłam uśpić siostrę, a później udaliśmy się do sypialni rodziców. Nasze zamiary jednak nie zostały spełnione, bo okazało się, że jesteśmy zbyt zmęczeni. Rano usłyszałam jak ktoś chodzi po kuchni. Zeszłam na dół. To była Charlie.
-Dobrze spałaś?- zapytała tak, jakby te siniaki na jej twarzy nie były z mojej winy.
-Co? Ja tak. Tak. Dobrze. A jak z tobą?
-Nieźle. Trochę boli- wskazała na twarz.
-Przepraszam cię za to. Na prawdę. Nie chciałam. Po prostu byłam taka wściekła.
-Nie gniewam się- odpowiedziała klepiąc mnie po ramieniu.-W nocy dzwonił weterynarz. Pomyślałam, że nie będę ci przeszkadzała więc odebrałam.
-Co mówił?
-Że będzie z nią wszystko w porządku, ale zostanie u niego.
-Całe szczęście. A rodzice wrócili?
-Nie, nawet sms'a nie napisali.
-Może śpią jeszcze.
-Co robiliście z Nate' em?- zapytała chichocząc pod nosem.
-Spaliśmy. Niestety- zachichotałam.
-Głupia jesteś !- krzyknęła ze śmiechem.
-W przyszły weekend nie ma starszych- zaczęłam.
-To co? Imprezka?
-No wiesz myślałam o... nauce- sarkastyczny uśmiech zagościł na mojej twarzy.
-No masz racje to lepsze niż imprezowanie 24 godziny na dobę.
-Tak wiem.
-Chodź zjemy- zaproponowała wskazując na dwa pełne talerze.
-No w porządku.
Usłyszałyśmy jak ktoś schodzi po schodach. To nie była jedna osoba, lecz Nathan i Matthew. Obaj w samych bokserkach.
-No czeeść- zaśmiał się chłopak Charlie.
-Śniadanie zrób sobie sam- powiedziała pałaszując swoje tosty.
-Ale mnie kochasz- zrobił smutną minę, Charlotte jedynie wzruszyła ramionami nawet nie odrywając twarzy od talerza. Nate śmiał się pod nosem z kumpla.
-Mnie za to moja dziewczyna kocha, więc zrobi mi śniadanie, prawda?
-Taa, jasne. Może pobiegnę do KFC?
-Kochanie. Proszę. -Nie chce mi się. Lodówka jest pełna, zjedz se coś.
Mruczał coś pod nosem, ale zdecydował się w końcu coś zjeść. Kiedy z Charlotte przebierałyśmy się na górze, oni dopiero zaczynali jeść. Musieli zniknąć z naszego domu zanim, mieli pojawić się rodzice, więc kiedy zjedli szybko wyrzuciłyśmy ich za drzwi. Półtorej godziny później rodziciele wrócili. Charlotte była tak mocno pomalowana, że nawet siniaki były słabo widoczne.
-Mamo- zaczęłam..
-Co?
-Słuchaj.. mogłabym..
-Na trzymanie jakiego zwierzęcia mam się zgodzić?
-W sumie, to dwóch, lub trzech.
-Nie przeginaj...-powiedziała, a jej łagodny wyraz twarzy, nieco rozbawiony, zamienił się w bardziej surowy.
-No mamo, obok mojego pokoju, jest wolny pokój, tam by były.
-Zależy co by tam miało być.
-Psiaki?- zrobiłam błagającą minę. Zawsze chciałam mieć psa. -To żart prawda?- była rozdrażniona.
-Nie. Mamo błagam.
-Mogłabym się zgodzić na jednego, ale nie na trzy.
-Ale mamo.
-Mówię nie. Po za tym jak chcesz mieć psa, to dużego.
-Mamo, ale ja chciałam owczarka.
-Chciałaś mieć w domu trzy owczarki? No ładnie.
-Tak, mamo to jedyne czego chcę.
-Nie obchodzi mnie to. Chcesz dwa razy do roku wyjeżdżać na wakacje, więc nie będą psy zostawiane na tak długo- pierwszy raz potraktowała mnie tak ostro. Często mi odmawiała, ale nigdy nie tak stanowczo.
-Mamo błagam. Zawsze chciałam mieć psa.
-Na razie zgadzam się na jednego. O tych trzech pomyślę.
-Dziękuję- mocno ją przytuliłam.
-Jaka rasa?
-Owczarek niemiecki- banan na mojej twarzy rozciągał się od prawego do lewego ucha.
-Krótko czy długowłosy?
-Myślałam, żeby wziąć jednego krótkowłosego, a dwa długowłose.
-Nie wkurzaj mnie. Powiedziałam zgadzam się na jednego. O tych trzech muszę porozmawiać z tatą.
-On się zgodzi.
-Niech będzie. Jeden z nich jest mój, a dwa twoje.
-Zgadzasz się?
-Tak, niech będzie.
Następnego dnia jechałam z mamą do hodowcy owczarków krótkowłosych. Suczka miała urodzić dopiero za dwa tygodnie, więc trzeba było przeczekać jeszcze trzy miesiące do odebrania pieska.
-A ile piesków potrzebujecie?- zapytał hodowca.
-Dwa- odpowiedziała mama. Radość we mnie zawrzała.
W ciągu następnego tygodnia, załatwiałyśmy drugiego hodowcę. Zamiast trzech miałam dostać 4 pieski. Byłam wdzięczna mojej mamie.
Caroline ;>
-Coś za coś- uśmiechnął się łobuzersko, choć tym razem nie zadziałało to na mnie tak jak zwykle.
-Oddaj go i tyle- spokojnie opuściłam rękę i zrobiłam krok w tył.
-Najpierw to ty musisz oddać coś mnie- popatrzył na mnie z pożądaniem.
-Nic nie muszę. To mój dom, więc mogę robić to na co mam ochotę.
-Ale powinnaś dbać o swoich gości- popatrzył na mnie i zrobił dwa kroki w moją stronę, przy czym ja zrobiłam jeden w tył.
-Masz rację, ale Charlie też jest moim gościem i ona też potrzebuje pomocy.
-Więc im prędzej zadbasz o mnie, tym szybciej stąd wyjdziesz- znów popatrzył na mnie wzrokiem pożądliwym, tylko tym razem zbliżył się tak, że nawet odsuwając się o kilka kroków był 10 centymetrów
ode mnie.
-Odsuń się ode mnie- on jednak zbliżył się tak bardzo, że piersiami stykałam się z jego klatą.
-Widzę, że sama się nie cofniesz- zaczął.
-Gdybym się odsunęła bardziej, nie miała bym drogi ucieczki.
-Przestań, wcale nie chcesz uciekać- powiedział, delikatnie kładąc dłoń na mojej talii.
-Chcę.
Skłamałam. Przyciągnął mnie do siebie. Wyrywałam się. Jego silne ręce uchwyciły mnie jednak i przeprowadziły siłą pod ścianę. Tam miał pole do popisu. Jedną dłonią przytrzymywał moje ręce, a drugą włożył pod moją za dużą bluzkę i pieścił moje plecki. Wargami całował moją szyję, bo chodź moje opory z minuty na minutę były słabsze, to nie pozwoliłam mu na pocałowanie mnie w usta. Przestał pieścić moje plecy, zszedł niżej wcześniej odpinając moje krótkie spodenki, gniótł moje pośladki, najpierw delikatnie, później coraz mocniej. Byłam coraz bardziej podniecona jego brutalnością. Zamiast opierać się, zachęciłam go, aby puścił moje ręce i pozwolił mi się odwdzięczyć. Nathan jednak mocniej przycisnął moje ręce do ściany. Był tak silny, że to on mnie trzymał przy tej ścianie, a nie moje nogi. Oplotłam go nimi w pasie, a on przybliżył się. Poczułam, jak jego penis stwardniał. Musiał puścić moje ręce, chwytając mnie za tyłek i dalej go pieścił. Pomogłam mu zdjąć koszulkę. Robiło mi się mokro. Nathan zdjął moją bluzkę i z moją pomocą stanik. Pieścił moje duże piersi. Zaczął ssać moje sutki na przemian. Jedną ręką masował cycuszka, od którego akurat był odsunięty jego język, a drugą włożył mi do majtek i delikatnie drażnił moją łechtaczkę. Wydawałam z siebie ciche jęki.
Kiedy włożył palec do cipki westchnęłam głośno. Poruszał wciąż palcem, doprowadzając mnie do obłędu. Nie chciałam zostać mu dłużna. Rozpięłam jego spodnie i ukazał mi się jego od dawna już sztywny członek. Masowałam go ręką, a Nathan pojękiwał, choć był przytłumiony moimi pocałunkami. Zdjęłam po chwili jego spodnie i majtki. W końcu byliśmy całkiem nadzy. Uklękłam przed chłopakiem i wzięłam jego "przyjaciela" do buzi poruszając głową do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu. Nathan chwycił delikatnie moje włosy, które mi przeszkadzały. Nie chciałam jeszcze skończyć tego numerka w schowku kuchennym. Odciągnął mnie od siebie i ostro pociągnął odwracając tyłem do siebie.
-Wejdź we mnie!- jęknęłam.
-Nie mam gumki.
-Są w moich spodenkach, zawsze mam przy sobie- schyliłam się wypinając mocno pupę w stronę Nathan' a. Dał mi mocnego klapsa, a ja pobudzona tym delikatnie otarłam się o jego penisa. Założył prezerwatywę i wjechał we mnie z impetem. Krzyknęłam: to z bólu, to z podniecenia. Poruszał miednicą do przodu i do tyłu, a ja wpasowałam się w jego ruchy. Rżnął mnie ostro, co nie odbyło się bez naszych krzyków, po chwili usłyszeliśmy pukanie i głos Matt' a.
-Co wy tam robicie- zapytał sarkastycznie.
-Nic szafka spadła- powiedział bardzo podnieconym głosem, nie przestając się poruszać.
-Jasne-rzucił- miłej zabawy- i odszedł od drzwi.
Znów zaczęłam krzyczeć, tylko głośniej. Mojego kochanka, jeszcze bardziej to nakręcało i rżnął mnie coraz mocniej. Podobało mi się. Uszczypnęłam go w dłoń, którą trzymał na moich biodrach. Zrozumiał przekaz i stał się jeszcze brutalniejszy niż przedtem. Czułam ból, ale podniecenie było większe.
-Ohh Nathan- krzyknęłam kiedy nieco przesadził z siłą.
-Przepraszam- powiedział troskliwym tonem i pocałował mnie w plecy.
-Nie przepraszaj tylko rżnij mnie tak cały czas!- wrzasnęłam a on zatrzymał się i wyszedł ze mnie.- Co się stało?
-Cały czas cię boli?- zapytał obejmując mnie znów w talii.
-Tak, ale lubię ten ból. Nie martw się. Kiedy będzie zbyt mocno bolało to ci powiem.
Pocałował mnie delikatnie.
-Nie chcę ci sprawiać, aż takiego bólu.
-Jeśli zaraz mnie nie zaczniesz pieprzyć-mówiłam z odstępami na pocałunki co sylabę- to cię zgwałcę.
-Nie będziesz musiała.
Wziął mnie na ręce i delikatnie położył mnie na ziemi podkładając swoje spodnie pod moją głowę. Rozłożyłam nogi i Nate znów we mnie wszedł. Rżnął mnie jeszcze mocniej niż wcześniej, krzyczałam w niebo głosy. Przeturlaliśmy się i to ja byłam na górze. Poczułam, że zaraz dojdę. Zauważyłam na twarzy kochanka, że on też za moment będzie szczytował. Fala ciepła rozeszła się po moim ciele. Mocno wbiłam paznokcie w chłopaka a ten przewrócił mnie znów na plecy. Widocznie dopiero skończył. Mocno przytulił mnie do siebie i znów pieścił moje piersi.
-Dobra, trzeba wziąć tą apteczkę i zanieść Charlie.
-Proszę, jeszcze nie- podniosłam się delikatnie z podłogi.
-Zawsze możemy tu wrócić- zasugerował całując mnie w czoło.
-Obiecaj, że to powtórzymy.
-Obiecuję- uśmiechnął się i wstał.
Ja leżałam chwilę jeszcze i myślałam.
Ubraliśmy i razem wyszliśmy zapominając o apteczce. Okazało się, że nie była już potrzebna bo Matt wziął drugą, która była w hallu. Charlotte już spała. Rodzice mieli nie wracać, więc zanieśliśmy ją do mojego pokoju. Matt włączając telewizor położył się obok niej.
-Mogę tu spać?-zapytał.
-Jasne. Ja pójdę spać z Christine, a Nathan będzie spał w łóżku rodziców.
-Ja się nie zgadzam- zaprotestował Nathan.
-Dobrze będę spała z tobą- uśmiechnęłam się zalotnie i upuściłam specjalnie klucze. Schylając się mocno otarłam się o krocze chłopaka, a on niezauważalnie przejechał mi palcami po cipce odchylając spodnie i majtki jednocześnie.
-Zjedlibyście coś?- zapytałam.
-Jasne-rzekł Matthew podnosząc się z łóżka.
-Ty tu zostań-Nathan popchnął kumpla z powrotem na łóżko- ja jej pomogę- przygryzłam dolną wargę i wyszłam z pokoju za Nathan' em.
Gdy tylko znaleźliśmy się w kuchni posadził mnie na blacie i zaczął obcałowywać.
-Przestań- powtarzałam.
-A co jeśli nie?- oderwał się na chwilę od mojej szyi i spoczął na ustach.
-To nie będę z tobą spała.
-Zmuszę cię do tego- zaśmiał się.
-Ale teraz Christine nie śpi, więc nie mogę.
-Nie marudź- ukląkł przede mną i rozpiął już i tak rozciągnięte krótkie spodenki zdjął je ze mnie i począł namiętnie lizać moją mokrą muszelkę jednocześnie pieszcząc moje piersi przez materiał bluzki. Było mi cudownie. Prawie dochodziłam, kiedy moja młodsza siostra weszła do kuchni.
-Christine!- krzyknęłam głosem wystraszonym, ale zmieszanym z rozkoszą, którą gwarantował mi chłopak. Nagle przestał i mocno się zaczerwienił. Podał mi spodenki, ubrałam je i patrzyłam na Christine.
-Dlaczego on ci całował psikawkę (tak mała nazywała cipkę).
-Bo...yy...- zaczęłam nie wiedząc co powiedzieć. Nagle Nathan wypalił:
-Bo twojej siostrze w schowku za kuchnią wpadło tam coś dużego- popatrzył na mnie zadziornie o mało nie wybuchając śmiechem. Ja niestety nie wytrzymałam.
-A to cię bolało siostrzyczko?-zapytała troskliwie dziewczynka.
-Och, żebyś wiedziała jak bardzo- spojrzałam jednoznacznym wzrokiem na Nathan' a.
-Biednaa- podbiegła do mnie i mocno się przytuliła.
-Chcesz już się położyć?- zapytałam biorąc ją na ręce.
-Chcę spać z tobą.
-Co?!- razem z Nate' em rzuciliśmy wlepiając oczy w małą.
-Chcę spać z tobą. Mogę?
-Dzisiaj bym chciała spać sama.
-No dobrze, a mi do psikawki też coś wleciało, mógłby mi Nathan też wyciągnąć?
Oboje zaczęliśmy się śmiać.
-Kochanie, tobie mogę ja wyciągnąć- zaśmiałam się.
-Aa, to nie. Położysz mnie już spać?
-Zrobię ci tylko kolację i pójdziesz spać. A teraz biegnij sprzątać w pokoju, pewnie jak zwykle tam masz syf.
Zrobiła oburzoną minę- no dobra !-i pobiegła do swojego pokoju.
-Jak myślisz, ile mamy czasu?- zapytał Nathan przysuwając mnie do blatu.
-Przestań, teraz na serio. Wiesz co by było gdyby nie uwierzyła?
-No hej, to przecież nic takiego.
-Nate przestań. Nie mogę sobie na takie rzeczy pozwalać, kiedy ona jest w domu.
-Nie ma sprawy- powiedział ukrywając niezadowolenie.
-Jesteś słodki, a teraz mi pomóż tak jak obiecałeś.
Zabrałam się za krojenie pomidora, chciałam jednak dać mu coś za to, że mi pomagał.
-Mógłbyś mi pomóc?
-Jasne, daj- uśmiechnął się.
-Nie ! To znaczy.. Stań za mną i pomóż mi kroić tego pomidora, na równe plastry.
Stanął blisko mnie, lewą ręką obejmując w pasie, a drugą chwytając rączkę noża. Co chwila zrzucałam coś z blatu na podłogę, i podnosząc mocno się wypinałam. Po przygotowaniu kolacji, porcję Charlotte i Matt' a zaniosłam na górę, a Nate poszedł do pokoju Christine i dał jej porcję. Talerze dla nas zostawił w kuchni. Po zjedzeniu poszłam uśpić siostrę, a później udaliśmy się do sypialni rodziców. Nasze zamiary jednak nie zostały spełnione, bo okazało się, że jesteśmy zbyt zmęczeni. Rano usłyszałam jak ktoś chodzi po kuchni. Zeszłam na dół. To była Charlie.
-Dobrze spałaś?- zapytała tak, jakby te siniaki na jej twarzy nie były z mojej winy.
-Co? Ja tak. Tak. Dobrze. A jak z tobą?
-Nieźle. Trochę boli- wskazała na twarz.
-Przepraszam cię za to. Na prawdę. Nie chciałam. Po prostu byłam taka wściekła.
-Nie gniewam się- odpowiedziała klepiąc mnie po ramieniu.-W nocy dzwonił weterynarz. Pomyślałam, że nie będę ci przeszkadzała więc odebrałam.
-Co mówił?
-Że będzie z nią wszystko w porządku, ale zostanie u niego.
-Całe szczęście. A rodzice wrócili?
-Nie, nawet sms'a nie napisali.
-Może śpią jeszcze.
-Co robiliście z Nate' em?- zapytała chichocząc pod nosem.
-Spaliśmy. Niestety- zachichotałam.
-Głupia jesteś !- krzyknęła ze śmiechem.
-W przyszły weekend nie ma starszych- zaczęłam.
-To co? Imprezka?
-No wiesz myślałam o... nauce- sarkastyczny uśmiech zagościł na mojej twarzy.
-No masz racje to lepsze niż imprezowanie 24 godziny na dobę.
-Tak wiem.
-Chodź zjemy- zaproponowała wskazując na dwa pełne talerze.
-No w porządku.
Usłyszałyśmy jak ktoś schodzi po schodach. To nie była jedna osoba, lecz Nathan i Matthew. Obaj w samych bokserkach.
-No czeeść- zaśmiał się chłopak Charlie.
-Śniadanie zrób sobie sam- powiedziała pałaszując swoje tosty.
-Ale mnie kochasz- zrobił smutną minę, Charlotte jedynie wzruszyła ramionami nawet nie odrywając twarzy od talerza. Nate śmiał się pod nosem z kumpla.
-Mnie za to moja dziewczyna kocha, więc zrobi mi śniadanie, prawda?
-Taa, jasne. Może pobiegnę do KFC?
-Kochanie. Proszę. -Nie chce mi się. Lodówka jest pełna, zjedz se coś.
Mruczał coś pod nosem, ale zdecydował się w końcu coś zjeść. Kiedy z Charlotte przebierałyśmy się na górze, oni dopiero zaczynali jeść. Musieli zniknąć z naszego domu zanim, mieli pojawić się rodzice, więc kiedy zjedli szybko wyrzuciłyśmy ich za drzwi. Półtorej godziny później rodziciele wrócili. Charlotte była tak mocno pomalowana, że nawet siniaki były słabo widoczne.
-Mamo- zaczęłam..
-Co?
-Słuchaj.. mogłabym..
-Na trzymanie jakiego zwierzęcia mam się zgodzić?
-W sumie, to dwóch, lub trzech.
-Nie przeginaj...-powiedziała, a jej łagodny wyraz twarzy, nieco rozbawiony, zamienił się w bardziej surowy.
-No mamo, obok mojego pokoju, jest wolny pokój, tam by były.
-Zależy co by tam miało być.
-Psiaki?- zrobiłam błagającą minę. Zawsze chciałam mieć psa. -To żart prawda?- była rozdrażniona.
-Nie. Mamo błagam.
-Mogłabym się zgodzić na jednego, ale nie na trzy.
-Ale mamo.
-Mówię nie. Po za tym jak chcesz mieć psa, to dużego.
-Mamo, ale ja chciałam owczarka.
-Chciałaś mieć w domu trzy owczarki? No ładnie.
-Tak, mamo to jedyne czego chcę.
-Nie obchodzi mnie to. Chcesz dwa razy do roku wyjeżdżać na wakacje, więc nie będą psy zostawiane na tak długo- pierwszy raz potraktowała mnie tak ostro. Często mi odmawiała, ale nigdy nie tak stanowczo.
-Mamo błagam. Zawsze chciałam mieć psa.
-Na razie zgadzam się na jednego. O tych trzech pomyślę.
-Dziękuję- mocno ją przytuliłam.
-Jaka rasa?
-Owczarek niemiecki- banan na mojej twarzy rozciągał się od prawego do lewego ucha.
-Krótko czy długowłosy?
-Myślałam, żeby wziąć jednego krótkowłosego, a dwa długowłose.
-Nie wkurzaj mnie. Powiedziałam zgadzam się na jednego. O tych trzech muszę porozmawiać z tatą.
-On się zgodzi.
-Niech będzie. Jeden z nich jest mój, a dwa twoje.
-Zgadzasz się?
-Tak, niech będzie.
Następnego dnia jechałam z mamą do hodowcy owczarków krótkowłosych. Suczka miała urodzić dopiero za dwa tygodnie, więc trzeba było przeczekać jeszcze trzy miesiące do odebrania pieska.
-A ile piesków potrzebujecie?- zapytał hodowca.
-Dwa- odpowiedziała mama. Radość we mnie zawrzała.
W ciągu następnego tygodnia, załatwiałyśmy drugiego hodowcę. Zamiast trzech miałam dostać 4 pieski. Byłam wdzięczna mojej mamie.
Caroline ;>
piątek, 19 października 2012
Cień Księżyca rozdział 4 "Żarty to nie jest twoja mocna strona"
-Czego chcesz?-otworzyłam okno spoglądając na Charlotte
-Chciałam pogadać.
-Nie potrafiłaś zapukać do drzwi ?
-Nie otworzyłabyś.
-W sumie racja. Właź, tylko nie spadnij.
-Dzięki- odpowiedziała przekładając nogę i stawiając ją na podłodze.
-O czym chciałaś pogadać?- zapytałam zakładając ręce na klatkę piersiową.
-No wiesz.
-Nie, tak właściwie to nie wiem.
-No o Nathanie.
-Matt cię tu przysłał?
-Nie, sama przyszłam. Teraz jest u Nathana- odpowiedziała łagodnie. Zrobiłam gest ręką zapraszający ją do posadzenia się na dywanie.
-No więc co tu robisz?- zapytałam siadając na przeciwko niej.
-Chciałam cię przeprosić, za to, że cię oskarżyłam, że zrobiłaś to celowo. W sumie gdybyś chciała, żeby mu się coś stało skakałabyś nad nim.
-Myślałam, że znasz mnie trochę lepiej.
-Bo znam. Tylko.. wiedziałam, ze kiedy dowiesz się, że Nathan jest dla ciebie miły tylko ze względu na mnie i Matt' a to wpadniesz w furię.
-Tak. Był miły do mnie ze względu na was, ale w szpitalu mi powiedział, że mnie lubi.
-Serio?!- niedowierzającym wzrokiem wpatrzona była w moje usta.
-Serio- oblałam się czerwonym rumieńcem i zaczęłam śmiać.
-O co ci chodzi wariatko?- zapytała widząc, że jest między nami w porządku. Rzuciłam się na nią i turlałyśmy się po podłodze śmiejąc najgłośniej jak potrafiłyśmy.
-Co ty wyprawiasz?
-Nic, śmieję się!- krzyknęłam zanosząc się od śmiechu.
-Spokój! Czy to co ja myślę to prawda?- podejrzliwie spojrzała na mnie znad rozczochranych włosów.
-Ale co myślisz?- znów zaśmiałam się.
-Spałaś z nim?!- popatrzyła na mnie zaskoczona.
-No tak, w szpitalu- odpowiedziałam i popatrzyłam na nią znacząco.
-Idiotko! Na prawdę? Pieprzyłaś się z nim?
-No raczej...- znów obie zaczęłyśmy się śmiać.
-I jak?
-Co jak?
-No jak było?!
-Niech pomyślę... w łóżku to on jest zajebisty- znów wyszczerzyłam się.
-Idź się lecz!- krzyknęła.
-Z chęcią. Położę się na jego sali.
-A tak w ogóle opowiadaj. Jak skończyliście poszliście od razu spać, czy się ubraliście?
-Poszliśmy spać.
-A jak się obudziłaś? Spał, był ubrany czy czekał na ciebie?
-Wiesz.... żadna z opcji.
-Co?!
-No obudziła nas pielęgniarka- zaśmiałam się, ale chyba bardziej ze wstydu niż z komiki sytuacji- i obok niej Raynolds.
-O Boże! Fuuuj..!
-Tak. Ale mamie nic nie powie.
-Całe szczęście.
-No tak. A najgorsze w tym, że rzuciłam mu się na szyję i byłam naga.
-Jaka ty jesteś głupia- zaśmiała się obejmując mnie.
-Tak, ale ty też!
-Idziemy się przejechać?- zapytała.
-Nie mogę- odpowiedziałam kręcąc głową- rodzice kazali mi zostać z Christine.
-Po co? Przecież dzisiaj nie mają planu zdjęciowego?
-Chcą gdzieś na weekend wyjechać, razem z twoją mamą.
-I masz zostać z Christine cały weekend?!
-Nie, zabierają ją ze sobą. Dopiero za trzy tygodnie jadą na ten weekend więc można coś zaplanować u mnie- uśmiechnęłam się znacząco.
-To jest genialne! Mama mi nic nie mówiła, że też jedzie- powiedziała trochę z zawodem.
-No bo to miała być niespodzianka, chciała cię wziąć ze sobą, ale moja mama jej wytłumaczyła, że wolałabyś zostać ze mną.
-Mówiłam ci już jak bardzo kocham twoją mamę?- zaśmiała się.
-Tak jakieś sto razy.
-A to może przejedziemy się z Christine do Nathana?
-Zapytam mamy- otworzyłam drzwi z pokoju i zbiegłam na dół.
-Pogodziłyście się?- zapytała.
-Tak. O! dzień dobry pani Pocket.
-Cześć Michie.
-Mamo, mogę zabrać Christine razem z Charlie do Nathana?
-Jakiego Nathana?- zapytała śmiejąc się.
-Mamo! Tego, którego rąbnęłam drzwiami.
-Nie denerwuj się tak. Możecie. Weź Blue Jeans' a. Dawno na nim nie jeździłaś, a Charlie może pojechać na Tequili.
-Chciałam jechać na Smoke' u.
-Wiem, że to jest twój koń, ale Blue Jeans też.
-Wiem mamo, wiem. A Tequila to przecież jest koń Christine.
-Tak, ale jeszcze sama nie może jeździć. Ma dopiero 4 lata, jakbyś nie zauważyła.
-Dobra to ja biorę klucze jakby coś- powiedziałam odwracając się. -A kiedy tata wraca?-zapytałam
-Za chwilę będzie.
-No to mu przekaż wszystko. Dobra?
-Tak, przekażę. Idźcie się zbierajcie póki jestem jeszcze i mogę Christine przypilnować.
-Dzięki mamo!-zawołałam. Wbiegłam na pierwsze trzy stopnie i wołałam Charlotte, aby zeszła na dół.
-Możemy?- zapytała.
-Tak, chodź.
-A mogę jechać na Tequili?
-Właściwie, to musisz.
-To fajnie. Chodź już.
Wyczyściłyśmy oboje koni. Cieszyłam się, że jadę na Blue Jeansie. Nie bał się ruchu ulicy, więc byłam pewna, że się nie spłoszy.
Christine siedziała razem z tatą na dworze i przyglądała się temu co robimy.
-Dziewczyny, my już jedziemy.
-Dobrze tato. O której wrócicie?
-Nie wiem czy wrócimy na noc. Napiszę wam, czy wrócimy, czy pójdziemy na imprezę do hotelu.
-Spoko. To o której będziesz wiedział?- zapytałam kryjąc szczęście.
-Jeśli do 19 nie napiszę nic to znaczy, że wrócimy , a jeśli nie to zostaniemy w hotelu- opowiedział uśmiechając się.
-A do której możemy zostać na dworze?- zapytałam szczerząc się.
-Póki Christine nie będzie zmęczona- odpowiedział stawiając Christine na nogi i odchodząc do domu. Chwilę później wyszedł z domu razem z obiema matkami. Charlotte usiadła w siodle. Podałam jej Christine, potem wsiadłam ja i odzyskałam siostrę we własne siodło.
-To gdzie jedziemy?- zapytała Charlie, gdy przejeżdżałyśmy między bramą.
-Do szpitala.
-No to w drogę- powiedziała i popędziła konia.
-Zaczekaj, ja tu mam małą.
-Ach.. no tak wybacz- zaśmiała się i zwolniła.
Zamyśliłam się nieco, a w tym czasie Charlie rozmawiała z Christine.
-Michie- zaczęła- Michie.. Michelle!
-Co?- ocknęłam się z głębokiej zadumy. -Mówię do ciebie.
-Przepraszam, zamyśliłam się. Co mówiłaś?
-Pytałam, czy w końcu ty jesteś z Nathan' em czy nie- zaskoczyła mnie tym pytanie. Tak właściwie ja sama nie znałam na nie prawdziwej odpowiedzi.
-No tak, chyba tak.
-No nareszcie jakiś fajny chłopak !- wykrzyknęła.
-Ej ! Miałam dużo fajnych chłopaków !
-Tak jasne. Na przykład?
-Jake, Daniel, twój brat Johnny..
-Fuuu.
-Sama jesteś Fuuuuu- pokazałam jej język i znów zaczęłyśmy się śmiać.
-No, jesteśmy nareszcie- powiedziała ściągając wodze.
-Chodź !
Przywiązałyśmy konie i pobiegłyśmy do sali Nathan' a. Kiedy tam wpadłyśmy nikogo nie było. Nie było jego rzeczy. Totalnie pusta sala. Poszłyśmy do salowej, ta jednak powiadomiła nas, że Nathan' a wypisali przed południem.
-No to pewnie są u Matt' a, albo u Nathan' a w domu- powiedziała Charlotte, próbując mnie pocieszyć.
-Chyba jednak nie jesteśmy razem- powiedziałam smutno, wzięłam Christine za rękę i ruszyłam w stronę schodów.
-Michie ! nie wygłupiaj się. Faceci tak robią.
-Obie dobrze wiemy, że tak nie jest.
-Przestań ! Wiesz, że oni zawsze tacy byli !
-Charlotte!- zatrzymałam się gwałtownie- Weź się ogarnij! Mnie nie obchodzi gdzie jest, co robi! w dupie to mam.
-Michie!
-Co?
-Jedziemy do nich- powiedziała stanowczym tonem.
-Nigdzie nie jadę- poczułam uderzające gorąco w oczach. Próbowałam się nie rozpłakać.
-Michie proszę. Muszę pogadać z Matt' em.
-Dobra niech ci będzie, ale ja tam nie wchodzę.
-Niech będzie- powiedziała wsiadając na Tequilę.
Posadziłam Christine w siodle Charlotte, a sama wskoczyłam na grzbiet Blue Jeans' a.
-Chcesz to ja pojadę z Christine?
-Dzięki- powiedziałam przechodząc w kłus.
Przeszłam w galop. Jechałam w ciszy, a za sobą wciąż słyszałam rozmowę dziewczyn. Zatrzymałam się przed domem Matt' a i czekałam, aż Charlie razem z Christine mnie dogonią. W końcu zatrzymały się obok mnie.
-Michie, może chodź co? Popilnujesz Christine, a ja z nim pogadam.
-Z resztą, nie mam nic do stracenia- zeszłam z Blue Jeans' a i przywiązałam go do bramy. Wzięłam Christine do siebie, a Charlotte zrobiła to samo co ja wcześniej. Zadzwoniła do drzwi. Wychyliła się przez drzwi matka Matt' a.
-Dzień dobry Charlotte- powiedziała pogodnie kobieta.
-Dzień dobry. Czy jest może Matthew?- zapytała Charlie
-Wyszedł rano do Nathan' a, a teraz siedzą u niego w domu. Jeżeli chcesz to mogę mu coś przekazać.
-Nie, nie trzeba. Dziękuję.
-Może napijecie się czegoś?
-Nie dziękujemy- powiedziałam.
-Musimy już jechać- dokończyła za mnie Charlie.
-Więc do widzenia dziewczyny- kobieta uśmiechnęła się i nas pożegnała. Wyszłyśmy, a kiedy wszystkie trzy siedziałyśmy w siodłach zaczęłam:
-Charlie, ja wracam do domu.
-Co?- była tak zdziwiona, że aż podjechała bliżej mnie.
-Nie dam rady popatrzeć mu w oczy.
-Co?- powtórzyła- ale dlaczego?
-Dlaczego? Dlaczego?- poczułam jak łzy ogrzewają mi twarz.- Wiesz jak ja się teraz czuję? On mnie wykorzystał!
-Michie, uspokój się!
-Nie kurwa! Nie uspokoję się!
-Michelle!- krzyknęła Charlie przytulając do siebie Christine.
-Oddaj mi CiCi!
-Nie. Pojedziesz za mną, albo nie dam ci jej.
-Chcesz ją porwać?!
-Dziewczyno, o co ci chodzi?!
-Oddawaj mi ją do cholery!
Charlotte ruszyła. Miałam wielkie szczęście, że jeździłąm zawodowo, bo nie odstępowałam jej na krok.
-Weź się uspokój!- krzyczała próbując przyspieszyć.
-Jeśli Christine się coś stanie, zabiję cię!- przyspieszyłam i zagrodziłam jej z Blue Jeans' em drogę. Wyminęła mnie ledwo nie wypuszczając z rąk CiCi i pojechała dalej jeszcze szybciej. Zatrzymała się przed bramą domu Nathan' a, zeskoczyła z Tequili i szybko przeszła na stronę ogrodu. Rozpędziłam się i przeskoczyłam płot. Charlotte krzyknęła. Wtedy zauważyłam jak Tequila ucieka.
-Ty szmato!- krzyknęłam. Z podręcznej torby wyciągnęłam linę i wyjechałam na drogę. Nigdy nie widziałam tego konia tak spłoszonego i szybkiego. Przyspieszałam jak mogłam, ale to ni nie dawało. Zauważyłam w oddali samochód osobowy. Tequila wciąż obracała łeb i przyspieszała. Miałam tylko kilka sekund na złapanie jej. Nie zdążyłam. Samochód uderzył w Tequilę, a ta przeleciała po dachu. "Tequila"- krzyknęłam. Kierowca nawet się nie zatrzymał. Zeskoczyłam z Blue Jeans' a. Ufałam mu najbardziej ze wszystkich koni z naszej stajni.
-Zostań Blue Jeans! Zostań.- Podbiegłam do Tequili. Żyła, choć była poturbowana. Nogi wyglądały na złamane. Cała krwawiła. Płakałam, nie miałam pojęcia co należało zrobić. Chciałam jej pomóc wstać. Blue Jeans podszedł wolno do córki i przyglądał się całej sytuacji. Nawoływał córkę. Wstałam. Jej tylne nogi wyglądały na całe. Postanowiłam wykorzystać Blue Jeans' a do pomocy. Chwyciłam wodzę i wycofałam go. Po wielkim wysiłku Tequila wstała. Stanęła na tylnych nogach, a ja naprowadziłam ją na grzbiet Blue Jeans' a. Nie potrafiłam powstrzymać łez. Krzyczałam. W końcu udało się ułożyć ją tak, aby nie musiała naciskać na przednie nogi. Powoli przesuwaliśmy się, raz po raz wybuchałam płaczem. Zdałam sobie sprawę, że znienawidziłam Charlotte. Zatrzymałam Blue Jeans' a, musiał odpocząć. Zadzwoniłam w tym czasie do weterynarza. Powiedział, że mam spróbować dojść jak najdalej, a kiedy będzie już w drodze zadzwoni do mnie i dowie gdzie dokładnie jestem. Zatrzymałam się akurat pod domem Nathan' a kiedy usłyszałam telefon. Pan Miles zatrzymał się przede mną. Wciąż płakałam. Załadowaliśmy ją. Lekarz polecił mi, abym wzięła Blue Jeans' a i pojechała do domu.
Postanowiłam zabrać Christine z rąk Charlotte i pozostawić sprawę jasno. Przed domem nikogo nie było, musiały więc wejść do środka. Przejrzałam się w ekranie telefonu. Tusz był rozmazany, twarz wyglądała jak osoby, która właśnie wyszła z kąpieli błotnej. Miałam to w nosie. Zadzwoniłam do drzwi, ale nagle zaczęło się we mnie gotować. Stałam z Blue Jeans' em który wciąż nawoływał córkę, cała brudna, spłakana, wściekła. Miałam ochotę zabić Charlotte. Po chwili usłyszałam kroki. Drzwi otworzył mi Nathan.
-Cześć- powiedział, a zobaczywszy mnie ledwo stłumił śmiech, chrząkając.
-Jest Christine?- zapytałam obojętnie nie patrząc na niego.
-Tak, są na górze- znów ledwo powstrzymał wybuch śmiechu.
-To dobrze- bąknęłam i weszłam do środka nie czekając na zaproszenie. Dobrze, że nie byłam wampirem. Weszłam na górę po schodach, gdzie był dosłyszalny śmiech siostry. Gdy weszłam do pokoju coś we mnie pękło. Chris bawiła się z Charlotte. Kolejne łzy puściły się wzdłuż moich policzków. Wskoczyłam do pokoju.
-Christine chodź tu natychmiast- powiedziałam tonem przepełnionym gniewem i nienawiścią, którą próbowałam stłumić. -Co się stało?- zapytała Christine podchodząc do mnie.
-Powiem ci w jak będziemy wracać- rzuciłam ostro.
-Ale ja chcę zostać z Charlotte i Matt' em i Nathan' em.
-Gówno mnie to obchodzi! W tej chwili złaź na dół po schodach i nie wolno ci się od teraz do nikogo odzywać póki ci nie pozwolę- krzyknęłam, a kiedy dziewczynka się rozpłakała i wyszła z pokoju, zrozumiałam, że to nie ona zawiniła.
-Po co tak się drzesz po tym dziecku?- powiedziała ze złością Charlotte, wstając i podchodząc do drzwi.
-Nigdzie nie pójdziesz- powiedziałam.
-Co?
-To co słyszałaś- mówiłam głosem ciszonym z którego kipiała nienawiść.
-O co ci chodzi?!
-O co mi chodzi?!- rzuciłam się na nią i uderzyłam jej głową o ziemię, a ta ze strachem popatrzyła na mnie- przez ciebie o mało nie zginęła Tequila- uderzyłam jej pięścią w twarz- uderzyło w nią auto- znów zadałam jej cios- jest cała zakrwawiona, jeżeli ona tego nie przeżyje- tym razem uderzyłam ją w brzuch i w klatkę piersiową- to ty z tego też cała nie wyjdziesz.
Próbowała zasłonić rękami, ale nic jej to nie dawało. Matt wyrwany z szoku próbował mnie od niej odciągnąć- na próżno. Wołał Nathan' a, który przybiegł i razem z Matt' em mnie odciągnął od zakrwawionej Charlotte.
-Trzymaj ją- ryknął Matthew.
-Mam ją!
-Puść mnie!- krzyknęłam uderzając łokciem w śledzionę.
-Michie, Michie uspokój się- wyszeptał mi do ucha.
-Nie mów do mnie Michie! Nie masz prawa tak do mnie mówić! -Ale..- zwolnił uścisk i mogłam się wydostać, podeszłam do Charlotte i przyglądałam jak krwawi. Czułam zadowolenie. Zebrałam się i zeszłam na dół. Wciąż płakałam. Christine widocznie już się na mnie nie gniewała, bo chwyciła mnie za rękę i poprosiła, abym pomogła jej wejść na Blue Jeans' a. Nie miałam ochoty dosiąść go, więc prowadziłam go za wodzę, z Christine na grzbiecie i co chwilę traciłam łzę.
-Michelle!, Michelle - usłyszałam za sobą znajomy głos. -Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać ty niedoszły morderco.
Podeszli do mnie. Charlotte była podtrzymywana przez Nathan' a spoglądającego na mnie ze strachem i Matt' a patrzącego z obłędem w oczach. -Jest mi tak przykro! Michie na prawdę!
-Nie mów do mnie Michie!- krzyknęłam obracając się.
-Proszę cię daj mi wytłumaczyć!
-Christine- wyszeptałam do małej- on cię zawiezie do domu i tam na mnie czekaj, dobrze?
-Dobrze- odpowiedziała.
-Tylko trzymaj się mocno. Blue Jeans zabierz ją do domu- zwróciłam się do konia i klepnęłam go w zad i ruszył.
-Co do cholery mam ci dać wytłumaczyć?- zwróciłam się do Charlotte.
-Ja myślałam, że ona jest taka jak Blue Jeans, że zostanie jeśli jej powiesz.
-Skończ pierdolić, bo gadałam ci nie raz, nie dwa, że to mój najbardziej płochliwy koń!
-Przepraszam Michie!- nagle odezwał się Nathan.
-Nie odzywaj się do mnie!
-Dlatego chciałam, żebyś do niego przyjechała, bo miał ci coś do powiedzenia.
-Tylko, że ja mam głęboko w dupie, to co on chce powiedzieć!- poczułam żal. Pobiłam Charlotte, a ona jeszcze chodziła za mną, przepraszała, a ja ją tak traktowałam.
-Michelle- usłyszałam, ale nie z ust Nathan' a, albo Matt' a. Tylko z ust Charlotte- na prawdę, nie chciałam żeby jej się coś stało. Kocham Tequilę, wiesz o tym.
-Tak wiem- zatrzymałam się i spojrzałam na nią. Krew gościła, na prawie całej jej twarzy. Wyciągnęłam chusteczkę i podeszłam do niej. Spróbowałam wyczyścić szkarłatny płyn chociażby z jej nosa i oczu. Płakała. Nie wiedziałam jedynie, czy dlatego, że tak ją boli, czy ze strachu, czy za Tequilą, postanowiłam więc spytać:
-Dlaczego płaczesz?
-Nie wiesz?- zapytała przyglądając mi się znad opuchniętej twarzy.
-Boli?
-Boli, ale nie dlatego płaczę- powiedziała łagodnie.
-Ze strachu?
-Boję się, ale nie ciebie i nie dlatego płaczę- odpowiedziała znów tym samym łagodnym tonem co wcześniej.
-Za Tequilą?
-Płaczę za nią w duchu.
-Więc dlaczego płaczesz?-zapytałam nie znając już żadnej innej opcji.
-Bo narobiłam ci takiego kwasu, a ty mi teraz pomagasz- zauważyła łzę w moim oku.
Chwyciłam ją w talii obiema rękami i zarzuciłam na plecy ledwo wytrzymując jej ciężar. W drodze do domu nie odezwałam się 'ni słowem. Pod domem czekała na nas Christine na Blue Jeans' ie. Otworzyłam drzwi, rozłożyłam koc na kanapie i położyliśmy na niej Charlotte. Christine ściągnięta wcześniej z wierzchowca siedziała obok dziewczyny. Odprowadziłam Blue Jeans' a do boksu i nalałam wody. Wyszłam zamknąwszy drzwi i weszłam do domu.
-Charlotte, potrzebujesz czegoś?podeszłam do kanapy schylając się nieco.
-Jestem głodna- powiedziała śmiejąc się.
-Jak zwykle wyżresz mi całą lodówkę, ale za to co ci zrobiłam należy ci się.
Nathan wciąż patrzył na mnie z fotela.
-Weź rusz się do apteczki po wodę utlenioną i jakiś bandaż czy coś, a nie siedzisz jak zaproszony- popatrzyłam na niego gniewnie.
-Nie wiem gdzie masz apteczkę. Pokaż mi.
-Więc chodź.
Zaprowadziłam go do pomieszczenia za kuchnią. Niespodziewanie zamknął drzwi od środka na klucz.
-Oddawaj klucz !
Krótki, chociaż pisałam go trzy dni : /
No ME GUSTA : (
Caroline
-Chciałam pogadać.
-Nie potrafiłaś zapukać do drzwi ?
-Nie otworzyłabyś.
-W sumie racja. Właź, tylko nie spadnij.
-Dzięki- odpowiedziała przekładając nogę i stawiając ją na podłodze.
-O czym chciałaś pogadać?- zapytałam zakładając ręce na klatkę piersiową.
-No wiesz.
-Nie, tak właściwie to nie wiem.
-No o Nathanie.
-Matt cię tu przysłał?
-Nie, sama przyszłam. Teraz jest u Nathana- odpowiedziała łagodnie. Zrobiłam gest ręką zapraszający ją do posadzenia się na dywanie.
-No więc co tu robisz?- zapytałam siadając na przeciwko niej.
-Chciałam cię przeprosić, za to, że cię oskarżyłam, że zrobiłaś to celowo. W sumie gdybyś chciała, żeby mu się coś stało skakałabyś nad nim.
-Myślałam, że znasz mnie trochę lepiej.
-Bo znam. Tylko.. wiedziałam, ze kiedy dowiesz się, że Nathan jest dla ciebie miły tylko ze względu na mnie i Matt' a to wpadniesz w furię.
-Tak. Był miły do mnie ze względu na was, ale w szpitalu mi powiedział, że mnie lubi.
-Serio?!- niedowierzającym wzrokiem wpatrzona była w moje usta.
-Serio- oblałam się czerwonym rumieńcem i zaczęłam śmiać.
-O co ci chodzi wariatko?- zapytała widząc, że jest między nami w porządku. Rzuciłam się na nią i turlałyśmy się po podłodze śmiejąc najgłośniej jak potrafiłyśmy.
-Co ty wyprawiasz?
-Nic, śmieję się!- krzyknęłam zanosząc się od śmiechu.
-Spokój! Czy to co ja myślę to prawda?- podejrzliwie spojrzała na mnie znad rozczochranych włosów.
-Ale co myślisz?- znów zaśmiałam się.
-Spałaś z nim?!- popatrzyła na mnie zaskoczona.
-No tak, w szpitalu- odpowiedziałam i popatrzyłam na nią znacząco.
-Idiotko! Na prawdę? Pieprzyłaś się z nim?
-No raczej...- znów obie zaczęłyśmy się śmiać.
-I jak?
-Co jak?
-No jak było?!
-Niech pomyślę... w łóżku to on jest zajebisty- znów wyszczerzyłam się.
-Idź się lecz!- krzyknęła.
-Z chęcią. Położę się na jego sali.
-A tak w ogóle opowiadaj. Jak skończyliście poszliście od razu spać, czy się ubraliście?
-Poszliśmy spać.
-A jak się obudziłaś? Spał, był ubrany czy czekał na ciebie?
-Wiesz.... żadna z opcji.
-Co?!
-No obudziła nas pielęgniarka- zaśmiałam się, ale chyba bardziej ze wstydu niż z komiki sytuacji- i obok niej Raynolds.
-O Boże! Fuuuj..!
-Tak. Ale mamie nic nie powie.
-Całe szczęście.
-No tak. A najgorsze w tym, że rzuciłam mu się na szyję i byłam naga.
-Jaka ty jesteś głupia- zaśmiała się obejmując mnie.
-Tak, ale ty też!
-Idziemy się przejechać?- zapytała.
-Nie mogę- odpowiedziałam kręcąc głową- rodzice kazali mi zostać z Christine.
-Po co? Przecież dzisiaj nie mają planu zdjęciowego?
-Chcą gdzieś na weekend wyjechać, razem z twoją mamą.
-I masz zostać z Christine cały weekend?!
-Nie, zabierają ją ze sobą. Dopiero za trzy tygodnie jadą na ten weekend więc można coś zaplanować u mnie- uśmiechnęłam się znacząco.
-To jest genialne! Mama mi nic nie mówiła, że też jedzie- powiedziała trochę z zawodem.
-No bo to miała być niespodzianka, chciała cię wziąć ze sobą, ale moja mama jej wytłumaczyła, że wolałabyś zostać ze mną.
-Mówiłam ci już jak bardzo kocham twoją mamę?- zaśmiała się.
-Tak jakieś sto razy.
-A to może przejedziemy się z Christine do Nathana?
-Zapytam mamy- otworzyłam drzwi z pokoju i zbiegłam na dół.
-Pogodziłyście się?- zapytała.
-Tak. O! dzień dobry pani Pocket.
-Cześć Michie.
-Mamo, mogę zabrać Christine razem z Charlie do Nathana?
-Jakiego Nathana?- zapytała śmiejąc się.
-Mamo! Tego, którego rąbnęłam drzwiami.
-Nie denerwuj się tak. Możecie. Weź Blue Jeans' a. Dawno na nim nie jeździłaś, a Charlie może pojechać na Tequili.
-Chciałam jechać na Smoke' u.
-Wiem, że to jest twój koń, ale Blue Jeans też.
-Wiem mamo, wiem. A Tequila to przecież jest koń Christine.
-Tak, ale jeszcze sama nie może jeździć. Ma dopiero 4 lata, jakbyś nie zauważyła.
-Dobra to ja biorę klucze jakby coś- powiedziałam odwracając się. -A kiedy tata wraca?-zapytałam
-Za chwilę będzie.
-No to mu przekaż wszystko. Dobra?
-Tak, przekażę. Idźcie się zbierajcie póki jestem jeszcze i mogę Christine przypilnować.
-Dzięki mamo!-zawołałam. Wbiegłam na pierwsze trzy stopnie i wołałam Charlotte, aby zeszła na dół.
-Możemy?- zapytała.
-Tak, chodź.
-A mogę jechać na Tequili?
-Właściwie, to musisz.
-To fajnie. Chodź już.
Wyczyściłyśmy oboje koni. Cieszyłam się, że jadę na Blue Jeansie. Nie bał się ruchu ulicy, więc byłam pewna, że się nie spłoszy.
Christine siedziała razem z tatą na dworze i przyglądała się temu co robimy.
-Dziewczyny, my już jedziemy.
-Dobrze tato. O której wrócicie?
-Nie wiem czy wrócimy na noc. Napiszę wam, czy wrócimy, czy pójdziemy na imprezę do hotelu.
-Spoko. To o której będziesz wiedział?- zapytałam kryjąc szczęście.
-Jeśli do 19 nie napiszę nic to znaczy, że wrócimy , a jeśli nie to zostaniemy w hotelu- opowiedział uśmiechając się.
-A do której możemy zostać na dworze?- zapytałam szczerząc się.
-Póki Christine nie będzie zmęczona- odpowiedział stawiając Christine na nogi i odchodząc do domu. Chwilę później wyszedł z domu razem z obiema matkami. Charlotte usiadła w siodle. Podałam jej Christine, potem wsiadłam ja i odzyskałam siostrę we własne siodło.
-To gdzie jedziemy?- zapytała Charlie, gdy przejeżdżałyśmy między bramą.
-Do szpitala.
-No to w drogę- powiedziała i popędziła konia.
-Zaczekaj, ja tu mam małą.
-Ach.. no tak wybacz- zaśmiała się i zwolniła.
Zamyśliłam się nieco, a w tym czasie Charlie rozmawiała z Christine.
-Michie- zaczęła- Michie.. Michelle!
-Co?- ocknęłam się z głębokiej zadumy. -Mówię do ciebie.
-Przepraszam, zamyśliłam się. Co mówiłaś?
-Pytałam, czy w końcu ty jesteś z Nathan' em czy nie- zaskoczyła mnie tym pytanie. Tak właściwie ja sama nie znałam na nie prawdziwej odpowiedzi.
-No tak, chyba tak.
-No nareszcie jakiś fajny chłopak !- wykrzyknęła.
-Ej ! Miałam dużo fajnych chłopaków !
-Tak jasne. Na przykład?
-Jake, Daniel, twój brat Johnny..
-Fuuu.
-Sama jesteś Fuuuuu- pokazałam jej język i znów zaczęłyśmy się śmiać.
-No, jesteśmy nareszcie- powiedziała ściągając wodze.
-Chodź !
Przywiązałyśmy konie i pobiegłyśmy do sali Nathan' a. Kiedy tam wpadłyśmy nikogo nie było. Nie było jego rzeczy. Totalnie pusta sala. Poszłyśmy do salowej, ta jednak powiadomiła nas, że Nathan' a wypisali przed południem.
-No to pewnie są u Matt' a, albo u Nathan' a w domu- powiedziała Charlotte, próbując mnie pocieszyć.
-Chyba jednak nie jesteśmy razem- powiedziałam smutno, wzięłam Christine za rękę i ruszyłam w stronę schodów.
-Michie ! nie wygłupiaj się. Faceci tak robią.
-Obie dobrze wiemy, że tak nie jest.
-Przestań ! Wiesz, że oni zawsze tacy byli !
-Charlotte!- zatrzymałam się gwałtownie- Weź się ogarnij! Mnie nie obchodzi gdzie jest, co robi! w dupie to mam.
-Michie!
-Co?
-Jedziemy do nich- powiedziała stanowczym tonem.
-Nigdzie nie jadę- poczułam uderzające gorąco w oczach. Próbowałam się nie rozpłakać.
-Michie proszę. Muszę pogadać z Matt' em.
-Dobra niech ci będzie, ale ja tam nie wchodzę.
-Niech będzie- powiedziała wsiadając na Tequilę.
Posadziłam Christine w siodle Charlotte, a sama wskoczyłam na grzbiet Blue Jeans' a.
-Chcesz to ja pojadę z Christine?
-Dzięki- powiedziałam przechodząc w kłus.
Przeszłam w galop. Jechałam w ciszy, a za sobą wciąż słyszałam rozmowę dziewczyn. Zatrzymałam się przed domem Matt' a i czekałam, aż Charlie razem z Christine mnie dogonią. W końcu zatrzymały się obok mnie.
-Michie, może chodź co? Popilnujesz Christine, a ja z nim pogadam.
-Z resztą, nie mam nic do stracenia- zeszłam z Blue Jeans' a i przywiązałam go do bramy. Wzięłam Christine do siebie, a Charlotte zrobiła to samo co ja wcześniej. Zadzwoniła do drzwi. Wychyliła się przez drzwi matka Matt' a.
-Dzień dobry Charlotte- powiedziała pogodnie kobieta.
-Dzień dobry. Czy jest może Matthew?- zapytała Charlie
-Wyszedł rano do Nathan' a, a teraz siedzą u niego w domu. Jeżeli chcesz to mogę mu coś przekazać.
-Nie, nie trzeba. Dziękuję.
-Może napijecie się czegoś?
-Nie dziękujemy- powiedziałam.
-Musimy już jechać- dokończyła za mnie Charlie.
-Więc do widzenia dziewczyny- kobieta uśmiechnęła się i nas pożegnała. Wyszłyśmy, a kiedy wszystkie trzy siedziałyśmy w siodłach zaczęłam:
-Charlie, ja wracam do domu.
-Co?- była tak zdziwiona, że aż podjechała bliżej mnie.
-Nie dam rady popatrzeć mu w oczy.
-Co?- powtórzyła- ale dlaczego?
-Dlaczego? Dlaczego?- poczułam jak łzy ogrzewają mi twarz.- Wiesz jak ja się teraz czuję? On mnie wykorzystał!
-Michie, uspokój się!
-Nie kurwa! Nie uspokoję się!
-Michelle!- krzyknęła Charlie przytulając do siebie Christine.
-Oddaj mi CiCi!
-Nie. Pojedziesz za mną, albo nie dam ci jej.
-Chcesz ją porwać?!
-Dziewczyno, o co ci chodzi?!
-Oddawaj mi ją do cholery!
Charlotte ruszyła. Miałam wielkie szczęście, że jeździłąm zawodowo, bo nie odstępowałam jej na krok.
-Weź się uspokój!- krzyczała próbując przyspieszyć.
-Jeśli Christine się coś stanie, zabiję cię!- przyspieszyłam i zagrodziłam jej z Blue Jeans' em drogę. Wyminęła mnie ledwo nie wypuszczając z rąk CiCi i pojechała dalej jeszcze szybciej. Zatrzymała się przed bramą domu Nathan' a, zeskoczyła z Tequili i szybko przeszła na stronę ogrodu. Rozpędziłam się i przeskoczyłam płot. Charlotte krzyknęła. Wtedy zauważyłam jak Tequila ucieka.
-Ty szmato!- krzyknęłam. Z podręcznej torby wyciągnęłam linę i wyjechałam na drogę. Nigdy nie widziałam tego konia tak spłoszonego i szybkiego. Przyspieszałam jak mogłam, ale to ni nie dawało. Zauważyłam w oddali samochód osobowy. Tequila wciąż obracała łeb i przyspieszała. Miałam tylko kilka sekund na złapanie jej. Nie zdążyłam. Samochód uderzył w Tequilę, a ta przeleciała po dachu. "Tequila"- krzyknęłam. Kierowca nawet się nie zatrzymał. Zeskoczyłam z Blue Jeans' a. Ufałam mu najbardziej ze wszystkich koni z naszej stajni.
-Zostań Blue Jeans! Zostań.- Podbiegłam do Tequili. Żyła, choć była poturbowana. Nogi wyglądały na złamane. Cała krwawiła. Płakałam, nie miałam pojęcia co należało zrobić. Chciałam jej pomóc wstać. Blue Jeans podszedł wolno do córki i przyglądał się całej sytuacji. Nawoływał córkę. Wstałam. Jej tylne nogi wyglądały na całe. Postanowiłam wykorzystać Blue Jeans' a do pomocy. Chwyciłam wodzę i wycofałam go. Po wielkim wysiłku Tequila wstała. Stanęła na tylnych nogach, a ja naprowadziłam ją na grzbiet Blue Jeans' a. Nie potrafiłam powstrzymać łez. Krzyczałam. W końcu udało się ułożyć ją tak, aby nie musiała naciskać na przednie nogi. Powoli przesuwaliśmy się, raz po raz wybuchałam płaczem. Zdałam sobie sprawę, że znienawidziłam Charlotte. Zatrzymałam Blue Jeans' a, musiał odpocząć. Zadzwoniłam w tym czasie do weterynarza. Powiedział, że mam spróbować dojść jak najdalej, a kiedy będzie już w drodze zadzwoni do mnie i dowie gdzie dokładnie jestem. Zatrzymałam się akurat pod domem Nathan' a kiedy usłyszałam telefon. Pan Miles zatrzymał się przede mną. Wciąż płakałam. Załadowaliśmy ją. Lekarz polecił mi, abym wzięła Blue Jeans' a i pojechała do domu.
Postanowiłam zabrać Christine z rąk Charlotte i pozostawić sprawę jasno. Przed domem nikogo nie było, musiały więc wejść do środka. Przejrzałam się w ekranie telefonu. Tusz był rozmazany, twarz wyglądała jak osoby, która właśnie wyszła z kąpieli błotnej. Miałam to w nosie. Zadzwoniłam do drzwi, ale nagle zaczęło się we mnie gotować. Stałam z Blue Jeans' em który wciąż nawoływał córkę, cała brudna, spłakana, wściekła. Miałam ochotę zabić Charlotte. Po chwili usłyszałam kroki. Drzwi otworzył mi Nathan.
-Cześć- powiedział, a zobaczywszy mnie ledwo stłumił śmiech, chrząkając.
-Jest Christine?- zapytałam obojętnie nie patrząc na niego.
-Tak, są na górze- znów ledwo powstrzymał wybuch śmiechu.
-To dobrze- bąknęłam i weszłam do środka nie czekając na zaproszenie. Dobrze, że nie byłam wampirem. Weszłam na górę po schodach, gdzie był dosłyszalny śmiech siostry. Gdy weszłam do pokoju coś we mnie pękło. Chris bawiła się z Charlotte. Kolejne łzy puściły się wzdłuż moich policzków. Wskoczyłam do pokoju.
-Christine chodź tu natychmiast- powiedziałam tonem przepełnionym gniewem i nienawiścią, którą próbowałam stłumić. -Co się stało?- zapytała Christine podchodząc do mnie.
-Powiem ci w jak będziemy wracać- rzuciłam ostro.
-Ale ja chcę zostać z Charlotte i Matt' em i Nathan' em.
-Gówno mnie to obchodzi! W tej chwili złaź na dół po schodach i nie wolno ci się od teraz do nikogo odzywać póki ci nie pozwolę- krzyknęłam, a kiedy dziewczynka się rozpłakała i wyszła z pokoju, zrozumiałam, że to nie ona zawiniła.
-Po co tak się drzesz po tym dziecku?- powiedziała ze złością Charlotte, wstając i podchodząc do drzwi.
-Nigdzie nie pójdziesz- powiedziałam.
-Co?
-To co słyszałaś- mówiłam głosem ciszonym z którego kipiała nienawiść.
-O co ci chodzi?!
-O co mi chodzi?!- rzuciłam się na nią i uderzyłam jej głową o ziemię, a ta ze strachem popatrzyła na mnie- przez ciebie o mało nie zginęła Tequila- uderzyłam jej pięścią w twarz- uderzyło w nią auto- znów zadałam jej cios- jest cała zakrwawiona, jeżeli ona tego nie przeżyje- tym razem uderzyłam ją w brzuch i w klatkę piersiową- to ty z tego też cała nie wyjdziesz.
Próbowała zasłonić rękami, ale nic jej to nie dawało. Matt wyrwany z szoku próbował mnie od niej odciągnąć- na próżno. Wołał Nathan' a, który przybiegł i razem z Matt' em mnie odciągnął od zakrwawionej Charlotte.
-Trzymaj ją- ryknął Matthew.
-Mam ją!
-Puść mnie!- krzyknęłam uderzając łokciem w śledzionę.
-Michie, Michie uspokój się- wyszeptał mi do ucha.
-Nie mów do mnie Michie! Nie masz prawa tak do mnie mówić! -Ale..- zwolnił uścisk i mogłam się wydostać, podeszłam do Charlotte i przyglądałam jak krwawi. Czułam zadowolenie. Zebrałam się i zeszłam na dół. Wciąż płakałam. Christine widocznie już się na mnie nie gniewała, bo chwyciła mnie za rękę i poprosiła, abym pomogła jej wejść na Blue Jeans' a. Nie miałam ochoty dosiąść go, więc prowadziłam go za wodzę, z Christine na grzbiecie i co chwilę traciłam łzę.
-Michelle!, Michelle - usłyszałam za sobą znajomy głos. -Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać ty niedoszły morderco.
Podeszli do mnie. Charlotte była podtrzymywana przez Nathan' a spoglądającego na mnie ze strachem i Matt' a patrzącego z obłędem w oczach. -Jest mi tak przykro! Michie na prawdę!
-Nie mów do mnie Michie!- krzyknęłam obracając się.
-Proszę cię daj mi wytłumaczyć!
-Christine- wyszeptałam do małej- on cię zawiezie do domu i tam na mnie czekaj, dobrze?
-Dobrze- odpowiedziała.
-Tylko trzymaj się mocno. Blue Jeans zabierz ją do domu- zwróciłam się do konia i klepnęłam go w zad i ruszył.
-Co do cholery mam ci dać wytłumaczyć?- zwróciłam się do Charlotte.
-Ja myślałam, że ona jest taka jak Blue Jeans, że zostanie jeśli jej powiesz.
-Skończ pierdolić, bo gadałam ci nie raz, nie dwa, że to mój najbardziej płochliwy koń!
-Przepraszam Michie!- nagle odezwał się Nathan.
-Nie odzywaj się do mnie!
-Dlatego chciałam, żebyś do niego przyjechała, bo miał ci coś do powiedzenia.
-Tylko, że ja mam głęboko w dupie, to co on chce powiedzieć!- poczułam żal. Pobiłam Charlotte, a ona jeszcze chodziła za mną, przepraszała, a ja ją tak traktowałam.
-Michelle- usłyszałam, ale nie z ust Nathan' a, albo Matt' a. Tylko z ust Charlotte- na prawdę, nie chciałam żeby jej się coś stało. Kocham Tequilę, wiesz o tym.
-Tak wiem- zatrzymałam się i spojrzałam na nią. Krew gościła, na prawie całej jej twarzy. Wyciągnęłam chusteczkę i podeszłam do niej. Spróbowałam wyczyścić szkarłatny płyn chociażby z jej nosa i oczu. Płakała. Nie wiedziałam jedynie, czy dlatego, że tak ją boli, czy ze strachu, czy za Tequilą, postanowiłam więc spytać:
-Dlaczego płaczesz?
-Nie wiesz?- zapytała przyglądając mi się znad opuchniętej twarzy.
-Boli?
-Boli, ale nie dlatego płaczę- powiedziała łagodnie.
-Ze strachu?
-Boję się, ale nie ciebie i nie dlatego płaczę- odpowiedziała znów tym samym łagodnym tonem co wcześniej.
-Za Tequilą?
-Płaczę za nią w duchu.
-Więc dlaczego płaczesz?-zapytałam nie znając już żadnej innej opcji.
-Bo narobiłam ci takiego kwasu, a ty mi teraz pomagasz- zauważyła łzę w moim oku.
Chwyciłam ją w talii obiema rękami i zarzuciłam na plecy ledwo wytrzymując jej ciężar. W drodze do domu nie odezwałam się 'ni słowem. Pod domem czekała na nas Christine na Blue Jeans' ie. Otworzyłam drzwi, rozłożyłam koc na kanapie i położyliśmy na niej Charlotte. Christine ściągnięta wcześniej z wierzchowca siedziała obok dziewczyny. Odprowadziłam Blue Jeans' a do boksu i nalałam wody. Wyszłam zamknąwszy drzwi i weszłam do domu.
-Charlotte, potrzebujesz czegoś?podeszłam do kanapy schylając się nieco.
-Jestem głodna- powiedziała śmiejąc się.
-Jak zwykle wyżresz mi całą lodówkę, ale za to co ci zrobiłam należy ci się.
Nathan wciąż patrzył na mnie z fotela.
-Weź rusz się do apteczki po wodę utlenioną i jakiś bandaż czy coś, a nie siedzisz jak zaproszony- popatrzyłam na niego gniewnie.
-Nie wiem gdzie masz apteczkę. Pokaż mi.
-Więc chodź.
Zaprowadziłam go do pomieszczenia za kuchnią. Niespodziewanie zamknął drzwi od środka na klucz.
-Oddawaj klucz !
Krótki, chociaż pisałam go trzy dni : /
No ME GUSTA : (
Caroline
Subskrybuj:
Posty (Atom)