-Czego chcesz?-otworzyłam okno spoglądając na Charlotte
-Chciałam pogadać.
-Nie potrafiłaś zapukać do drzwi ?
-Nie otworzyłabyś.
-W sumie racja. Właź, tylko nie spadnij.
-Dzięki- odpowiedziała przekładając nogę i stawiając ją na podłodze.
-O czym chciałaś pogadać?- zapytałam zakładając ręce na klatkę piersiową.
-No wiesz.
-Nie, tak właściwie to nie wiem.
-No o Nathanie.
-Matt cię tu przysłał?
-Nie, sama przyszłam. Teraz jest u Nathana- odpowiedziała łagodnie. Zrobiłam gest ręką zapraszający ją do posadzenia się na dywanie.
-No więc co tu robisz?- zapytałam siadając na przeciwko niej.
-Chciałam cię przeprosić, za to, że cię oskarżyłam, że zrobiłaś to celowo. W sumie gdybyś chciała, żeby mu się coś stało skakałabyś nad nim.
-Myślałam, że znasz mnie trochę lepiej.
-Bo znam. Tylko.. wiedziałam, ze kiedy dowiesz się, że Nathan jest dla ciebie miły tylko ze względu na mnie i Matt' a to wpadniesz w furię.
-Tak. Był miły do mnie ze względu na was, ale w szpitalu mi powiedział, że mnie lubi.
-Serio?!- niedowierzającym wzrokiem wpatrzona była w moje usta.
-Serio- oblałam się czerwonym rumieńcem i zaczęłam śmiać.
-O co ci chodzi wariatko?- zapytała widząc, że jest między nami w porządku. Rzuciłam się na nią i turlałyśmy się po podłodze śmiejąc najgłośniej jak potrafiłyśmy.
-Co ty wyprawiasz?
-Nic, śmieję się!- krzyknęłam zanosząc się od śmiechu.
-Spokój! Czy to co ja myślę to prawda?- podejrzliwie spojrzała na mnie znad rozczochranych włosów.
-Ale co myślisz?- znów zaśmiałam się.
-Spałaś z nim?!- popatrzyła na mnie zaskoczona.
-No tak, w szpitalu- odpowiedziałam i popatrzyłam na nią znacząco.
-Idiotko! Na prawdę? Pieprzyłaś się z nim?
-No raczej...- znów obie zaczęłyśmy się śmiać.
-I jak?
-Co jak?
-No jak było?!
-Niech pomyślę... w łóżku to on jest zajebisty- znów wyszczerzyłam się.
-Idź się lecz!- krzyknęła.
-Z chęcią. Położę się na jego sali.
-A tak w ogóle opowiadaj. Jak skończyliście poszliście od razu spać, czy się ubraliście?
-Poszliśmy spać.
-A jak się obudziłaś? Spał, był ubrany czy czekał na ciebie?
-Wiesz.... żadna z opcji.
-Co?!
-No obudziła nas pielęgniarka- zaśmiałam się, ale chyba bardziej ze wstydu niż z komiki sytuacji- i obok niej Raynolds.
-O Boże! Fuuuj..!
-Tak. Ale mamie nic nie powie.
-Całe szczęście.
-No tak. A najgorsze w tym, że rzuciłam mu się na szyję i byłam naga.
-Jaka ty jesteś głupia- zaśmiała się obejmując mnie.
-Tak, ale ty też!
-Idziemy się przejechać?- zapytała.
-Nie mogę- odpowiedziałam kręcąc głową- rodzice kazali mi zostać z Christine.
-Po co? Przecież dzisiaj nie mają planu zdjęciowego?
-Chcą gdzieś na weekend wyjechać, razem z twoją mamą.
-I masz zostać z Christine cały weekend?!
-Nie, zabierają ją ze sobą. Dopiero za trzy tygodnie jadą na ten weekend więc można coś zaplanować u mnie- uśmiechnęłam się znacząco.
-To jest genialne! Mama mi nic nie mówiła, że też jedzie- powiedziała trochę z zawodem.
-No bo to miała być niespodzianka, chciała cię wziąć ze sobą, ale moja mama jej wytłumaczyła, że wolałabyś zostać ze mną.
-Mówiłam ci już jak bardzo kocham twoją mamę?- zaśmiała się.
-Tak jakieś sto razy.
-A to może przejedziemy się z Christine do Nathana?
-Zapytam mamy- otworzyłam drzwi z pokoju i zbiegłam na dół.
-Pogodziłyście się?- zapytała.
-Tak. O! dzień dobry pani Pocket.
-Cześć Michie.
-Mamo, mogę zabrać Christine razem z Charlie do Nathana?
-Jakiego Nathana?- zapytała śmiejąc się.
-Mamo! Tego, którego rąbnęłam drzwiami.
-Nie denerwuj się tak. Możecie. Weź Blue Jeans' a. Dawno na nim nie jeździłaś, a Charlie może pojechać na Tequili.
-Chciałam jechać na Smoke' u.
-Wiem, że to jest twój koń, ale Blue Jeans też.
-Wiem mamo, wiem. A Tequila to przecież jest koń Christine.
-Tak, ale jeszcze sama nie może jeździć. Ma dopiero 4 lata, jakbyś nie zauważyła.
-Dobra to ja biorę klucze jakby coś- powiedziałam odwracając się. -A kiedy tata wraca?-zapytałam
-Za chwilę będzie.
-No to mu przekaż wszystko. Dobra?
-Tak, przekażę. Idźcie się zbierajcie póki jestem jeszcze i mogę Christine przypilnować.
-Dzięki mamo!-zawołałam. Wbiegłam na pierwsze trzy stopnie i wołałam Charlotte, aby zeszła na dół.
-Możemy?- zapytała.
-Tak, chodź.
-A mogę jechać na Tequili?
-Właściwie, to musisz.
-To fajnie. Chodź już.
Wyczyściłyśmy oboje koni. Cieszyłam się, że jadę na Blue Jeansie. Nie bał się ruchu ulicy, więc byłam pewna, że się nie spłoszy.
Christine siedziała razem z tatą na dworze i przyglądała się temu co robimy.
-Dziewczyny, my już jedziemy.
-Dobrze tato. O której wrócicie?
-Nie wiem czy wrócimy na noc. Napiszę wam, czy wrócimy, czy pójdziemy na imprezę do hotelu.
-Spoko. To o której będziesz wiedział?- zapytałam kryjąc szczęście.
-Jeśli do 19 nie napiszę nic to znaczy, że wrócimy , a jeśli nie to zostaniemy w hotelu- opowiedział uśmiechając się.
-A do której możemy zostać na dworze?- zapytałam szczerząc się.
-Póki Christine nie będzie zmęczona- odpowiedział stawiając Christine na nogi i odchodząc do domu. Chwilę później wyszedł z domu razem z obiema matkami. Charlotte usiadła w siodle. Podałam jej Christine, potem wsiadłam ja i odzyskałam siostrę we własne siodło.
-To gdzie jedziemy?- zapytała Charlie, gdy przejeżdżałyśmy między bramą.
-Do szpitala.
-No to w drogę- powiedziała i popędziła konia.
-Zaczekaj, ja tu mam małą.
-Ach.. no tak wybacz- zaśmiała się i zwolniła.
Zamyśliłam się nieco, a w tym czasie Charlie rozmawiała z Christine.
-Michie- zaczęła- Michie.. Michelle!
-Co?- ocknęłam się z głębokiej zadumy.
-Mówię do ciebie.
-Przepraszam, zamyśliłam się. Co mówiłaś?
-Pytałam, czy w końcu ty jesteś z Nathan' em czy nie- zaskoczyła mnie tym pytanie. Tak właściwie ja sama nie znałam na nie prawdziwej odpowiedzi.
-No tak, chyba tak.
-No nareszcie jakiś fajny chłopak
!- wykrzyknęła.
-Ej
! Miałam dużo fajnych chłopaków
!
-Tak jasne. Na przykład?
-Jake, Daniel, twój brat Johnny..
-Fuuu.
-Sama jesteś Fuuuuu- pokazałam jej język i znów zaczęłyśmy się śmiać.
-No, jesteśmy nareszcie- powiedziała ściągając wodze.
-Chodź
!
Przywiązałyśmy konie i pobiegłyśmy do sali Nathan' a. Kiedy tam wpadłyśmy nikogo nie było. Nie było jego rzeczy. Totalnie pusta sala. Poszłyśmy do salowej, ta jednak powiadomiła nas, że Nathan' a wypisali przed południem.
-No to pewnie są u Matt' a, albo u Nathan' a w domu- powiedziała Charlotte, próbując mnie pocieszyć.
-Chyba jednak nie jesteśmy razem- powiedziałam smutno, wzięłam Christine za rękę i ruszyłam w stronę schodów.
-Michie
! nie wygłupiaj się. Faceci tak robią.
-Obie dobrze wiemy, że tak nie jest.
-Przestań
! Wiesz, że oni zawsze tacy byli
!
-Charlotte!- zatrzymałam się gwałtownie- Weź się ogarnij! Mnie nie obchodzi gdzie jest, co robi! w dupie to mam.
-Michie!
-Co?
-Jedziemy do nich- powiedziała stanowczym tonem.
-Nigdzie nie jadę- poczułam uderzające gorąco w oczach. Próbowałam się nie rozpłakać.
-Michie proszę. Muszę pogadać z Matt' em.
-Dobra niech ci będzie, ale ja tam nie wchodzę.
-Niech będzie- powiedziała wsiadając na Tequilę.
Posadziłam Christine w siodle Charlotte, a sama wskoczyłam na grzbiet Blue Jeans' a.
-Chcesz to ja pojadę z Christine?
-Dzięki- powiedziałam przechodząc w kłus.
Przeszłam w galop. Jechałam w ciszy, a za sobą wciąż słyszałam rozmowę dziewczyn. Zatrzymałam się przed domem Matt' a i czekałam, aż Charlie razem z Christine mnie dogonią. W końcu zatrzymały się obok mnie.
-Michie, może chodź co? Popilnujesz Christine, a ja z nim pogadam.
-Z resztą, nie mam nic do stracenia- zeszłam z Blue Jeans' a i przywiązałam go do bramy. Wzięłam Christine do siebie, a Charlotte zrobiła to samo co ja wcześniej. Zadzwoniła do drzwi. Wychyliła się przez drzwi matka Matt' a.
-Dzień dobry Charlotte- powiedziała pogodnie kobieta.
-Dzień dobry. Czy jest może Matthew?- zapytała Charlie
-Wyszedł rano do Nathan' a, a teraz siedzą u niego w domu. Jeżeli chcesz to mogę mu coś przekazać.
-Nie, nie trzeba. Dziękuję.
-Może napijecie się czegoś?
-Nie dziękujemy- powiedziałam.
-Musimy już jechać- dokończyła za mnie Charlie.
-Więc do widzenia dziewczyny- kobieta uśmiechnęła się i nas pożegnała. Wyszłyśmy, a kiedy wszystkie trzy siedziałyśmy w siodłach zaczęłam:
-Charlie, ja wracam do domu.
-Co?- była tak zdziwiona, że aż podjechała bliżej mnie.
-Nie dam rady popatrzeć mu w oczy.
-Co?- powtórzyła- ale dlaczego?
-Dlaczego? Dlaczego?- poczułam jak łzy ogrzewają mi twarz.- Wiesz jak ja się teraz czuję? On mnie wykorzystał!
-Michie, uspokój się!
-Nie kurwa! Nie uspokoję się!
-Michelle!- krzyknęła Charlie przytulając do siebie Christine.
-Oddaj mi CiCi!
-Nie. Pojedziesz za mną, albo nie dam ci jej.
-Chcesz ją porwać?!
-Dziewczyno, o co ci chodzi?!
-Oddawaj mi ją do cholery!
Charlotte ruszyła. Miałam wielkie szczęście, że jeździłąm zawodowo, bo nie odstępowałam jej na krok.
-Weź się uspokój!- krzyczała próbując przyspieszyć.
-Jeśli Christine się coś stanie, zabiję cię!- przyspieszyłam i zagrodziłam jej z Blue Jeans' em drogę. Wyminęła mnie ledwo nie wypuszczając z rąk CiCi i pojechała dalej jeszcze szybciej. Zatrzymała się przed bramą domu Nathan' a, zeskoczyła z Tequili i szybko przeszła na stronę ogrodu. Rozpędziłam się i przeskoczyłam płot. Charlotte krzyknęła. Wtedy zauważyłam jak Tequila ucieka.
-Ty szmato!- krzyknęłam. Z podręcznej torby wyciągnęłam linę i wyjechałam na drogę. Nigdy nie widziałam tego konia tak spłoszonego i szybkiego. Przyspieszałam jak mogłam, ale to ni nie dawało. Zauważyłam w oddali samochód osobowy. Tequila wciąż obracała łeb i przyspieszała. Miałam tylko kilka sekund na złapanie jej. Nie zdążyłam. Samochód uderzył w Tequilę, a ta przeleciała po dachu. "Tequila"- krzyknęłam. Kierowca nawet się nie zatrzymał. Zeskoczyłam z Blue Jeans' a. Ufałam mu najbardziej ze wszystkich koni z naszej stajni.
-Zostań Blue Jeans! Zostań.- Podbiegłam do Tequili. Żyła, choć była poturbowana. Nogi wyglądały na złamane. Cała krwawiła. Płakałam, nie miałam pojęcia co należało zrobić. Chciałam jej pomóc wstać. Blue Jeans podszedł wolno do córki i przyglądał się całej sytuacji. Nawoływał córkę. Wstałam. Jej tylne nogi wyglądały na całe. Postanowiłam wykorzystać Blue Jeans' a do pomocy. Chwyciłam wodzę i wycofałam go. Po wielkim wysiłku Tequila wstała. Stanęła na tylnych nogach, a ja naprowadziłam ją na grzbiet Blue Jeans' a. Nie potrafiłam powstrzymać łez. Krzyczałam. W końcu udało się ułożyć ją tak, aby nie musiała naciskać na przednie nogi. Powoli przesuwaliśmy się, raz po raz wybuchałam płaczem. Zdałam sobie sprawę, że znienawidziłam Charlotte. Zatrzymałam Blue Jeans' a, musiał odpocząć. Zadzwoniłam w tym czasie do weterynarza. Powiedział, że mam spróbować dojść jak najdalej, a kiedy będzie już w drodze zadzwoni do mnie i dowie gdzie dokładnie jestem. Zatrzymałam się akurat pod domem Nathan' a kiedy usłyszałam telefon. Pan Miles zatrzymał się przede mną. Wciąż płakałam. Załadowaliśmy ją. Lekarz polecił mi, abym wzięła Blue Jeans' a i pojechała do domu.
Postanowiłam zabrać Christine z rąk Charlotte i pozostawić sprawę jasno. Przed domem nikogo nie było, musiały więc wejść do środka. Przejrzałam się w ekranie telefonu. Tusz był rozmazany, twarz wyglądała jak osoby, która właśnie wyszła z kąpieli błotnej. Miałam to w nosie. Zadzwoniłam do drzwi, ale nagle zaczęło się we mnie gotować. Stałam z Blue Jeans' em który wciąż nawoływał córkę, cała brudna, spłakana, wściekła. Miałam ochotę zabić Charlotte. Po chwili usłyszałam kroki. Drzwi otworzył mi Nathan.
-Cześć- powiedział, a zobaczywszy mnie ledwo stłumił śmiech, chrząkając.
-Jest Christine?- zapytałam obojętnie nie patrząc na niego.
-Tak, są na górze- znów ledwo powstrzymał wybuch śmiechu.
-To dobrze- bąknęłam i weszłam do środka nie czekając na zaproszenie. Dobrze, że nie byłam wampirem. Weszłam na górę po schodach, gdzie był dosłyszalny śmiech siostry. Gdy weszłam do pokoju coś we mnie pękło. Chris bawiła się z Charlotte. Kolejne łzy puściły się wzdłuż moich policzków. Wskoczyłam do pokoju.
-Christine chodź tu natychmiast- powiedziałam tonem przepełnionym gniewem i nienawiścią, którą próbowałam stłumić.
-Co się stało?- zapytała Christine podchodząc do mnie.
-Powiem ci w jak będziemy wracać- rzuciłam ostro.
-Ale ja chcę zostać z Charlotte i Matt' em i Nathan' em.
-Gówno mnie to obchodzi! W tej chwili złaź na dół po schodach i nie wolno ci się od teraz do nikogo odzywać póki ci nie pozwolę- krzyknęłam, a kiedy dziewczynka się rozpłakała i wyszła z pokoju, zrozumiałam, że to nie ona zawiniła.
-Po co tak się drzesz po tym dziecku?- powiedziała ze złością Charlotte, wstając i podchodząc do drzwi.
-Nigdzie nie pójdziesz- powiedziałam.
-Co?
-To co słyszałaś- mówiłam głosem ciszonym z którego kipiała nienawiść.
-O co ci chodzi?!
-O co mi chodzi?!- rzuciłam się na nią i uderzyłam jej głową o ziemię, a ta ze strachem popatrzyła na mnie- przez ciebie o mało nie zginęła Tequila- uderzyłam jej pięścią w twarz- uderzyło w nią auto- znów zadałam jej cios- jest cała zakrwawiona, jeżeli ona tego nie przeżyje- tym razem uderzyłam ją w brzuch i w klatkę piersiową- to ty z tego też cała nie wyjdziesz.
Próbowała zasłonić rękami, ale nic jej to nie dawało. Matt wyrwany z szoku próbował mnie od niej odciągnąć- na próżno. Wołał Nathan' a, który przybiegł i razem z Matt' em mnie odciągnął od zakrwawionej Charlotte.
-Trzymaj ją- ryknął Matthew.
-Mam ją!
-Puść mnie!- krzyknęłam uderzając łokciem w śledzionę.
-Michie, Michie uspokój się- wyszeptał mi do ucha.
-Nie mów do mnie Michie! Nie masz prawa tak do mnie mówić!
-Ale..- zwolnił uścisk i mogłam się wydostać, podeszłam do Charlotte i przyglądałam jak krwawi. Czułam zadowolenie. Zebrałam się i zeszłam na dół. Wciąż płakałam. Christine widocznie już się na mnie nie gniewała, bo chwyciła mnie za rękę i poprosiła, abym pomogła jej wejść na Blue Jeans' a. Nie miałam ochoty dosiąść go, więc prowadziłam go za wodzę, z Christine na grzbiecie i co chwilę traciłam łzę.
-Michelle!, Michelle - usłyszałam za sobą znajomy głos.
-Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać ty niedoszły morderco.
Podeszli do mnie. Charlotte była podtrzymywana przez Nathan' a spoglądającego na mnie ze strachem i Matt' a patrzącego z obłędem w oczach.
-Jest mi tak przykro! Michie na prawdę!
-Nie mów do mnie Michie!- krzyknęłam obracając się.
-Proszę cię daj mi wytłumaczyć!
-Christine- wyszeptałam do małej- on cię zawiezie do domu i tam na mnie czekaj, dobrze?
-Dobrze- odpowiedziała.
-Tylko trzymaj się mocno. Blue Jeans zabierz ją do domu- zwróciłam się do konia i klepnęłam go w zad i ruszył.
-Co do cholery mam ci dać wytłumaczyć?- zwróciłam się do Charlotte.
-Ja myślałam, że ona jest taka jak Blue Jeans, że zostanie jeśli jej powiesz.
-Skończ pierdolić, bo gadałam ci nie raz, nie dwa, że to mój najbardziej płochliwy koń!
-Przepraszam Michie!- nagle odezwał się Nathan.
-Nie odzywaj się do mnie!
-Dlatego chciałam, żebyś do niego przyjechała, bo miał ci coś do powiedzenia.
-Tylko, że ja mam głęboko w dupie, to co on chce powiedzieć!- poczułam żal. Pobiłam Charlotte, a ona jeszcze chodziła za mną, przepraszała, a ja ją tak traktowałam.
-Michelle- usłyszałam, ale nie z ust Nathan' a, albo Matt' a. Tylko z ust Charlotte- na prawdę, nie chciałam żeby jej się coś stało. Kocham Tequilę, wiesz o tym.
-Tak wiem- zatrzymałam się i spojrzałam na nią. Krew gościła, na prawie całej jej twarzy. Wyciągnęłam chusteczkę i podeszłam do niej. Spróbowałam wyczyścić szkarłatny płyn chociażby z jej nosa i oczu. Płakała. Nie wiedziałam jedynie, czy dlatego, że tak ją boli, czy ze strachu, czy za Tequilą, postanowiłam więc spytać:
-Dlaczego płaczesz?
-Nie wiesz?- zapytała przyglądając mi się znad opuchniętej twarzy.
-Boli?
-Boli, ale nie dlatego płaczę- powiedziała łagodnie.
-Ze strachu?
-Boję się, ale nie ciebie i nie dlatego płaczę- odpowiedziała znów tym samym łagodnym tonem co wcześniej.
-Za Tequilą?
-Płaczę za nią w duchu.
-Więc dlaczego płaczesz?-zapytałam nie znając już żadnej innej opcji.
-Bo narobiłam ci takiego kwasu, a ty mi teraz pomagasz- zauważyła łzę w moim oku.
Chwyciłam ją w talii obiema rękami i zarzuciłam na plecy ledwo wytrzymując jej ciężar. W drodze do domu nie odezwałam się 'ni słowem. Pod domem czekała na nas Christine na Blue Jeans' ie. Otworzyłam drzwi, rozłożyłam koc na kanapie i położyliśmy na niej Charlotte. Christine ściągnięta wcześniej z wierzchowca siedziała obok dziewczyny. Odprowadziłam Blue Jeans' a do boksu i nalałam wody. Wyszłam zamknąwszy drzwi i weszłam do domu.
-Charlotte, potrzebujesz czegoś?podeszłam do kanapy schylając się nieco.
-Jestem głodna- powiedziała śmiejąc się.
-Jak zwykle wyżresz mi całą lodówkę, ale za to co ci zrobiłam należy ci się.
Nathan wciąż patrzył na mnie z fotela.
-Weź rusz się do apteczki po wodę utlenioną i jakiś bandaż czy coś, a nie siedzisz jak zaproszony- popatrzyłam na niego gniewnie.
-Nie wiem gdzie masz apteczkę. Pokaż mi.
-Więc chodź.
Zaprowadziłam go do pomieszczenia za kuchnią. Niespodziewanie zamknął drzwi od środka na klucz.
-Oddawaj klucz !
Krótki, chociaż pisałam go trzy dni : /
No ME GUSTA : (
Caroline
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz