niedziela, 7 października 2012

Cień księżyca rozdział 3. "To nie była moje wina"

-Zapomniałaś o naszym zakładzie?-powiedział siadając na łóżko. Miał już odłączone wszystkie 'rurki'.
-Przecież śpię w bieliźnie i z tobą, więc o co ci chodzi?-zapytałam nieco rozdrażniona.
-Tak, tak, ale było gadane, że masz spać w samych majtkach- przypomniałam sobie, że rzeczywiście tak było gadane i zarumieniłam się.
-Ale i tak już mi jest zimno. Zostaw mi chociaż też biustonosz.
-Umowa to umowa.
-No proszę cię.
-Nie ma mowy, chcę swoją zapłatę.
-Niech ci będzie. Pomóż mi rozpiąć go od tyłu- chwyciłam piersi w obie ręce i poczułam rozluźnienie. Zarumieniłam się. Weszłam pod kołdrę i odwróciłam się do niego plecami zakrywając piersi.
Przysunął się do mnie, obejmując od tyłu w pasie. Poczułam na szyi jego oddech. Zębami delikatnie uszczypnął mojego ucha.
Musnął wargami moją szyję, popatrzyłam mu prosto w oczy i związaliśmy się w namiętnym pocałunku. Zjechał ustami niżej całując szyję, później piersi. Językiem drażnił moje sutki. Wygięłam się mimowolnie w łuk, kiedy całował mnie poniżej pępka. Chwycił zębami, koronkowe majtki, które miałam na sobie i ściągnął delikatnie. Usiadłam, po czym uklęknęłam na łóżku, gdy jego głowa znalazła się między moimi udami. Popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, ale ja nie odzywając się 'ni słowem pocałowałam go. Siedział na piętach, a ja na nim okrakiem. Zdjęłam z niego bokserki i chwilę później poczułam, jak synchronicznymi ruchami doprowadza mnie do obłędu. Tak jak, większość czasu to on prowadził, tak ja przejęłam inicjatywę. Mocno poruszałam biodrami, a Nathan pieścił moje piersi. Jęczałam, najciszej jak mogłam. Zanim poddał się całkowitej rozkoszy, poczekał na mnie.
Rano obudziła nas pielęgniarka i stojący obok niej doktor Raynolds. 
-Proszę, niech pan nie mówi mojej mamie! Nie wypuści mnie z domu do końca życia!
-Byłem za ciebie odpowiedzialny, a zastałem cię nagą w jego łóżku.
-Wiem, wiem. Proszę, proszę dać mi jeszcze jeden kredyt zaufania. Proszę.
-Robię to, ale ze względu na twoją matkę. Nie chcę, żeby się na tobie zawiodła.
-Dziękuję panu, bardzo panu dziękuję- rzuciłam się na szyję Raynolds' a, po czym zorientowałam się, że jestem naga. Nathan nie wytrzymał i się zaśmiał. Puściłam go i przykryłam się kołdrą obok Nathan' a. Ubrałam się, gdy wszyscy wyszli i zostałam z nim sama.
-Chyba zwariowałam, że się na to zgodziłam- mówiłam mu zakładając jeansy.
-Przepraszam. Nie chcę, żebyś tego żałowała. 
-Nie żałuję.
-To dobrze, bo ja też nie.
-Tylko zrozum. Moja mama pozwoliła mi spać dwie noce z rzędu w szpitalu, na tej samej sali, co chłopak, który powiedział jej, że się kumplujemy. Zaufała mi a ja...
-Przespałaś się ze mną.
-Dokładnie. Dzisiaj wracam do domu, nie chcę, żeby Raynolds znów obudził mnie w momencie, kiedy jestem naga z chłopakiem, z którym spędziłam noc. 
-Wiem, to było dziwne, ale nago masz jeszcze ładniejszy tyłek.
-No dziękuję.
-Jestem szczery- zbliżył się i mnie pocałował.
-Muszę lecieć. Do jutra.
Wyszłam ze szpitala. Ciocia Paige przyjechała z mężem i moimi dwiema kuzynkami. Gdy weszłam do domu, w salonie sidziała Charlotte. Poszłam na górę do swojego pokoju. Uslyszałam jak ktoś puka w okno.  


Trochę krótki. Wiem, ale mało czasu dzisiaj miałam.

Caroline.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz