-Czego chcesz?-otworzyłam okno spoglądając na Charlotte
-Chciałam pogadać.
-Nie potrafiłaś zapukać do drzwi ?
-Nie otworzyłabyś.
-W sumie racja. Właź, tylko nie spadnij.
-Dzięki- odpowiedziała przekładając nogę i stawiając ją na podłodze.
-O czym chciałaś pogadać?- zapytałam zakładając ręce na klatkę piersiową.
-No wiesz.
-Nie, tak właściwie to nie wiem.
-No o Nathanie.
-Matt cię tu przysłał?
-Nie, sama przyszłam. Teraz jest u Nathana- odpowiedziała łagodnie. Zrobiłam gest ręką zapraszający ją do posadzenia się na dywanie.
-No więc co tu robisz?- zapytałam siadając na przeciwko niej.
-Chciałam cię przeprosić, za to, że cię oskarżyłam, że zrobiłaś to celowo. W sumie gdybyś chciała, żeby mu się coś stało skakałabyś nad nim.
-Myślałam, że znasz mnie trochę lepiej.
-Bo znam. Tylko.. wiedziałam, ze kiedy dowiesz się, że Nathan jest dla ciebie miły tylko ze względu na mnie i Matt' a to wpadniesz w furię.
-Tak. Był miły do mnie ze względu na was, ale w szpitalu mi powiedział, że mnie lubi.
-Serio?!- niedowierzającym wzrokiem wpatrzona była w moje usta.
-Serio- oblałam się czerwonym rumieńcem i zaczęłam śmiać.
-O co ci chodzi wariatko?- zapytała widząc, że jest między nami w porządku. Rzuciłam się na nią i turlałyśmy się po podłodze śmiejąc najgłośniej jak potrafiłyśmy.
-Co ty wyprawiasz?
-Nic, śmieję się!- krzyknęłam zanosząc się od śmiechu.
-Spokój! Czy to co ja myślę to prawda?- podejrzliwie spojrzała na mnie znad rozczochranych włosów.
-Ale co myślisz?- znów zaśmiałam się.
-Spałaś z nim?!- popatrzyła na mnie zaskoczona.
-No tak, w szpitalu- odpowiedziałam i popatrzyłam na nią znacząco.
-Idiotko! Na prawdę? Pieprzyłaś się z nim?
-No raczej...- znów obie zaczęłyśmy się śmiać.
-I jak?
-Co jak?
-No jak było?!
-Niech pomyślę... w łóżku to on jest zajebisty- znów wyszczerzyłam się.
-Idź się lecz!- krzyknęła.
-Z chęcią. Położę się na jego sali.
-A tak w ogóle opowiadaj. Jak skończyliście poszliście od razu spać, czy się ubraliście?
-Poszliśmy spać.
-A jak się obudziłaś? Spał, był ubrany czy czekał na ciebie?
-Wiesz.... żadna z opcji.
-Co?!
-No obudziła nas pielęgniarka- zaśmiałam się, ale chyba bardziej ze wstydu niż z komiki sytuacji- i obok niej Raynolds.
-O Boże! Fuuuj..!
-Tak. Ale mamie nic nie powie.
-Całe szczęście.
-No tak. A najgorsze w tym, że rzuciłam mu się na szyję i byłam naga.
-Jaka ty jesteś głupia- zaśmiała się obejmując mnie.
-Tak, ale ty też!
-Idziemy się przejechać?- zapytała.
-Nie mogę- odpowiedziałam kręcąc głową- rodzice kazali mi zostać z Christine.
-Po co? Przecież dzisiaj nie mają planu zdjęciowego?
-Chcą gdzieś na weekend wyjechać, razem z twoją mamą.
-I masz zostać z Christine cały weekend?!
-Nie, zabierają ją ze sobą. Dopiero za trzy tygodnie jadą na ten weekend więc można coś zaplanować u mnie- uśmiechnęłam się znacząco.
-To jest genialne! Mama mi nic nie mówiła, że też jedzie- powiedziała trochę z zawodem.
-No bo to miała być niespodzianka, chciała cię wziąć ze sobą, ale moja mama jej wytłumaczyła, że wolałabyś zostać ze mną.
-Mówiłam ci już jak bardzo kocham twoją mamę?- zaśmiała się.
-Tak jakieś sto razy.
-A to może przejedziemy się z Christine do Nathana?
-Zapytam mamy- otworzyłam drzwi z pokoju i zbiegłam na dół.
-Pogodziłyście się?- zapytała.
-Tak. O! dzień dobry pani Pocket.
-Cześć Michie.
-Mamo, mogę zabrać Christine razem z Charlie do Nathana?
-Jakiego Nathana?- zapytała śmiejąc się.
-Mamo! Tego, którego rąbnęłam drzwiami.
-Nie denerwuj się tak. Możecie. Weź Blue Jeans' a. Dawno na nim nie jeździłaś, a Charlie może pojechać na Tequili.
-Chciałam jechać na Smoke' u.
-Wiem, że to jest twój koń, ale Blue Jeans też.
-Wiem mamo, wiem. A Tequila to przecież jest koń Christine.
-Tak, ale jeszcze sama nie może jeździć. Ma dopiero 4 lata, jakbyś nie zauważyła.
-Dobra to ja biorę klucze jakby coś- powiedziałam odwracając się. -A kiedy tata wraca?-zapytałam
-Za chwilę będzie.
-No to mu przekaż wszystko. Dobra?
-Tak, przekażę. Idźcie się zbierajcie póki jestem jeszcze i mogę Christine przypilnować.
-Dzięki mamo!-zawołałam. Wbiegłam na pierwsze trzy stopnie i wołałam Charlotte, aby zeszła na dół.
-Możemy?- zapytała.
-Tak, chodź.
-A mogę jechać na Tequili?
-Właściwie, to musisz.
-To fajnie. Chodź już.
Wyczyściłyśmy oboje koni. Cieszyłam się, że jadę na Blue Jeansie. Nie bał się ruchu ulicy, więc byłam pewna, że się nie spłoszy.
Christine siedziała razem z tatą na dworze i przyglądała się temu co robimy.
-Dziewczyny, my już jedziemy.
-Dobrze tato. O której wrócicie?
-Nie wiem czy wrócimy na noc. Napiszę wam, czy wrócimy, czy pójdziemy na imprezę do hotelu.
-Spoko. To o której będziesz wiedział?- zapytałam kryjąc szczęście.
-Jeśli do 19 nie napiszę nic to znaczy, że wrócimy , a jeśli nie to zostaniemy w hotelu- opowiedział uśmiechając się.
-A do której możemy zostać na dworze?- zapytałam szczerząc się.
-Póki Christine nie będzie zmęczona- odpowiedział stawiając Christine na nogi i odchodząc do domu. Chwilę później wyszedł z domu razem z obiema matkami. Charlotte usiadła w siodle. Podałam jej Christine, potem wsiadłam ja i odzyskałam siostrę we własne siodło.
-To gdzie jedziemy?- zapytała Charlie, gdy przejeżdżałyśmy między bramą.
-Do szpitala.
-No to w drogę- powiedziała i popędziła konia.
-Zaczekaj, ja tu mam małą.
-Ach.. no tak wybacz- zaśmiała się i zwolniła.
Zamyśliłam się nieco, a w tym czasie Charlie rozmawiała z Christine.
-Michie- zaczęła- Michie.. Michelle!
-Co?- ocknęłam się z głębokiej zadumy.
-Mówię do ciebie.
-Przepraszam, zamyśliłam się. Co mówiłaś?
-Pytałam, czy w końcu ty jesteś z Nathan' em czy nie- zaskoczyła mnie tym pytanie. Tak właściwie ja sama nie znałam na nie prawdziwej odpowiedzi.
-No tak, chyba tak.
-No nareszcie jakiś fajny chłopak
!- wykrzyknęła.
-Ej
! Miałam dużo fajnych chłopaków
!
-Tak jasne. Na przykład?
-Jake, Daniel, twój brat Johnny..
-Fuuu.
-Sama jesteś Fuuuuu- pokazałam jej język i znów zaczęłyśmy się śmiać.
-No, jesteśmy nareszcie- powiedziała ściągając wodze.
-Chodź
!
Przywiązałyśmy konie i pobiegłyśmy do sali Nathan' a. Kiedy tam wpadłyśmy nikogo nie było. Nie było jego rzeczy. Totalnie pusta sala. Poszłyśmy do salowej, ta jednak powiadomiła nas, że Nathan' a wypisali przed południem.
-No to pewnie są u Matt' a, albo u Nathan' a w domu- powiedziała Charlotte, próbując mnie pocieszyć.
-Chyba jednak nie jesteśmy razem- powiedziałam smutno, wzięłam Christine za rękę i ruszyłam w stronę schodów.
-Michie
! nie wygłupiaj się. Faceci tak robią.
-Obie dobrze wiemy, że tak nie jest.
-Przestań
! Wiesz, że oni zawsze tacy byli
!
-Charlotte!- zatrzymałam się gwałtownie- Weź się ogarnij! Mnie nie obchodzi gdzie jest, co robi! w dupie to mam.
-Michie!
-Co?
-Jedziemy do nich- powiedziała stanowczym tonem.
-Nigdzie nie jadę- poczułam uderzające gorąco w oczach. Próbowałam się nie rozpłakać.
-Michie proszę. Muszę pogadać z Matt' em.
-Dobra niech ci będzie, ale ja tam nie wchodzę.
-Niech będzie- powiedziała wsiadając na Tequilę.
Posadziłam Christine w siodle Charlotte, a sama wskoczyłam na grzbiet Blue Jeans' a.
-Chcesz to ja pojadę z Christine?
-Dzięki- powiedziałam przechodząc w kłus.
Przeszłam w galop. Jechałam w ciszy, a za sobą wciąż słyszałam rozmowę dziewczyn. Zatrzymałam się przed domem Matt' a i czekałam, aż Charlie razem z Christine mnie dogonią. W końcu zatrzymały się obok mnie.
-Michie, może chodź co? Popilnujesz Christine, a ja z nim pogadam.
-Z resztą, nie mam nic do stracenia- zeszłam z Blue Jeans' a i przywiązałam go do bramy. Wzięłam Christine do siebie, a Charlotte zrobiła to samo co ja wcześniej. Zadzwoniła do drzwi. Wychyliła się przez drzwi matka Matt' a.
-Dzień dobry Charlotte- powiedziała pogodnie kobieta.
-Dzień dobry. Czy jest może Matthew?- zapytała Charlie
-Wyszedł rano do Nathan' a, a teraz siedzą u niego w domu. Jeżeli chcesz to mogę mu coś przekazać.
-Nie, nie trzeba. Dziękuję.
-Może napijecie się czegoś?
-Nie dziękujemy- powiedziałam.
-Musimy już jechać- dokończyła za mnie Charlie.
-Więc do widzenia dziewczyny- kobieta uśmiechnęła się i nas pożegnała. Wyszłyśmy, a kiedy wszystkie trzy siedziałyśmy w siodłach zaczęłam:
-Charlie, ja wracam do domu.
-Co?- była tak zdziwiona, że aż podjechała bliżej mnie.
-Nie dam rady popatrzeć mu w oczy.
-Co?- powtórzyła- ale dlaczego?
-Dlaczego? Dlaczego?- poczułam jak łzy ogrzewają mi twarz.- Wiesz jak ja się teraz czuję? On mnie wykorzystał!
-Michie, uspokój się!
-Nie kurwa! Nie uspokoję się!
-Michelle!- krzyknęła Charlie przytulając do siebie Christine.
-Oddaj mi CiCi!
-Nie. Pojedziesz za mną, albo nie dam ci jej.
-Chcesz ją porwać?!
-Dziewczyno, o co ci chodzi?!
-Oddawaj mi ją do cholery!
Charlotte ruszyła. Miałam wielkie szczęście, że jeździłąm zawodowo, bo nie odstępowałam jej na krok.
-Weź się uspokój!- krzyczała próbując przyspieszyć.
-Jeśli Christine się coś stanie, zabiję cię!- przyspieszyłam i zagrodziłam jej z Blue Jeans' em drogę. Wyminęła mnie ledwo nie wypuszczając z rąk CiCi i pojechała dalej jeszcze szybciej. Zatrzymała się przed bramą domu Nathan' a, zeskoczyła z Tequili i szybko przeszła na stronę ogrodu. Rozpędziłam się i przeskoczyłam płot. Charlotte krzyknęła. Wtedy zauważyłam jak Tequila ucieka.
-Ty szmato!- krzyknęłam. Z podręcznej torby wyciągnęłam linę i wyjechałam na drogę. Nigdy nie widziałam tego konia tak spłoszonego i szybkiego. Przyspieszałam jak mogłam, ale to ni nie dawało. Zauważyłam w oddali samochód osobowy. Tequila wciąż obracała łeb i przyspieszała. Miałam tylko kilka sekund na złapanie jej. Nie zdążyłam. Samochód uderzył w Tequilę, a ta przeleciała po dachu. "Tequila"- krzyknęłam. Kierowca nawet się nie zatrzymał. Zeskoczyłam z Blue Jeans' a. Ufałam mu najbardziej ze wszystkich koni z naszej stajni.
-Zostań Blue Jeans! Zostań.- Podbiegłam do Tequili. Żyła, choć była poturbowana. Nogi wyglądały na złamane. Cała krwawiła. Płakałam, nie miałam pojęcia co należało zrobić. Chciałam jej pomóc wstać. Blue Jeans podszedł wolno do córki i przyglądał się całej sytuacji. Nawoływał córkę. Wstałam. Jej tylne nogi wyglądały na całe. Postanowiłam wykorzystać Blue Jeans' a do pomocy. Chwyciłam wodzę i wycofałam go. Po wielkim wysiłku Tequila wstała. Stanęła na tylnych nogach, a ja naprowadziłam ją na grzbiet Blue Jeans' a. Nie potrafiłam powstrzymać łez. Krzyczałam. W końcu udało się ułożyć ją tak, aby nie musiała naciskać na przednie nogi. Powoli przesuwaliśmy się, raz po raz wybuchałam płaczem. Zdałam sobie sprawę, że znienawidziłam Charlotte. Zatrzymałam Blue Jeans' a, musiał odpocząć. Zadzwoniłam w tym czasie do weterynarza. Powiedział, że mam spróbować dojść jak najdalej, a kiedy będzie już w drodze zadzwoni do mnie i dowie gdzie dokładnie jestem. Zatrzymałam się akurat pod domem Nathan' a kiedy usłyszałam telefon. Pan Miles zatrzymał się przede mną. Wciąż płakałam. Załadowaliśmy ją. Lekarz polecił mi, abym wzięła Blue Jeans' a i pojechała do domu.
Postanowiłam zabrać Christine z rąk Charlotte i pozostawić sprawę jasno. Przed domem nikogo nie było, musiały więc wejść do środka. Przejrzałam się w ekranie telefonu. Tusz był rozmazany, twarz wyglądała jak osoby, która właśnie wyszła z kąpieli błotnej. Miałam to w nosie. Zadzwoniłam do drzwi, ale nagle zaczęło się we mnie gotować. Stałam z Blue Jeans' em który wciąż nawoływał córkę, cała brudna, spłakana, wściekła. Miałam ochotę zabić Charlotte. Po chwili usłyszałam kroki. Drzwi otworzył mi Nathan.
-Cześć- powiedział, a zobaczywszy mnie ledwo stłumił śmiech, chrząkając.
-Jest Christine?- zapytałam obojętnie nie patrząc na niego.
-Tak, są na górze- znów ledwo powstrzymał wybuch śmiechu.
-To dobrze- bąknęłam i weszłam do środka nie czekając na zaproszenie. Dobrze, że nie byłam wampirem. Weszłam na górę po schodach, gdzie był dosłyszalny śmiech siostry. Gdy weszłam do pokoju coś we mnie pękło. Chris bawiła się z Charlotte. Kolejne łzy puściły się wzdłuż moich policzków. Wskoczyłam do pokoju.
-Christine chodź tu natychmiast- powiedziałam tonem przepełnionym gniewem i nienawiścią, którą próbowałam stłumić.
-Co się stało?- zapytała Christine podchodząc do mnie.
-Powiem ci w jak będziemy wracać- rzuciłam ostro.
-Ale ja chcę zostać z Charlotte i Matt' em i Nathan' em.
-Gówno mnie to obchodzi! W tej chwili złaź na dół po schodach i nie wolno ci się od teraz do nikogo odzywać póki ci nie pozwolę- krzyknęłam, a kiedy dziewczynka się rozpłakała i wyszła z pokoju, zrozumiałam, że to nie ona zawiniła.
-Po co tak się drzesz po tym dziecku?- powiedziała ze złością Charlotte, wstając i podchodząc do drzwi.
-Nigdzie nie pójdziesz- powiedziałam.
-Co?
-To co słyszałaś- mówiłam głosem ciszonym z którego kipiała nienawiść.
-O co ci chodzi?!
-O co mi chodzi?!- rzuciłam się na nią i uderzyłam jej głową o ziemię, a ta ze strachem popatrzyła na mnie- przez ciebie o mało nie zginęła Tequila- uderzyłam jej pięścią w twarz- uderzyło w nią auto- znów zadałam jej cios- jest cała zakrwawiona, jeżeli ona tego nie przeżyje- tym razem uderzyłam ją w brzuch i w klatkę piersiową- to ty z tego też cała nie wyjdziesz.
Próbowała zasłonić rękami, ale nic jej to nie dawało. Matt wyrwany z szoku próbował mnie od niej odciągnąć- na próżno. Wołał Nathan' a, który przybiegł i razem z Matt' em mnie odciągnął od zakrwawionej Charlotte.
-Trzymaj ją- ryknął Matthew.
-Mam ją!
-Puść mnie!- krzyknęłam uderzając łokciem w śledzionę.
-Michie, Michie uspokój się- wyszeptał mi do ucha.
-Nie mów do mnie Michie! Nie masz prawa tak do mnie mówić!
-Ale..- zwolnił uścisk i mogłam się wydostać, podeszłam do Charlotte i przyglądałam jak krwawi. Czułam zadowolenie. Zebrałam się i zeszłam na dół. Wciąż płakałam. Christine widocznie już się na mnie nie gniewała, bo chwyciła mnie za rękę i poprosiła, abym pomogła jej wejść na Blue Jeans' a. Nie miałam ochoty dosiąść go, więc prowadziłam go za wodzę, z Christine na grzbiecie i co chwilę traciłam łzę.
-Michelle!, Michelle - usłyszałam za sobą znajomy głos.
-Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać ty niedoszły morderco.
Podeszli do mnie. Charlotte była podtrzymywana przez Nathan' a spoglądającego na mnie ze strachem i Matt' a patrzącego z obłędem w oczach.
-Jest mi tak przykro! Michie na prawdę!
-Nie mów do mnie Michie!- krzyknęłam obracając się.
-Proszę cię daj mi wytłumaczyć!
-Christine- wyszeptałam do małej- on cię zawiezie do domu i tam na mnie czekaj, dobrze?
-Dobrze- odpowiedziała.
-Tylko trzymaj się mocno. Blue Jeans zabierz ją do domu- zwróciłam się do konia i klepnęłam go w zad i ruszył.
-Co do cholery mam ci dać wytłumaczyć?- zwróciłam się do Charlotte.
-Ja myślałam, że ona jest taka jak Blue Jeans, że zostanie jeśli jej powiesz.
-Skończ pierdolić, bo gadałam ci nie raz, nie dwa, że to mój najbardziej płochliwy koń!
-Przepraszam Michie!- nagle odezwał się Nathan.
-Nie odzywaj się do mnie!
-Dlatego chciałam, żebyś do niego przyjechała, bo miał ci coś do powiedzenia.
-Tylko, że ja mam głęboko w dupie, to co on chce powiedzieć!- poczułam żal. Pobiłam Charlotte, a ona jeszcze chodziła za mną, przepraszała, a ja ją tak traktowałam.
-Michelle- usłyszałam, ale nie z ust Nathan' a, albo Matt' a. Tylko z ust Charlotte- na prawdę, nie chciałam żeby jej się coś stało. Kocham Tequilę, wiesz o tym.
-Tak wiem- zatrzymałam się i spojrzałam na nią. Krew gościła, na prawie całej jej twarzy. Wyciągnęłam chusteczkę i podeszłam do niej. Spróbowałam wyczyścić szkarłatny płyn chociażby z jej nosa i oczu. Płakała. Nie wiedziałam jedynie, czy dlatego, że tak ją boli, czy ze strachu, czy za Tequilą, postanowiłam więc spytać:
-Dlaczego płaczesz?
-Nie wiesz?- zapytała przyglądając mi się znad opuchniętej twarzy.
-Boli?
-Boli, ale nie dlatego płaczę- powiedziała łagodnie.
-Ze strachu?
-Boję się, ale nie ciebie i nie dlatego płaczę- odpowiedziała znów tym samym łagodnym tonem co wcześniej.
-Za Tequilą?
-Płaczę za nią w duchu.
-Więc dlaczego płaczesz?-zapytałam nie znając już żadnej innej opcji.
-Bo narobiłam ci takiego kwasu, a ty mi teraz pomagasz- zauważyła łzę w moim oku.
Chwyciłam ją w talii obiema rękami i zarzuciłam na plecy ledwo wytrzymując jej ciężar. W drodze do domu nie odezwałam się 'ni słowem. Pod domem czekała na nas Christine na Blue Jeans' ie. Otworzyłam drzwi, rozłożyłam koc na kanapie i położyliśmy na niej Charlotte. Christine ściągnięta wcześniej z wierzchowca siedziała obok dziewczyny. Odprowadziłam Blue Jeans' a do boksu i nalałam wody. Wyszłam zamknąwszy drzwi i weszłam do domu.
-Charlotte, potrzebujesz czegoś?podeszłam do kanapy schylając się nieco.
-Jestem głodna- powiedziała śmiejąc się.
-Jak zwykle wyżresz mi całą lodówkę, ale za to co ci zrobiłam należy ci się.
Nathan wciąż patrzył na mnie z fotela.
-Weź rusz się do apteczki po wodę utlenioną i jakiś bandaż czy coś, a nie siedzisz jak zaproszony- popatrzyłam na niego gniewnie.
-Nie wiem gdzie masz apteczkę. Pokaż mi.
-Więc chodź.
Zaprowadziłam go do pomieszczenia za kuchnią. Niespodziewanie zamknął drzwi od środka na klucz.
-Oddawaj klucz !
Krótki, chociaż pisałam go trzy dni : /
No ME GUSTA : (
Caroline
piątek, 19 października 2012
niedziela, 7 października 2012
Cień księżyca rozdział 3. "To nie była moje wina"
-Zapomniałaś o naszym zakładzie?-powiedział siadając na łóżko. Miał już odłączone wszystkie 'rurki'.
-Przecież śpię w bieliźnie i z tobą, więc o co ci chodzi?-zapytałam nieco rozdrażniona.
-Tak, tak, ale było gadane, że masz spać w samych majtkach- przypomniałam sobie, że rzeczywiście tak było gadane i zarumieniłam się.
-Ale i tak już mi jest zimno. Zostaw mi chociaż też biustonosz.
-Umowa to umowa.
-No proszę cię.
-Nie ma mowy, chcę swoją zapłatę.
-Niech ci będzie. Pomóż mi rozpiąć go od tyłu- chwyciłam piersi w obie ręce i poczułam rozluźnienie. Zarumieniłam się. Weszłam pod kołdrę i odwróciłam się do niego plecami zakrywając piersi.
Przysunął się do mnie, obejmując od tyłu w pasie. Poczułam na szyi jego oddech. Zębami delikatnie uszczypnął mojego ucha.
Musnął wargami moją szyję, popatrzyłam mu prosto w oczy i związaliśmy się w namiętnym pocałunku. Zjechał ustami niżej całując szyję, później piersi. Językiem drażnił moje sutki. Wygięłam się mimowolnie w łuk, kiedy całował mnie poniżej pępka. Chwycił zębami, koronkowe majtki, które miałam na sobie i ściągnął delikatnie. Usiadłam, po czym uklęknęłam na łóżku, gdy jego głowa znalazła się między moimi udami. Popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, ale ja nie odzywając się 'ni słowem pocałowałam go. Siedział na piętach, a ja na nim okrakiem. Zdjęłam z niego bokserki i chwilę później poczułam, jak synchronicznymi ruchami doprowadza mnie do obłędu. Tak jak, większość czasu to on prowadził, tak ja przejęłam inicjatywę. Mocno poruszałam biodrami, a Nathan pieścił moje piersi. Jęczałam, najciszej jak mogłam. Zanim poddał się całkowitej rozkoszy, poczekał na mnie.
Rano obudziła nas pielęgniarka i stojący obok niej doktor Raynolds.
-Proszę, niech pan nie mówi mojej mamie! Nie wypuści mnie z domu do końca życia!
-Byłem za ciebie odpowiedzialny, a zastałem cię nagą w jego łóżku.
-Wiem, wiem. Proszę, proszę dać mi jeszcze jeden kredyt zaufania. Proszę.
-Robię to, ale ze względu na twoją matkę. Nie chcę, żeby się na tobie zawiodła.
-Dziękuję panu, bardzo panu dziękuję- rzuciłam się na szyję Raynolds' a, po czym zorientowałam się, że jestem naga. Nathan nie wytrzymał i się zaśmiał. Puściłam go i przykryłam się kołdrą obok Nathan' a. Ubrałam się, gdy wszyscy wyszli i zostałam z nim sama.
-Chyba zwariowałam, że się na to zgodziłam- mówiłam mu zakładając jeansy.
-Przepraszam. Nie chcę, żebyś tego żałowała.
-Nie żałuję.
-To dobrze, bo ja też nie.
-Tylko zrozum. Moja mama pozwoliła mi spać dwie noce z rzędu w szpitalu, na tej samej sali, co chłopak, który powiedział jej, że się kumplujemy. Zaufała mi a ja...
-Przespałaś się ze mną.
-Dokładnie. Dzisiaj wracam do domu, nie chcę, żeby Raynolds znów obudził mnie w momencie, kiedy jestem naga z chłopakiem, z którym spędziłam noc.
-Wiem, to było dziwne, ale nago masz jeszcze ładniejszy tyłek.
-No dziękuję.
-Jestem szczery- zbliżył się i mnie pocałował.
-Muszę lecieć. Do jutra.
Wyszłam ze szpitala. Ciocia Paige przyjechała z mężem i moimi dwiema kuzynkami. Gdy weszłam do domu, w salonie sidziała Charlotte. Poszłam na górę do swojego pokoju. Uslyszałam jak ktoś puka w okno.
Trochę krótki. Wiem, ale mało czasu dzisiaj miałam.
Caroline.
-Przecież śpię w bieliźnie i z tobą, więc o co ci chodzi?-zapytałam nieco rozdrażniona.
-Tak, tak, ale było gadane, że masz spać w samych majtkach- przypomniałam sobie, że rzeczywiście tak było gadane i zarumieniłam się.
-Ale i tak już mi jest zimno. Zostaw mi chociaż też biustonosz.
-Umowa to umowa.
-No proszę cię.
-Nie ma mowy, chcę swoją zapłatę.
-Niech ci będzie. Pomóż mi rozpiąć go od tyłu- chwyciłam piersi w obie ręce i poczułam rozluźnienie. Zarumieniłam się. Weszłam pod kołdrę i odwróciłam się do niego plecami zakrywając piersi.
Przysunął się do mnie, obejmując od tyłu w pasie. Poczułam na szyi jego oddech. Zębami delikatnie uszczypnął mojego ucha.
Musnął wargami moją szyję, popatrzyłam mu prosto w oczy i związaliśmy się w namiętnym pocałunku. Zjechał ustami niżej całując szyję, później piersi. Językiem drażnił moje sutki. Wygięłam się mimowolnie w łuk, kiedy całował mnie poniżej pępka. Chwycił zębami, koronkowe majtki, które miałam na sobie i ściągnął delikatnie. Usiadłam, po czym uklęknęłam na łóżku, gdy jego głowa znalazła się między moimi udami. Popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, ale ja nie odzywając się 'ni słowem pocałowałam go. Siedział na piętach, a ja na nim okrakiem. Zdjęłam z niego bokserki i chwilę później poczułam, jak synchronicznymi ruchami doprowadza mnie do obłędu. Tak jak, większość czasu to on prowadził, tak ja przejęłam inicjatywę. Mocno poruszałam biodrami, a Nathan pieścił moje piersi. Jęczałam, najciszej jak mogłam. Zanim poddał się całkowitej rozkoszy, poczekał na mnie.
Rano obudziła nas pielęgniarka i stojący obok niej doktor Raynolds.
-Proszę, niech pan nie mówi mojej mamie! Nie wypuści mnie z domu do końca życia!
-Byłem za ciebie odpowiedzialny, a zastałem cię nagą w jego łóżku.
-Wiem, wiem. Proszę, proszę dać mi jeszcze jeden kredyt zaufania. Proszę.
-Robię to, ale ze względu na twoją matkę. Nie chcę, żeby się na tobie zawiodła.
-Dziękuję panu, bardzo panu dziękuję- rzuciłam się na szyję Raynolds' a, po czym zorientowałam się, że jestem naga. Nathan nie wytrzymał i się zaśmiał. Puściłam go i przykryłam się kołdrą obok Nathan' a. Ubrałam się, gdy wszyscy wyszli i zostałam z nim sama.
-Chyba zwariowałam, że się na to zgodziłam- mówiłam mu zakładając jeansy.
-Przepraszam. Nie chcę, żebyś tego żałowała.
-Nie żałuję.
-To dobrze, bo ja też nie.
-Tylko zrozum. Moja mama pozwoliła mi spać dwie noce z rzędu w szpitalu, na tej samej sali, co chłopak, który powiedział jej, że się kumplujemy. Zaufała mi a ja...
-Przespałaś się ze mną.
-Dokładnie. Dzisiaj wracam do domu, nie chcę, żeby Raynolds znów obudził mnie w momencie, kiedy jestem naga z chłopakiem, z którym spędziłam noc.
-Wiem, to było dziwne, ale nago masz jeszcze ładniejszy tyłek.
-No dziękuję.
-Jestem szczery- zbliżył się i mnie pocałował.
-Muszę lecieć. Do jutra.
Wyszłam ze szpitala. Ciocia Paige przyjechała z mężem i moimi dwiema kuzynkami. Gdy weszłam do domu, w salonie sidziała Charlotte. Poszłam na górę do swojego pokoju. Uslyszałam jak ktoś puka w okno.
Trochę krótki. Wiem, ale mało czasu dzisiaj miałam.
Caroline.
sobota, 6 października 2012
Cień Księzyca rozdział 2 "Sekrety prędzej, czy później wychodzą na jaw"
Po lekcji muzyki, siedziałyśmy z Charlotte na ławce, na podwórzu szkolnym i zastanawiałyśmy się, czy Nathan i Matt są na tyle odważni, by przyjść i powiedzieć, że chcą zagrać z nami, i to na oczach tłumu.
-Cześć laski- Nathan usiadł obejmując mnie i Charlie.
-Cześć frajerze- popatrzyłam na niego z wzgardą, ale i zaskoczeniem.
-Nie bądź taka niemiła- uśmiechnął się łobuzersko i zdjął ze mnie ramię.
-Michie, zapomniałam, że muszę nas zgłosić na bal Bożonarodzeniowy !- Charlotte poderwała się z miejsca i poszła w stronę szkoły.
-Ja pójdę z nią, powiedzieć nauczycielce, że gramy z wami- powiedział Matt i dobiegł do Charlotte.
Wpatrywałam się chwilę w nich, w końcu jednak odwróciłam się, a Nathan ciągle siedział obok mnie.
-Czego chcesz pajacu?!
-Dlaczego tak nas nienawidzisz?-zapytał przyglądając mi się uważnie.
-Niech pomyślę- udałam, że się zastanawiam, drapiąc się po głowie- od kiedy się poznaliśmy, nabijacie się ze mnie, a kiedy dowiedzieliście się, że Charlie się ze mną przyjaźni, nabijaliście się też z niej. Po za tym, żałosne z was dupki.
-Ale ci się podobam?
-Co?-poderwałam się z ławki.
-Ej spokojnie, usiądź. Tylko pytam- znów uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie mów mi co mam robić! To po pierwsze. Po drugie nie podobasz mi się, ani ty , ani Matthew. Po trzecie. Myślisz, że skoro grasz ze mną w zespole, to się kumplujemy? Mylisz się. Nie. Nigdy ci nie zapomnę, tego co powiedziałeś o mojej mamie na tej imprezie. Matt nie jest, aż taki zły jak ty. On nie opowiadał o mojej mamie takich niestworzonych historii. I gdybyś znał całą prawdę, wiedziałbyś, że szukała mnie latami, zawiesili jej program, bo wyglądała tak źle.
Poczerwieniał. Widocznie zrobiło mu się głupio. Patrzyłam mu prosto w oczy.
-Słuchaj, ja przepraszam, nie wiedziałem, że to takie obraźliwe.
-Nie wiedziałeś, że powiedzenie około dwustu osobom, że moja mama specjalnie mnie zgubiła, a gdy zaczęły ją dręczyć wyrzuty sumienia to mnie znalazła? No tak właściwie to żadna obraza.
-Michie przestań.
-Nie mów do mnie Michie. Dla ciebie Michelle.
-Michelle, proszę cię posłuchaj mnie.
-Wiesz, jakoś nie mam szczególnej ochoty.
-Michelle- on również podniósł się z ławki. Na tę scenę patrzyli wszyscy, którzy byli w szkolnym parku.
-Od kiedy to nie mówisz do mnie "Sierota"?
-Od dawna jakbyś chciała zauważyć. Nie nazwałem cię tak od zakończenia poprzedniego roku szkolnego.
Faktycznie. Nie nazywał mnie tak od mniej, więcej tamtego czasu.
-Jestem z ciebie dumna- uśmiechnęłam się drwiąco i odwróciłam do niego bokiem.- nie obrażasz już ludzi, bo przeczytałeś w jakiejś głupiej książce, że oni też mają uczucia, a nie tylko ty?
-Też jestem z tego dumny.
Stanął na przeciw mnie. Był ode mnie o ponad półtorej głowy wyższy. Popatrzyłam w jego brązowe oczy i spostrzegłam, że on również patrzy w moje. Poczułam dziwne łaskotanie w żołądku. Spuściłam głowę i schyliłam po moją torbę. Zauważyłam, że naszywka, którą dostałam od Corey' a Taylor'a z nazwą zespołu Slipknot, słabo się trzyma. Oderwałam ją i włożyłam do kieszeni spodni. Zostawiłam Nathana, samotnie stojącego i wpatrującego się jak odchodzę. Kelly do mnie podbiegła i uśmiechnęła pogodnie.
-Cześć Michie.
-Kelly! O, hej.
-Co to było?
-Ale co?-zapytałam wyrwana z głębokiego zamyślenia, zupełnie tracąc jego wątek.
-Jak to co? To z Nathanem.
-Ach.. To nic! Po prostu rozmawialiśmy.
-No właśnie. Rozmawialiście, potem zaczęłaś się wydzierać na niego, potem on wstał i mało co się nie pocałowaliście!- zaczerwieniłam się.
-To nie prawda, staliśmy i patrzyliśmy się na siebie złowieszczym wzrokiem.
-Ja bym raczej powiedziała, że to ty patrzyłaś na niego złym wzrokiem, on patrzył ci w oczy i szło wyczuć tek seks który był między wami, nawet 25 metrów dalej.
-Nic między nami nie było. I nie będzie.
-No tak. Po za tym, że będzie grał w naszym zespole.
-No i co w związku z tym?
-To przecież nie prawda, że zakochałaś się w 3 gitarzystach i 5 perkusistach.
-To co, tamci byli zabójczo przystojni, seksowni i mnie nigdy nie wyzywali.
-No bo Nathan i Matt nie są przystojni prawda?
-No dobra są- zaśmiałyśmy się głośno.
-Chodźmy lepiej do Charlotte i Matt' a. Pewnie już się kłócą.
-Pewnie masz rację.
Weszłyśmy do szkoły i poszłyśmy w stronę piwnicy w której odbywały się wszystkie imprezy. W korytarzu dosłyszałyśmy rozmowę. Usłyszałam głos Charlotte i Matt' a. Rozmawiali spokojnie.
-Muszę jej powiedzieć, że jesteśmy razem. To moja przyjaciółka.
-Nie możesz. Przynajmniej nie teraz.
-To kiedy?
-Później, kiedy nie będzie mnie już tak nienawidziła.
-Chciałam jej powiedzieć od samego początku. A ty mnie w ogóle nie słuchasz. Ona jest dla mnie ważniejsza od ciebie. Powiem jej, czy ci się to podoba, czy nie.
-Nie podoba mi się.
Wyszłam zza ściany, za którą podsłuchiwałyśmy razem z Kelly.
-Jestem dla ciebie ważniejsza od Matt' a?- popatrzyłam na nią jak bezdomny szczeniaczek na osobę, która wzięła go do swojego domu.
-Oczywiście, że tak. Oddałabym dla ciebie wszystko- powiedziała Charlotte i objęłyśmy się jak siostry.
-Ja dla ciebie też- wyszeptałam.
-No dobra, dość tego ściskania.
-To ile jesteście razem?
-Od zakończenia roku szkolnego- odpowiedziała Charlie.
-Tak długo? Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz?
-Bo chciałam, żebyście się trochę polubili. Zauważyłaś, że Nathan był dla ciebie milszy prawda?
-To on wiedział? A ja nie wiedziałam? Dzięki za zaufanie. Dostałam sms' a od mamy:
-Cześć Skarbie- mama przytuliła mnie.
-Cześć mamo. Jak wyglądał ten chłopak, który wziął moje gitary?
-Taki wysoki, przystojny- zaśmiała się.
-Okej. Więcej nie dawaj mu moich rzeczy. Muszę lecieć. Pa- ucałowałam ją w policzek i pobiegłam w stronę korytarza do piwnicy. Natknęłam się na Nathana niosącego moje dwie gitary.
-Cześć Michie.. to znaczy Michelle. Tu są twoje- zanim zdąrzył skończyć zdanie wzięłam moją gitarę klasyczną.
-Kto ci pozwolił dotknąć tej gitary?-wykrzyczałam.
-Chciałem tylko pomóc.
-Nie musisz już być milutki. Dowiedziałam się.
-Ale ja chcę być miły do ciebie.
-Jeśli chcesz być miły, to oddaj mi moją gitarę i odpierdol się ode mnie.
-Jeśli tego sobie życzysz tak zrobię.- odebrałam swoją gitarę i zaniosłam je oby dwie do sali muzycznej. Próba miała być po biologii na, którą dzwonek zadzwonił 10 minut temu. Weszłam do klasy. Pani z biologi pokrzyczała sobie i usiadła za biurkiem. Po dzwonku wyszłam jako pierwsza, chcąc uniknąć Charlotte, poszłam do piwnicy i weszłam do schowka na miotły. Był dość obszerny jak na schowek. Poszłam jeszcze do sali muzycznej po gitarę i wróciłam do schowka. Brzdąkałam kawałek Metalliki "Nothing Else Matters". Kiedy usłyszałam, że drzwi sali muzycznej co chwila zamykają się i otwierają postanowiłam wyjść. Otworzyłam drzwi szybkim zamachem i uderzyłam kogoś.
-O Boże, przeprasz... Może jednak nie przepraszam.
-Nie ma sprawy. Nic się nie stało.
-Co? Nie powiesz mi, że jestem nienormalna?
-Nie. Uważam cię za całkiem normalną, po za twoją urodą- poczułam rumieniec na twarzy.
-Na pewno dobrze się czujesz?- powiedziałam widząc jak jego twarz blednie.
-To, że powiedziałem, że jesteś ładna po tym jak walnęłaś mnie drzwiami, wcale nie oznacza, że mam uszkodzony mózg- powiedział spokojnie rozcierając miejsce na głowie, które najbardziej oberwało.
-Nie chodzi o to. Zbladłeś. Chodź, pomogę ci wstać- podałam mu rękę, i pociągnęłam mocno. Stanął na nogi puścił moją rękę i w ułamku sekundy znów leżał na podłodze. Tym razem nieprzytomny. Zaczęłam wołać "Pomocy!", przybiegła Charlotte z Matt' em i Kelly.
-Coś ty mu zrobiła?!- zapytała Charlotte z wyrzutem w głosie i na twarzy.
-Niechcący uderzyłam go drzwiami!
-Ciekawe, że niechcący!- zaczęła krzyczeć Charlie. Kelly wpatrywała się w nieruchomą twarz Nathan' a. Matthew, klęczał próbując ocucić przyjaciela.
-Zawsze chciałaś go pobić! Ile razy mi mówiłaś, że jakbyś go dorwała to nie podniósłby się z łóżka.
-Weź odwal się ode mnie. To nie ja ukrywałam 4 i pół miesiąca przed, podobno -zrobiłam gest palcami oznaczający cudzysłów- najlepszej przyjaciółki. Matt weź go popilnuj ja zadzwonię po karetkę. Muszę wyjść na dwór, bo tutaj nie mam zasięgu. Kelly idź po nauczyciela.
Wybiegłam z piwnicy i chwilę potem, dzwoniłam na pogotowie.
Poinformowali mnie, że będą do 10 minut. Powiedziałam, gdzie jest piwnica i żeby przyszli tam. Po wykonanym telefonie, znów pobiegłam do piwnicy. Nathan leżał bez koszulki w przeciągu. Nogi miał położone na krześle, lecz wciąż był nieprzytomny. Podeszłam do niego i uklękłam. Kelly szła z jego wychowawczynią. Panią Suzan Gilbert. Miała szklankę pełną wody.
-Co się tutaj stało?
-Proszę pani, uderzyłam przez przypadek Nathan' a drzwiami kiedy wychodziłam ze schowka.
-Och ty głupia! Jak można być tak nieuważnym?
-Przepraszam.
-To nie mnie przepraszaj tylko tego biednego chłopaka. Za karę pojedziesz z nim do szpitala.
-Ale, mamy próbę.
-Bez Nathana i tak próby nie będzie. Więc to nie problem.Więc masz jechać razem z nim.
-Tak jest proszę pani.
Mama właśnie podeszła do nas.
-Dobrze, że do mnie napisałaś. Zdążyłam przyjechać przed karetką. Muszę przyznać, że zasłużyłaś na karę. Wiem, że nie chce ci się jechać z nim, więc pojedziesz.
-Wy mnie nienawidzicie- powiedziałam łypiąc spode łba na nauczycielkę.
-Ja cię kocham, ale trzeba uważać i tyle.
Weszło dwóch lekarzy i ratownik medyczny. Wyciągnęli aparat tlenowy i założyli mu maskę na nos i usta.
-Zabieramy go do szpitala, najprawdopodobniej, ma lekki wstrząs mózgu. Jeśli będzie wszystko w porządku to zostanie kilka dni na obserwacji, a jeśli nie to będziemy go leczyli.
-Przepraszam panie doktorze-odezwała się nagle mama.- Czy pan to doktor Raynolds? Jack Raynolds?
-Znamy się?-zapytał, patrząc na nią lekko zdezorientowanym wzrokiem.
-Tak. Co pan tutaj robi? Przecież mieszkał pan w Manchesterze?
-Tam mieszkałem, ale teraz mieszkam tutaj.
-Pewnie pan nie pamięta, ale jakieś 16 lat temu operował pan mojego ojca. Był po wypadku samochodowym. Razem z siostrą wyciągnęłyśmy go z płonącego samochodu. Moje nazwisko ..
-Johnson- dokończył za mnie.-Phoebe Johnson.
-Pamięta pan?
-Ile razy trzeba panience mówić, że jestem Jack.- zaśmialiśmy się oboje.
-Znowu się widzimy nad chorą osobą.
-Twoja córka, jak sądzę, ma dużo siły.
-Tak, mam to po mamie- wtrąciłam się.- Przepraszam, że przerywam, ale muszę już jechać mamo. Zobaczymy się w domu.
Gdy jechaliśmy karetką do szpitala Nathan się ocknął. Kamień spadł mi z serca. W szpitalu zrobili mu prześwietlenie głowy, na którym faktycznie wyszedł lekki wstrząs mózgu, ale nie był niebezpieczny. Zniszczyłam mu piątek. Kiedy lekarze wyszli, zostałam z nim w sali sam na sam.
-Musisz to uczcić- powiedział podnosząc się wyżej na poduszce. Miał na sobie spodnie.
-Co mam czcić? Ciebie i twoją obitą głowę?
-Nie, raczej to, że przez ciebie leżę w szpitalu- zaśmiał się krótko.
-Tak tylko zmusili mnie, żebym tutaj z tobą siedziała.
-Nie ma tak źle. Możesz podziwiać moje mięśnie brzucha- uśmiechnęłam się pobłażliwie.
-Tak, no oczywiście, wyleję Nutellę na twój brzuch i ją z ciebie zliżę- powiedziałam ironicznie
-Jak sobie życzysz- spojrzałam na siniaki, na jego twarzy.
-Jak się czujesz?- zapytałam przybliżając krzesło bliżej jego łóżka.
-Jakby jakaś ładna dziewczyna przywaliła mi drzwiami od schowka na miotły.
-Ale jesteś zabawny. Boki zrywać. Poważnie pytam. Źle się czuję z tym, że masz przeze mnie wstrząs mózgu.
-No teraz, aż się lepiej poczułem.
-A co by sprawiło, żebyś poczuł się jeszcze lepiej?
-Myślę, że pocałunek dziewczyny, która uderzyła mnie drzwiami.
-Ta laska musi mieć na prawdę dużo siły skoro wygadujesz takie bzdury.
-Jakie tam bzdury? Należy mi się po tym, co mi zrobiła.
-A co jeśli ona nie chce cię pocałować?
-To spotkam się z nią w sądzie- poruszał brwiami i posłał mi swój łobuzerski uśmiech, choć był posiniaczony i na czole obwinięty bandażem, efekt był ten sam.
-Powiem jej, żeby cię pocałowała, albo kiedy będziesz spał, albo kiedy wrócisz do szkoły- uśmiechnęłam się i poczułam wibracje telefonu.
-Stało się coś?-zapytał
-Rodzicielka napisała, że albo wracam teraz do domu, albo śpię w szpitalu.
-To cześć. Przyjdziesz jutro?
-O czym ty do mnie mówisz?
-No idziesz do domu przecież..
-Nie. Śpię tutaj. Doktor Raynolds załatwił mi łóżko obok ciebie, więc nie musisz się bać.
-Serio tu śpisz?
-No tak.
-Co powiedziałabyś na wygłupy?
-Mówię: nie zgadzam się na ŻADEN rodzaj wygłupów.
-W czym będziesz spała?
-Tak jak w domu.
-Masz piżamę przy sobie?
-Nie śpię w piżamie.
-Więc jak.
-Nago.
-No to możesz spać ze mną w łóżku.
-Żartowałam idioto- chwyciłam jego dłoni.
-Jak możesz robić mi takie rzeczy? Domagam się pocałunku w tym momencie.
-Ty się możesz domagać, ale i tak go nie dostaniesz.
-Założymy się?
-O co?- zapytałam, uśmiechając się i ciesząc w duchu z pewnego zwycięstwa.
-Jeżeli ja wygram-zamyślił się na chwilę-jutro też będziesz tutaj spała, tylko w łóżku ze mną i w samych majtkach.
-Dobra. A jeżeli ja wygram to przelecisz się po całej szkole w damskich stringach i napisem na plecach "Jestem Gejem".
-No dobra. Mam czas na pocałowanie cię do kiedy?
-Póki nie zasnę, a że nie możesz ruszyć się z łóżka, to będziesz miał szansę jedynie gdy jestem na wyciągnięcie ręki do ciebie.
-Niech będzie.
-Ja idę do łazienki umyć zęby, a ty postaraj się zasnąć.
Wyszłam. Umyłam zęby i resztę ciała. Weszłam do sali z ręcznikiem na głowie, kiedy poczułam jak ktoś obraca mnie plecami w stronę drzwi. Nathan, odkrył ręcznik z mojej twarzy i pocałował, po chwili, niewinny pocałunek, stał się namiętny. Nie potrafiłam się oprzeć jego wargom, kiedy z wysokości moich ust, zszedł niżej by całować moją szyję. Usłyszałam stukanie pielęgniarskich butów, odepchnęłam go z trudem od siebie i położyłam w łóżku. Podpięłam do kroplówki, a gdy pielęgniarka przyszła, żeby dać Nathan' owi leki właśnie rozbierałam jeansy. Miałam zamiar spać w samej bieliźnie, ale biustonosz był, zbyt ciasny, więc poprosiłam o spodnie z piżamy i koszulkę.
Przegrałam jednak zakład.
Rano ciocia Paige przyjechała do mnie z ubraniami i wzięła z mojej szafki chyba najseksowniejszą bieliznę jaką posiadałam.
Cały dzień spędziłam w szpitalu z Nathan' em. Po południu w odwiedziny przyszedł Matthew. Poszłam do kiosku szpitalnego i zapytałam o prezerwatywy. Sprzedawczyni popatrzyła się na mnie jakbym właśnie jej oznajmiła, że jestem lesbijką i chcę się z nią przespać. Sprzedała mi opakowanie, a ja włożyłam je do spodni. Musiałam przyznać sama sobie. Bałam się zrobić tego z nim. Kilka dni wcześniej mogłabym go zabić.
Światła w salach były już pogaszone. Kładłam się już spać.
Caroline.
-Cześć laski- Nathan usiadł obejmując mnie i Charlie.
-Cześć frajerze- popatrzyłam na niego z wzgardą, ale i zaskoczeniem.
-Nie bądź taka niemiła- uśmiechnął się łobuzersko i zdjął ze mnie ramię.
-Michie, zapomniałam, że muszę nas zgłosić na bal Bożonarodzeniowy !- Charlotte poderwała się z miejsca i poszła w stronę szkoły.
-Ja pójdę z nią, powiedzieć nauczycielce, że gramy z wami- powiedział Matt i dobiegł do Charlotte.
Wpatrywałam się chwilę w nich, w końcu jednak odwróciłam się, a Nathan ciągle siedział obok mnie.
-Czego chcesz pajacu?!
-Dlaczego tak nas nienawidzisz?-zapytał przyglądając mi się uważnie.
-Niech pomyślę- udałam, że się zastanawiam, drapiąc się po głowie- od kiedy się poznaliśmy, nabijacie się ze mnie, a kiedy dowiedzieliście się, że Charlie się ze mną przyjaźni, nabijaliście się też z niej. Po za tym, żałosne z was dupki.
-Ale ci się podobam?
-Co?-poderwałam się z ławki.
-Ej spokojnie, usiądź. Tylko pytam- znów uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie mów mi co mam robić! To po pierwsze. Po drugie nie podobasz mi się, ani ty , ani Matthew. Po trzecie. Myślisz, że skoro grasz ze mną w zespole, to się kumplujemy? Mylisz się. Nie. Nigdy ci nie zapomnę, tego co powiedziałeś o mojej mamie na tej imprezie. Matt nie jest, aż taki zły jak ty. On nie opowiadał o mojej mamie takich niestworzonych historii. I gdybyś znał całą prawdę, wiedziałbyś, że szukała mnie latami, zawiesili jej program, bo wyglądała tak źle.
Poczerwieniał. Widocznie zrobiło mu się głupio. Patrzyłam mu prosto w oczy.
-Słuchaj, ja przepraszam, nie wiedziałem, że to takie obraźliwe.
-Nie wiedziałeś, że powiedzenie około dwustu osobom, że moja mama specjalnie mnie zgubiła, a gdy zaczęły ją dręczyć wyrzuty sumienia to mnie znalazła? No tak właściwie to żadna obraza.
-Michie przestań.
-Nie mów do mnie Michie. Dla ciebie Michelle.
-Michelle, proszę cię posłuchaj mnie.
-Wiesz, jakoś nie mam szczególnej ochoty.
-Michelle- on również podniósł się z ławki. Na tę scenę patrzyli wszyscy, którzy byli w szkolnym parku.
-Od kiedy to nie mówisz do mnie "Sierota"?
-Od dawna jakbyś chciała zauważyć. Nie nazwałem cię tak od zakończenia poprzedniego roku szkolnego.
Faktycznie. Nie nazywał mnie tak od mniej, więcej tamtego czasu.
-Jestem z ciebie dumna- uśmiechnęłam się drwiąco i odwróciłam do niego bokiem.- nie obrażasz już ludzi, bo przeczytałeś w jakiejś głupiej książce, że oni też mają uczucia, a nie tylko ty?
-Też jestem z tego dumny.
Stanął na przeciw mnie. Był ode mnie o ponad półtorej głowy wyższy. Popatrzyłam w jego brązowe oczy i spostrzegłam, że on również patrzy w moje. Poczułam dziwne łaskotanie w żołądku. Spuściłam głowę i schyliłam po moją torbę. Zauważyłam, że naszywka, którą dostałam od Corey' a Taylor'a z nazwą zespołu Slipknot, słabo się trzyma. Oderwałam ją i włożyłam do kieszeni spodni. Zostawiłam Nathana, samotnie stojącego i wpatrującego się jak odchodzę. Kelly do mnie podbiegła i uśmiechnęła pogodnie.
-Cześć Michie.
-Kelly! O, hej.
-Co to było?
-Ale co?-zapytałam wyrwana z głębokiego zamyślenia, zupełnie tracąc jego wątek.
-Jak to co? To z Nathanem.
-Ach.. To nic! Po prostu rozmawialiśmy.
-No właśnie. Rozmawialiście, potem zaczęłaś się wydzierać na niego, potem on wstał i mało co się nie pocałowaliście!- zaczerwieniłam się.
-To nie prawda, staliśmy i patrzyliśmy się na siebie złowieszczym wzrokiem.
-Ja bym raczej powiedziała, że to ty patrzyłaś na niego złym wzrokiem, on patrzył ci w oczy i szło wyczuć tek seks który był między wami, nawet 25 metrów dalej.
-Nic między nami nie było. I nie będzie.
-No tak. Po za tym, że będzie grał w naszym zespole.
-No i co w związku z tym?
-To przecież nie prawda, że zakochałaś się w 3 gitarzystach i 5 perkusistach.
-To co, tamci byli zabójczo przystojni, seksowni i mnie nigdy nie wyzywali.
-No bo Nathan i Matt nie są przystojni prawda?
-No dobra są- zaśmiałyśmy się głośno.
-Chodźmy lepiej do Charlotte i Matt' a. Pewnie już się kłócą.
-Pewnie masz rację.
Weszłyśmy do szkoły i poszłyśmy w stronę piwnicy w której odbywały się wszystkie imprezy. W korytarzu dosłyszałyśmy rozmowę. Usłyszałam głos Charlotte i Matt' a. Rozmawiali spokojnie.
-Muszę jej powiedzieć, że jesteśmy razem. To moja przyjaciółka.
-Nie możesz. Przynajmniej nie teraz.
-To kiedy?
-Później, kiedy nie będzie mnie już tak nienawidziła.
-Chciałam jej powiedzieć od samego początku. A ty mnie w ogóle nie słuchasz. Ona jest dla mnie ważniejsza od ciebie. Powiem jej, czy ci się to podoba, czy nie.
-Nie podoba mi się.
Wyszłam zza ściany, za którą podsłuchiwałyśmy razem z Kelly.
-Jestem dla ciebie ważniejsza od Matt' a?- popatrzyłam na nią jak bezdomny szczeniaczek na osobę, która wzięła go do swojego domu.
-Oczywiście, że tak. Oddałabym dla ciebie wszystko- powiedziała Charlotte i objęłyśmy się jak siostry.
-Ja dla ciebie też- wyszeptałam.
-No dobra, dość tego ściskania.
-To ile jesteście razem?
-Od zakończenia roku szkolnego- odpowiedziała Charlie.
-Tak długo? Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz?
-Bo chciałam, żebyście się trochę polubili. Zauważyłaś, że Nathan był dla ciebie milszy prawda?
-To on wiedział? A ja nie wiedziałam? Dzięki za zaufanie. Dostałam sms' a od mamy:
"Kochanie przywiozłam Ci twoją gitarę klasyczną i elektryczną. Nie napisałaś, którą więc wzięłam obie. Jakiś chłopak powiedział, że gracie razem i, że zaniesie je do Ciebie. Wydawał się nie kłamać, więc napisz kiedy je dostaniesz. Jestem jeszcze w szkole. Pod gabinetem pedagoga. Kocham Cię Mama. ,,
Sorry, ale muszę iść, mama na mnie czeka.- skłamałam i pobiegłam korytarzem, do gabinetu pani pedagog.-Cześć Skarbie- mama przytuliła mnie.
-Cześć mamo. Jak wyglądał ten chłopak, który wziął moje gitary?
-Taki wysoki, przystojny- zaśmiała się.
-Okej. Więcej nie dawaj mu moich rzeczy. Muszę lecieć. Pa- ucałowałam ją w policzek i pobiegłam w stronę korytarza do piwnicy. Natknęłam się na Nathana niosącego moje dwie gitary.
-Cześć Michie.. to znaczy Michelle. Tu są twoje- zanim zdąrzył skończyć zdanie wzięłam moją gitarę klasyczną.
-Kto ci pozwolił dotknąć tej gitary?-wykrzyczałam.
-Chciałem tylko pomóc.
-Nie musisz już być milutki. Dowiedziałam się.
-Ale ja chcę być miły do ciebie.
-Jeśli chcesz być miły, to oddaj mi moją gitarę i odpierdol się ode mnie.
-Jeśli tego sobie życzysz tak zrobię.- odebrałam swoją gitarę i zaniosłam je oby dwie do sali muzycznej. Próba miała być po biologii na, którą dzwonek zadzwonił 10 minut temu. Weszłam do klasy. Pani z biologi pokrzyczała sobie i usiadła za biurkiem. Po dzwonku wyszłam jako pierwsza, chcąc uniknąć Charlotte, poszłam do piwnicy i weszłam do schowka na miotły. Był dość obszerny jak na schowek. Poszłam jeszcze do sali muzycznej po gitarę i wróciłam do schowka. Brzdąkałam kawałek Metalliki "Nothing Else Matters". Kiedy usłyszałam, że drzwi sali muzycznej co chwila zamykają się i otwierają postanowiłam wyjść. Otworzyłam drzwi szybkim zamachem i uderzyłam kogoś.
-O Boże, przeprasz... Może jednak nie przepraszam.
-Nie ma sprawy. Nic się nie stało.
-Co? Nie powiesz mi, że jestem nienormalna?
-Nie. Uważam cię za całkiem normalną, po za twoją urodą- poczułam rumieniec na twarzy.
-Na pewno dobrze się czujesz?- powiedziałam widząc jak jego twarz blednie.
-To, że powiedziałem, że jesteś ładna po tym jak walnęłaś mnie drzwiami, wcale nie oznacza, że mam uszkodzony mózg- powiedział spokojnie rozcierając miejsce na głowie, które najbardziej oberwało.
-Nie chodzi o to. Zbladłeś. Chodź, pomogę ci wstać- podałam mu rękę, i pociągnęłam mocno. Stanął na nogi puścił moją rękę i w ułamku sekundy znów leżał na podłodze. Tym razem nieprzytomny. Zaczęłam wołać "Pomocy!", przybiegła Charlotte z Matt' em i Kelly.
-Coś ty mu zrobiła?!- zapytała Charlotte z wyrzutem w głosie i na twarzy.
-Niechcący uderzyłam go drzwiami!
-Ciekawe, że niechcący!- zaczęła krzyczeć Charlie. Kelly wpatrywała się w nieruchomą twarz Nathan' a. Matthew, klęczał próbując ocucić przyjaciela.
-Zawsze chciałaś go pobić! Ile razy mi mówiłaś, że jakbyś go dorwała to nie podniósłby się z łóżka.
-Weź odwal się ode mnie. To nie ja ukrywałam 4 i pół miesiąca przed, podobno -zrobiłam gest palcami oznaczający cudzysłów- najlepszej przyjaciółki. Matt weź go popilnuj ja zadzwonię po karetkę. Muszę wyjść na dwór, bo tutaj nie mam zasięgu. Kelly idź po nauczyciela.
Wybiegłam z piwnicy i chwilę potem, dzwoniłam na pogotowie.
Poinformowali mnie, że będą do 10 minut. Powiedziałam, gdzie jest piwnica i żeby przyszli tam. Po wykonanym telefonie, znów pobiegłam do piwnicy. Nathan leżał bez koszulki w przeciągu. Nogi miał położone na krześle, lecz wciąż był nieprzytomny. Podeszłam do niego i uklękłam. Kelly szła z jego wychowawczynią. Panią Suzan Gilbert. Miała szklankę pełną wody.
-Co się tutaj stało?
-Proszę pani, uderzyłam przez przypadek Nathan' a drzwiami kiedy wychodziłam ze schowka.
-Och ty głupia! Jak można być tak nieuważnym?
-Przepraszam.
-To nie mnie przepraszaj tylko tego biednego chłopaka. Za karę pojedziesz z nim do szpitala.
-Ale, mamy próbę.
-Bez Nathana i tak próby nie będzie. Więc to nie problem.Więc masz jechać razem z nim.
-Tak jest proszę pani.
Mama właśnie podeszła do nas.
-Dobrze, że do mnie napisałaś. Zdążyłam przyjechać przed karetką. Muszę przyznać, że zasłużyłaś na karę. Wiem, że nie chce ci się jechać z nim, więc pojedziesz.
-Wy mnie nienawidzicie- powiedziałam łypiąc spode łba na nauczycielkę.
-Ja cię kocham, ale trzeba uważać i tyle.
Weszło dwóch lekarzy i ratownik medyczny. Wyciągnęli aparat tlenowy i założyli mu maskę na nos i usta.
-Zabieramy go do szpitala, najprawdopodobniej, ma lekki wstrząs mózgu. Jeśli będzie wszystko w porządku to zostanie kilka dni na obserwacji, a jeśli nie to będziemy go leczyli.
-Przepraszam panie doktorze-odezwała się nagle mama.- Czy pan to doktor Raynolds? Jack Raynolds?
-Znamy się?-zapytał, patrząc na nią lekko zdezorientowanym wzrokiem.
-Tak. Co pan tutaj robi? Przecież mieszkał pan w Manchesterze?
-Tam mieszkałem, ale teraz mieszkam tutaj.
-Pewnie pan nie pamięta, ale jakieś 16 lat temu operował pan mojego ojca. Był po wypadku samochodowym. Razem z siostrą wyciągnęłyśmy go z płonącego samochodu. Moje nazwisko ..
-Johnson- dokończył za mnie.-Phoebe Johnson.
-Pamięta pan?
-Ile razy trzeba panience mówić, że jestem Jack.- zaśmialiśmy się oboje.
-Znowu się widzimy nad chorą osobą.
-Twoja córka, jak sądzę, ma dużo siły.
-Tak, mam to po mamie- wtrąciłam się.- Przepraszam, że przerywam, ale muszę już jechać mamo. Zobaczymy się w domu.
Gdy jechaliśmy karetką do szpitala Nathan się ocknął. Kamień spadł mi z serca. W szpitalu zrobili mu prześwietlenie głowy, na którym faktycznie wyszedł lekki wstrząs mózgu, ale nie był niebezpieczny. Zniszczyłam mu piątek. Kiedy lekarze wyszli, zostałam z nim w sali sam na sam.
-Musisz to uczcić- powiedział podnosząc się wyżej na poduszce. Miał na sobie spodnie.
-Co mam czcić? Ciebie i twoją obitą głowę?
-Nie, raczej to, że przez ciebie leżę w szpitalu- zaśmiał się krótko.
-Tak tylko zmusili mnie, żebym tutaj z tobą siedziała.
-Nie ma tak źle. Możesz podziwiać moje mięśnie brzucha- uśmiechnęłam się pobłażliwie.
-Tak, no oczywiście, wyleję Nutellę na twój brzuch i ją z ciebie zliżę- powiedziałam ironicznie
-Jak sobie życzysz- spojrzałam na siniaki, na jego twarzy.
-Jak się czujesz?- zapytałam przybliżając krzesło bliżej jego łóżka.
-Jakby jakaś ładna dziewczyna przywaliła mi drzwiami od schowka na miotły.
-Ale jesteś zabawny. Boki zrywać. Poważnie pytam. Źle się czuję z tym, że masz przeze mnie wstrząs mózgu.
-No teraz, aż się lepiej poczułem.
-A co by sprawiło, żebyś poczuł się jeszcze lepiej?
-Myślę, że pocałunek dziewczyny, która uderzyła mnie drzwiami.
-Ta laska musi mieć na prawdę dużo siły skoro wygadujesz takie bzdury.
-Jakie tam bzdury? Należy mi się po tym, co mi zrobiła.
-A co jeśli ona nie chce cię pocałować?
-To spotkam się z nią w sądzie- poruszał brwiami i posłał mi swój łobuzerski uśmiech, choć był posiniaczony i na czole obwinięty bandażem, efekt był ten sam.
-Powiem jej, żeby cię pocałowała, albo kiedy będziesz spał, albo kiedy wrócisz do szkoły- uśmiechnęłam się i poczułam wibracje telefonu.
-Stało się coś?-zapytał
-Rodzicielka napisała, że albo wracam teraz do domu, albo śpię w szpitalu.
-To cześć. Przyjdziesz jutro?
-O czym ty do mnie mówisz?
-No idziesz do domu przecież..
-Nie. Śpię tutaj. Doktor Raynolds załatwił mi łóżko obok ciebie, więc nie musisz się bać.
-Serio tu śpisz?
-No tak.
-Co powiedziałabyś na wygłupy?
-Mówię: nie zgadzam się na ŻADEN rodzaj wygłupów.
-W czym będziesz spała?
-Tak jak w domu.
-Masz piżamę przy sobie?
-Nie śpię w piżamie.
-Więc jak.
-Nago.
-No to możesz spać ze mną w łóżku.
-Żartowałam idioto- chwyciłam jego dłoni.
-Jak możesz robić mi takie rzeczy? Domagam się pocałunku w tym momencie.
-Ty się możesz domagać, ale i tak go nie dostaniesz.
-Założymy się?
-O co?- zapytałam, uśmiechając się i ciesząc w duchu z pewnego zwycięstwa.
-Jeżeli ja wygram-zamyślił się na chwilę-jutro też będziesz tutaj spała, tylko w łóżku ze mną i w samych majtkach.
-Dobra. A jeżeli ja wygram to przelecisz się po całej szkole w damskich stringach i napisem na plecach "Jestem Gejem".
-No dobra. Mam czas na pocałowanie cię do kiedy?
-Póki nie zasnę, a że nie możesz ruszyć się z łóżka, to będziesz miał szansę jedynie gdy jestem na wyciągnięcie ręki do ciebie.
-Niech będzie.
-Ja idę do łazienki umyć zęby, a ty postaraj się zasnąć.
Wyszłam. Umyłam zęby i resztę ciała. Weszłam do sali z ręcznikiem na głowie, kiedy poczułam jak ktoś obraca mnie plecami w stronę drzwi. Nathan, odkrył ręcznik z mojej twarzy i pocałował, po chwili, niewinny pocałunek, stał się namiętny. Nie potrafiłam się oprzeć jego wargom, kiedy z wysokości moich ust, zszedł niżej by całować moją szyję. Usłyszałam stukanie pielęgniarskich butów, odepchnęłam go z trudem od siebie i położyłam w łóżku. Podpięłam do kroplówki, a gdy pielęgniarka przyszła, żeby dać Nathan' owi leki właśnie rozbierałam jeansy. Miałam zamiar spać w samej bieliźnie, ale biustonosz był, zbyt ciasny, więc poprosiłam o spodnie z piżamy i koszulkę.
Przegrałam jednak zakład.
Rano ciocia Paige przyjechała do mnie z ubraniami i wzięła z mojej szafki chyba najseksowniejszą bieliznę jaką posiadałam.
Cały dzień spędziłam w szpitalu z Nathan' em. Po południu w odwiedziny przyszedł Matthew. Poszłam do kiosku szpitalnego i zapytałam o prezerwatywy. Sprzedawczyni popatrzyła się na mnie jakbym właśnie jej oznajmiła, że jestem lesbijką i chcę się z nią przespać. Sprzedała mi opakowanie, a ja włożyłam je do spodni. Musiałam przyznać sama sobie. Bałam się zrobić tego z nim. Kilka dni wcześniej mogłabym go zabić.
Światła w salach były już pogaszone. Kładłam się już spać.
Caroline.
piątek, 5 października 2012
Postaci ; 3
Cień Księżyca rozdział 1 "Kłótnie nie mają sensu"
Rano znów obudziła mnie mama. Umówiłam się na 7 pod domem Charlotte. Jest moją najlepszą kumpelą. Chodzimy razem do klasy, ale jest ode mnie młodsza o 4 miesiące. Mam 15.
Moja mama w tym wieku była w ciąży.
Ubrałam za dużą czarną bluzkę i na nią flanelową koszulę. Nie wahając się założyłam moje poszarpane jeansy, i zjadłam na dole śniadanie. Poszłam umyć zęby, a moja rodzicielka wołała z kuchni, żebym się pospieszyła. Wyszłam z łazienki musiałam jeszcze pobiec na górę po telefon i plecak. Zbiegłam długimi susami na parter i ubrałam moje glany "trzydziestki".
-Cześć mamo !
-Po szkole cię widzę w domu, - powiedziała wchodząc do hallu, gdy tylko włożyłam papierosy do plecaka.
-Miałam iść na próbę.
-Jaką znowu próbę?
-Nie pamiętasz? Śpiewam w zespole.
-Pamiętam, ale dzisiaj miała przyjść twoja nauczycielka matematyki.
-Oj mamo przestań. Johnny mnie poduczy.
-Johnny? Brat Charlotte?
-Tak.
-Dobra idź na tą próbę, ale widzę cię w domu do dziesiątej.
-Dzięki mamuś- ucałowałam jej policzek i wyszłam z domu.
6:57 byłam pod domem Charlie. Wybiegła z domu ze swoją gitarą klasyczną w pokrowcu.
-Cześć kocie- zawołała donośnym tonem tuląc się do mnie.
-O rany! Zapomniałam o gitarze!
-Nie przejmuj się mama ci przywiezie.
-No tak wiem, ale znowu połowa szkoły będzie chciała chociaż jej dotknąć.
-Co poradzisz na to, że jest sławna? Nic. No właśnie.
-Wcale mi to nie przeszkadza- odpowiedziałam, a na moich ustach zagościł uśmiech kiedy usłyszałam głos Matt'a.
-Coś ty taka ucieszona?-zapytała szczerząc zęby.
-Patrz kto idzie- popatrzyłyśmy na niego.
-No to już wszystko wiadomo.
-Taa. To co idziemy?
-Idziemy.
Po chwili ciszy zaczęłyśmy gadać o różnych głupotach, a Matt co chwila zerkał na nas jak na idiotki.
Skakałyśmy i biegałyśmy jak poparzone wrzątkiem, aż nagle rozwiązała mi się sznurówka i wpadłam na Matt'a i jego kumpla Nathana.
-Przepraszam, ja tylko... przepraszam- zaczerwieniłam się i jąkałam jak obłąkana. Czułam się jak frajerka.
-Następnym razem uważaj trochę, a nie, skaczesz jak małpa jakaś. Pogadaj z mamą, żeby ci cięższe glany kupiła, bo te nie wystarczają- powiedział Matt, a Nathan roześmiał się z pogardą.
-Ale jesteście żałośni- nie wytrzymałam, mimo tego, że Matt był najprzystojniejszym chłopakiem w szkole, wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- Co wy sobie w ogóle myślicie? Że jak wyśmiejecie bardziej szalonych, zabawnych od siebie to będziecie bardziej cool? -patrzyłam mu prosto w oczy jakbym była bazyliszkiem, a on tylko kolejnym szczurem, którego mogłabym zjeść gdybym chciała.
-No nie przesadzaj..-pociągnęła mnie za łokieć Charlie.
-Ja przesadzam? To te skurczybyki przesadzają.
-Laska weź się ogarnij- powiedział Nathan, ale Matt popatrzył na Charlie.
-Charlie tak?- zaczął.
-Tak, bo co ? - odpowiedziała oschle.
-Radziłbym ci trzymać swojego pieska na wodzy, jeżeli chcecie jeszcze mieć swój zespół.
-Radziłabym ci zamknąć twarz, jeżeli chcesz mieć imprezy w szkole, bo chciałam zauważyć, że to my zawsze gramy- powiedziałam podnosząc telefon z ziemi. ten jednak tylko popatrzył odwrócił się i odszedł.
-Jak on ci się może podobać?- zapytała Charlotte z nutką ironii w głosie.
-Nie wiem sama. Musimy znaleźć nowego gitarzystę do Halloween, bo Brian się przenosi.
-Tak wiem, będzie ciężko znaleźć kogoś, kto gra na naszym poziomie.
-Matt gra na gitarze, ale on się nie zgłosi na stówę.
-To prawda, - zatrzymałyśmy się przed szkołą, poprosiłyśmy Kelly, żeby zabrała nam plecaki, a my poszłyśmy zapalić za szkołę. Stali tam już Brian, a z nim Nathan i Matthew. Oni zwykle chodzą do kibla, więc to było dziwne.
-Cześć Mr. B.- pocałowałyśmy go w oba policzki, że zostały mu odbicia naszych ust.
-Cześć dziewczyny. Wyjeżdżamy z Tom' em więc, jeszcze perkusistę znaleźć musicie.
-Tom też wyjeżdża?- niemal wykrzyczała Charlie.
-Tak, wyjeżdża.
-To ciekawe jak my zagramy na Halloween i Bożonarodzeniowym balu- powiedziałam kopiąc nerwowo w ziemię.
-No właśnie dlatego tu jestem.
-Kogo mamy do cholery poprosić?!
-Michie uspokój się- mówił spokojnym tonem.
-Nie uspokoję się! Zawsze chciałam grać na gitarze, mama poprosiła Mick' a Thomsona, żeby nauczył mnie grać. Później chciałam się nauczyć grać jeszcze na perkusji, zadzwoniła do Joey' a Jordison' a, żeby nauczył mnie grać. Potem chciałam śpiewać. Sam Corey Taylor mnie uczył. A teraz przez was to się wszystko spierdoli?
-Michie, ja ..- nie pozwoliłam mu dokończyć
-Nie wiedziałeś, że to tyle dla mnie znaczy? Wiedziałeś. Doskonale wiedziałeś, ale swój wyjazd wolałeś nam oznajmić dopiero trzy tygodnie przed samym wyjazdem? A teraz się jeszcze dowiaduję, że Tom też jedzie. Ciekawe jak ja znajdę gitarzystę i perkusistę w tydzień! Dzięki.
-Hej! Dlatego tu jestem! Mówiłem ci, że dlatego tu jestem, więc zamknij się i słuchaj!-zrobiło mi się głupio, nawrzeszczałam na niego, a to przecież nie jego wina.
-Przepraszam. Mów.
-Więc, wiesz dobrze, że ja z nimi nie gadam prawda?
-Tak- odpowiedziałyśmy jednocześnie z Charlotte i uśmiechnęłyśmy się znacząco do siebie.
-Więc ci konfidenci powiedzieli, że mogą zastępować mnie i Tom'a.
Wybuchnęłam śmiechem.
-To są chyba jakieś żarty- powiedziała Charlie, bo ja nie potrafiłam z siebie wydusić, ani słowa.
-Wiem, że się nie lubicie, ale oni są najlepsi z całej szkoły, za wyjątkiem nas oczywiście.
-I myślisz, że Michelle się na to zgodzi?
-Zgodzę się.
-Co?!-wykrzyknęli jak gdyby jednym głosem Charlie, Brian, Nathan i Matt.
-Co jesteście tacy zdziwieni? Nie odmówię sobie pomiatania tymi frajerami.
-To wszystko wyjaśnia- powiedział cicho Brian.
-Nie będziesz nami pomiatała!- powiedział Nathan z grozą w głosie.
-Jestem frontmanem tej kapeli, więc jeśli chcecie grać w Silence of the Lambs, będziecie się płaszczyć póki was nie polubię, albo chociaż nie zacznę szanować.
-Wiesz Michie, nie przesadzaj. Nie musicie się płaszczyć -powiedziała Charlie, patrząc na mnie spojrzeniem kreta
-Może nie przed tobą. Ja nie jestem taka miękka. -powiedziałam, mocno zaciągając się dymem i po chwili wypuszczając go w twarz Matt' a. Zadzwonił dzwonek.
-Wybaczcie ja muszę iść na lekcję. Jeżeli wciąż chcecie grać możecie poczekać na nas tutaj. Najpierw gitara, później perkusja.- odwróciłam się na pięcie chwyciłam Charlotte za rękę i poszłyśmy na lekcje.
No cześć, to jest ten mój drugi blog, który zapowiadałam.
Mam nadzieję, że spodoba wam się ; )
Mile widziane komentarze.
Caroline ; 3
Moja mama w tym wieku była w ciąży.
Ubrałam za dużą czarną bluzkę i na nią flanelową koszulę. Nie wahając się założyłam moje poszarpane jeansy, i zjadłam na dole śniadanie. Poszłam umyć zęby, a moja rodzicielka wołała z kuchni, żebym się pospieszyła. Wyszłam z łazienki musiałam jeszcze pobiec na górę po telefon i plecak. Zbiegłam długimi susami na parter i ubrałam moje glany "trzydziestki".
-Cześć mamo !
-Po szkole cię widzę w domu, - powiedziała wchodząc do hallu, gdy tylko włożyłam papierosy do plecaka.
-Miałam iść na próbę.
-Jaką znowu próbę?
-Nie pamiętasz? Śpiewam w zespole.
-Pamiętam, ale dzisiaj miała przyjść twoja nauczycielka matematyki.
-Oj mamo przestań. Johnny mnie poduczy.
-Johnny? Brat Charlotte?
-Tak.
-Dobra idź na tą próbę, ale widzę cię w domu do dziesiątej.
-Dzięki mamuś- ucałowałam jej policzek i wyszłam z domu.
6:57 byłam pod domem Charlie. Wybiegła z domu ze swoją gitarą klasyczną w pokrowcu.
-Cześć kocie- zawołała donośnym tonem tuląc się do mnie.
-O rany! Zapomniałam o gitarze!
-Nie przejmuj się mama ci przywiezie.
-No tak wiem, ale znowu połowa szkoły będzie chciała chociaż jej dotknąć.
-Co poradzisz na to, że jest sławna? Nic. No właśnie.
-Wcale mi to nie przeszkadza- odpowiedziałam, a na moich ustach zagościł uśmiech kiedy usłyszałam głos Matt'a.
-Coś ty taka ucieszona?-zapytała szczerząc zęby.
-Patrz kto idzie- popatrzyłyśmy na niego.
-No to już wszystko wiadomo.
-Taa. To co idziemy?
-Idziemy.
Po chwili ciszy zaczęłyśmy gadać o różnych głupotach, a Matt co chwila zerkał na nas jak na idiotki.
Skakałyśmy i biegałyśmy jak poparzone wrzątkiem, aż nagle rozwiązała mi się sznurówka i wpadłam na Matt'a i jego kumpla Nathana.
-Przepraszam, ja tylko... przepraszam- zaczerwieniłam się i jąkałam jak obłąkana. Czułam się jak frajerka.
-Następnym razem uważaj trochę, a nie, skaczesz jak małpa jakaś. Pogadaj z mamą, żeby ci cięższe glany kupiła, bo te nie wystarczają- powiedział Matt, a Nathan roześmiał się z pogardą.
-Ale jesteście żałośni- nie wytrzymałam, mimo tego, że Matt był najprzystojniejszym chłopakiem w szkole, wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- Co wy sobie w ogóle myślicie? Że jak wyśmiejecie bardziej szalonych, zabawnych od siebie to będziecie bardziej cool? -patrzyłam mu prosto w oczy jakbym była bazyliszkiem, a on tylko kolejnym szczurem, którego mogłabym zjeść gdybym chciała.
-No nie przesadzaj..-pociągnęła mnie za łokieć Charlie.
-Ja przesadzam? To te skurczybyki przesadzają.
-Laska weź się ogarnij- powiedział Nathan, ale Matt popatrzył na Charlie.
-Charlie tak?- zaczął.
-Tak, bo co ? - odpowiedziała oschle.
-Radziłbym ci trzymać swojego pieska na wodzy, jeżeli chcecie jeszcze mieć swój zespół.
-Radziłabym ci zamknąć twarz, jeżeli chcesz mieć imprezy w szkole, bo chciałam zauważyć, że to my zawsze gramy- powiedziałam podnosząc telefon z ziemi. ten jednak tylko popatrzył odwrócił się i odszedł.
-Jak on ci się może podobać?- zapytała Charlotte z nutką ironii w głosie.
-Nie wiem sama. Musimy znaleźć nowego gitarzystę do Halloween, bo Brian się przenosi.
-Tak wiem, będzie ciężko znaleźć kogoś, kto gra na naszym poziomie.
-Matt gra na gitarze, ale on się nie zgłosi na stówę.
-To prawda, - zatrzymałyśmy się przed szkołą, poprosiłyśmy Kelly, żeby zabrała nam plecaki, a my poszłyśmy zapalić za szkołę. Stali tam już Brian, a z nim Nathan i Matthew. Oni zwykle chodzą do kibla, więc to było dziwne.
-Cześć Mr. B.- pocałowałyśmy go w oba policzki, że zostały mu odbicia naszych ust.
-Cześć dziewczyny. Wyjeżdżamy z Tom' em więc, jeszcze perkusistę znaleźć musicie.
-Tom też wyjeżdża?- niemal wykrzyczała Charlie.
-Tak, wyjeżdża.
-To ciekawe jak my zagramy na Halloween i Bożonarodzeniowym balu- powiedziałam kopiąc nerwowo w ziemię.
-No właśnie dlatego tu jestem.
-Kogo mamy do cholery poprosić?!
-Michie uspokój się- mówił spokojnym tonem.
-Nie uspokoję się! Zawsze chciałam grać na gitarze, mama poprosiła Mick' a Thomsona, żeby nauczył mnie grać. Później chciałam się nauczyć grać jeszcze na perkusji, zadzwoniła do Joey' a Jordison' a, żeby nauczył mnie grać. Potem chciałam śpiewać. Sam Corey Taylor mnie uczył. A teraz przez was to się wszystko spierdoli?
-Michie, ja ..- nie pozwoliłam mu dokończyć
-Nie wiedziałeś, że to tyle dla mnie znaczy? Wiedziałeś. Doskonale wiedziałeś, ale swój wyjazd wolałeś nam oznajmić dopiero trzy tygodnie przed samym wyjazdem? A teraz się jeszcze dowiaduję, że Tom też jedzie. Ciekawe jak ja znajdę gitarzystę i perkusistę w tydzień! Dzięki.
-Hej! Dlatego tu jestem! Mówiłem ci, że dlatego tu jestem, więc zamknij się i słuchaj!-zrobiło mi się głupio, nawrzeszczałam na niego, a to przecież nie jego wina.
-Przepraszam. Mów.
-Więc, wiesz dobrze, że ja z nimi nie gadam prawda?
-Tak- odpowiedziałyśmy jednocześnie z Charlotte i uśmiechnęłyśmy się znacząco do siebie.
-Więc ci konfidenci powiedzieli, że mogą zastępować mnie i Tom'a.
Wybuchnęłam śmiechem.
-To są chyba jakieś żarty- powiedziała Charlie, bo ja nie potrafiłam z siebie wydusić, ani słowa.
-Wiem, że się nie lubicie, ale oni są najlepsi z całej szkoły, za wyjątkiem nas oczywiście.
-I myślisz, że Michelle się na to zgodzi?
-Zgodzę się.
-Co?!-wykrzyknęli jak gdyby jednym głosem Charlie, Brian, Nathan i Matt.
-Co jesteście tacy zdziwieni? Nie odmówię sobie pomiatania tymi frajerami.
-To wszystko wyjaśnia- powiedział cicho Brian.
-Nie będziesz nami pomiatała!- powiedział Nathan z grozą w głosie.
-Jestem frontmanem tej kapeli, więc jeśli chcecie grać w Silence of the Lambs, będziecie się płaszczyć póki was nie polubię, albo chociaż nie zacznę szanować.
-Wiesz Michie, nie przesadzaj. Nie musicie się płaszczyć -powiedziała Charlie, patrząc na mnie spojrzeniem kreta
-Może nie przed tobą. Ja nie jestem taka miękka. -powiedziałam, mocno zaciągając się dymem i po chwili wypuszczając go w twarz Matt' a. Zadzwonił dzwonek.
-Wybaczcie ja muszę iść na lekcję. Jeżeli wciąż chcecie grać możecie poczekać na nas tutaj. Najpierw gitara, później perkusja.- odwróciłam się na pięcie chwyciłam Charlotte za rękę i poszłyśmy na lekcje.
No cześć, to jest ten mój drugi blog, który zapowiadałam.
Mam nadzieję, że spodoba wam się ; )
Mile widziane komentarze.
Caroline ; 3
Subskrybuj:
Posty (Atom)







