-Cześć laski- Nathan usiadł obejmując mnie i Charlie.
-Cześć frajerze- popatrzyłam na niego z wzgardą, ale i zaskoczeniem.
-Nie bądź taka niemiła- uśmiechnął się łobuzersko i zdjął ze mnie ramię.
-Michie, zapomniałam, że muszę nas zgłosić na bal Bożonarodzeniowy !- Charlotte poderwała się z miejsca i poszła w stronę szkoły.
-Ja pójdę z nią, powiedzieć nauczycielce, że gramy z wami- powiedział Matt i dobiegł do Charlotte.
Wpatrywałam się chwilę w nich, w końcu jednak odwróciłam się, a Nathan ciągle siedział obok mnie.
-Czego chcesz pajacu?!
-Dlaczego tak nas nienawidzisz?-zapytał przyglądając mi się uważnie.
-Niech pomyślę- udałam, że się zastanawiam, drapiąc się po głowie- od kiedy się poznaliśmy, nabijacie się ze mnie, a kiedy dowiedzieliście się, że Charlie się ze mną przyjaźni, nabijaliście się też z niej. Po za tym, żałosne z was dupki.
-Ale ci się podobam?
-Co?-poderwałam się z ławki.
-Ej spokojnie, usiądź. Tylko pytam- znów uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie mów mi co mam robić! To po pierwsze. Po drugie nie podobasz mi się, ani ty , ani Matthew. Po trzecie. Myślisz, że skoro grasz ze mną w zespole, to się kumplujemy? Mylisz się. Nie. Nigdy ci nie zapomnę, tego co powiedziałeś o mojej mamie na tej imprezie. Matt nie jest, aż taki zły jak ty. On nie opowiadał o mojej mamie takich niestworzonych historii. I gdybyś znał całą prawdę, wiedziałbyś, że szukała mnie latami, zawiesili jej program, bo wyglądała tak źle.
Poczerwieniał. Widocznie zrobiło mu się głupio. Patrzyłam mu prosto w oczy.
-Słuchaj, ja przepraszam, nie wiedziałem, że to takie obraźliwe.
-Nie wiedziałeś, że powiedzenie około dwustu osobom, że moja mama specjalnie mnie zgubiła, a gdy zaczęły ją dręczyć wyrzuty sumienia to mnie znalazła? No tak właściwie to żadna obraza.
-Michie przestań.
-Nie mów do mnie Michie. Dla ciebie Michelle.
-Michelle, proszę cię posłuchaj mnie.
-Wiesz, jakoś nie mam szczególnej ochoty.
-Michelle- on również podniósł się z ławki. Na tę scenę patrzyli wszyscy, którzy byli w szkolnym parku.
-Od kiedy to nie mówisz do mnie "Sierota"?
-Od dawna jakbyś chciała zauważyć. Nie nazwałem cię tak od zakończenia poprzedniego roku szkolnego.
Faktycznie. Nie nazywał mnie tak od mniej, więcej tamtego czasu.
-Jestem z ciebie dumna- uśmiechnęłam się drwiąco i odwróciłam do niego bokiem.- nie obrażasz już ludzi, bo przeczytałeś w jakiejś głupiej książce, że oni też mają uczucia, a nie tylko ty?
-Też jestem z tego dumny.
Stanął na przeciw mnie. Był ode mnie o ponad półtorej głowy wyższy. Popatrzyłam w jego brązowe oczy i spostrzegłam, że on również patrzy w moje. Poczułam dziwne łaskotanie w żołądku. Spuściłam głowę i schyliłam po moją torbę. Zauważyłam, że naszywka, którą dostałam od Corey' a Taylor'a z nazwą zespołu Slipknot, słabo się trzyma. Oderwałam ją i włożyłam do kieszeni spodni. Zostawiłam Nathana, samotnie stojącego i wpatrującego się jak odchodzę. Kelly do mnie podbiegła i uśmiechnęła pogodnie.
-Cześć Michie.
-Kelly! O, hej.
-Co to było?
-Ale co?-zapytałam wyrwana z głębokiego zamyślenia, zupełnie tracąc jego wątek.
-Jak to co? To z Nathanem.
-Ach.. To nic! Po prostu rozmawialiśmy.
-No właśnie. Rozmawialiście, potem zaczęłaś się wydzierać na niego, potem on wstał i mało co się nie pocałowaliście!- zaczerwieniłam się.
-To nie prawda, staliśmy i patrzyliśmy się na siebie złowieszczym wzrokiem.
-Ja bym raczej powiedziała, że to ty patrzyłaś na niego złym wzrokiem, on patrzył ci w oczy i szło wyczuć tek seks który był między wami, nawet 25 metrów dalej.
-Nic między nami nie było. I nie będzie.
-No tak. Po za tym, że będzie grał w naszym zespole.
-No i co w związku z tym?
-To przecież nie prawda, że zakochałaś się w 3 gitarzystach i 5 perkusistach.
-To co, tamci byli zabójczo przystojni, seksowni i mnie nigdy nie wyzywali.
-No bo Nathan i Matt nie są przystojni prawda?
-No dobra są- zaśmiałyśmy się głośno.
-Chodźmy lepiej do Charlotte i Matt' a. Pewnie już się kłócą.
-Pewnie masz rację.
Weszłyśmy do szkoły i poszłyśmy w stronę piwnicy w której odbywały się wszystkie imprezy. W korytarzu dosłyszałyśmy rozmowę. Usłyszałam głos Charlotte i Matt' a. Rozmawiali spokojnie.
-Muszę jej powiedzieć, że jesteśmy razem. To moja przyjaciółka.
-Nie możesz. Przynajmniej nie teraz.
-To kiedy?
-Później, kiedy nie będzie mnie już tak nienawidziła.
-Chciałam jej powiedzieć od samego początku. A ty mnie w ogóle nie słuchasz. Ona jest dla mnie ważniejsza od ciebie. Powiem jej, czy ci się to podoba, czy nie.
-Nie podoba mi się.
Wyszłam zza ściany, za którą podsłuchiwałyśmy razem z Kelly.
-Jestem dla ciebie ważniejsza od Matt' a?- popatrzyłam na nią jak bezdomny szczeniaczek na osobę, która wzięła go do swojego domu.
-Oczywiście, że tak. Oddałabym dla ciebie wszystko- powiedziała Charlotte i objęłyśmy się jak siostry.
-Ja dla ciebie też- wyszeptałam.
-No dobra, dość tego ściskania.
-To ile jesteście razem?
-Od zakończenia roku szkolnego- odpowiedziała Charlie.
-Tak długo? Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz?
-Bo chciałam, żebyście się trochę polubili. Zauważyłaś, że Nathan był dla ciebie milszy prawda?
-To on wiedział? A ja nie wiedziałam? Dzięki za zaufanie. Dostałam sms' a od mamy:
"Kochanie przywiozłam Ci twoją gitarę klasyczną i elektryczną. Nie napisałaś, którą więc wzięłam obie. Jakiś chłopak powiedział, że gracie razem i, że zaniesie je do Ciebie. Wydawał się nie kłamać, więc napisz kiedy je dostaniesz. Jestem jeszcze w szkole. Pod gabinetem pedagoga. Kocham Cię Mama. ,,
Sorry, ale muszę iść, mama na mnie czeka.- skłamałam i pobiegłam korytarzem, do gabinetu pani pedagog.-Cześć Skarbie- mama przytuliła mnie.
-Cześć mamo. Jak wyglądał ten chłopak, który wziął moje gitary?
-Taki wysoki, przystojny- zaśmiała się.
-Okej. Więcej nie dawaj mu moich rzeczy. Muszę lecieć. Pa- ucałowałam ją w policzek i pobiegłam w stronę korytarza do piwnicy. Natknęłam się na Nathana niosącego moje dwie gitary.
-Cześć Michie.. to znaczy Michelle. Tu są twoje- zanim zdąrzył skończyć zdanie wzięłam moją gitarę klasyczną.
-Kto ci pozwolił dotknąć tej gitary?-wykrzyczałam.
-Chciałem tylko pomóc.
-Nie musisz już być milutki. Dowiedziałam się.
-Ale ja chcę być miły do ciebie.
-Jeśli chcesz być miły, to oddaj mi moją gitarę i odpierdol się ode mnie.
-Jeśli tego sobie życzysz tak zrobię.- odebrałam swoją gitarę i zaniosłam je oby dwie do sali muzycznej. Próba miała być po biologii na, którą dzwonek zadzwonił 10 minut temu. Weszłam do klasy. Pani z biologi pokrzyczała sobie i usiadła za biurkiem. Po dzwonku wyszłam jako pierwsza, chcąc uniknąć Charlotte, poszłam do piwnicy i weszłam do schowka na miotły. Był dość obszerny jak na schowek. Poszłam jeszcze do sali muzycznej po gitarę i wróciłam do schowka. Brzdąkałam kawałek Metalliki "Nothing Else Matters". Kiedy usłyszałam, że drzwi sali muzycznej co chwila zamykają się i otwierają postanowiłam wyjść. Otworzyłam drzwi szybkim zamachem i uderzyłam kogoś.
-O Boże, przeprasz... Może jednak nie przepraszam.
-Nie ma sprawy. Nic się nie stało.
-Co? Nie powiesz mi, że jestem nienormalna?
-Nie. Uważam cię za całkiem normalną, po za twoją urodą- poczułam rumieniec na twarzy.
-Na pewno dobrze się czujesz?- powiedziałam widząc jak jego twarz blednie.
-To, że powiedziałem, że jesteś ładna po tym jak walnęłaś mnie drzwiami, wcale nie oznacza, że mam uszkodzony mózg- powiedział spokojnie rozcierając miejsce na głowie, które najbardziej oberwało.
-Nie chodzi o to. Zbladłeś. Chodź, pomogę ci wstać- podałam mu rękę, i pociągnęłam mocno. Stanął na nogi puścił moją rękę i w ułamku sekundy znów leżał na podłodze. Tym razem nieprzytomny. Zaczęłam wołać "Pomocy!", przybiegła Charlotte z Matt' em i Kelly.
-Coś ty mu zrobiła?!- zapytała Charlotte z wyrzutem w głosie i na twarzy.
-Niechcący uderzyłam go drzwiami!
-Ciekawe, że niechcący!- zaczęła krzyczeć Charlie. Kelly wpatrywała się w nieruchomą twarz Nathan' a. Matthew, klęczał próbując ocucić przyjaciela.
-Zawsze chciałaś go pobić! Ile razy mi mówiłaś, że jakbyś go dorwała to nie podniósłby się z łóżka.
-Weź odwal się ode mnie. To nie ja ukrywałam 4 i pół miesiąca przed, podobno -zrobiłam gest palcami oznaczający cudzysłów- najlepszej przyjaciółki. Matt weź go popilnuj ja zadzwonię po karetkę. Muszę wyjść na dwór, bo tutaj nie mam zasięgu. Kelly idź po nauczyciela.
Wybiegłam z piwnicy i chwilę potem, dzwoniłam na pogotowie.
Poinformowali mnie, że będą do 10 minut. Powiedziałam, gdzie jest piwnica i żeby przyszli tam. Po wykonanym telefonie, znów pobiegłam do piwnicy. Nathan leżał bez koszulki w przeciągu. Nogi miał położone na krześle, lecz wciąż był nieprzytomny. Podeszłam do niego i uklękłam. Kelly szła z jego wychowawczynią. Panią Suzan Gilbert. Miała szklankę pełną wody.
-Co się tutaj stało?
-Proszę pani, uderzyłam przez przypadek Nathan' a drzwiami kiedy wychodziłam ze schowka.
-Och ty głupia! Jak można być tak nieuważnym?
-Przepraszam.
-To nie mnie przepraszaj tylko tego biednego chłopaka. Za karę pojedziesz z nim do szpitala.
-Ale, mamy próbę.
-Bez Nathana i tak próby nie będzie. Więc to nie problem.Więc masz jechać razem z nim.
-Tak jest proszę pani.
Mama właśnie podeszła do nas.
-Dobrze, że do mnie napisałaś. Zdążyłam przyjechać przed karetką. Muszę przyznać, że zasłużyłaś na karę. Wiem, że nie chce ci się jechać z nim, więc pojedziesz.
-Wy mnie nienawidzicie- powiedziałam łypiąc spode łba na nauczycielkę.
-Ja cię kocham, ale trzeba uważać i tyle.
Weszło dwóch lekarzy i ratownik medyczny. Wyciągnęli aparat tlenowy i założyli mu maskę na nos i usta.
-Zabieramy go do szpitala, najprawdopodobniej, ma lekki wstrząs mózgu. Jeśli będzie wszystko w porządku to zostanie kilka dni na obserwacji, a jeśli nie to będziemy go leczyli.
-Przepraszam panie doktorze-odezwała się nagle mama.- Czy pan to doktor Raynolds? Jack Raynolds?
-Znamy się?-zapytał, patrząc na nią lekko zdezorientowanym wzrokiem.
-Tak. Co pan tutaj robi? Przecież mieszkał pan w Manchesterze?
-Tam mieszkałem, ale teraz mieszkam tutaj.
-Pewnie pan nie pamięta, ale jakieś 16 lat temu operował pan mojego ojca. Był po wypadku samochodowym. Razem z siostrą wyciągnęłyśmy go z płonącego samochodu. Moje nazwisko ..
-Johnson- dokończył za mnie.-Phoebe Johnson.
-Pamięta pan?
-Ile razy trzeba panience mówić, że jestem Jack.- zaśmialiśmy się oboje.
-Znowu się widzimy nad chorą osobą.
-Twoja córka, jak sądzę, ma dużo siły.
-Tak, mam to po mamie- wtrąciłam się.- Przepraszam, że przerywam, ale muszę już jechać mamo. Zobaczymy się w domu.
Gdy jechaliśmy karetką do szpitala Nathan się ocknął. Kamień spadł mi z serca. W szpitalu zrobili mu prześwietlenie głowy, na którym faktycznie wyszedł lekki wstrząs mózgu, ale nie był niebezpieczny. Zniszczyłam mu piątek. Kiedy lekarze wyszli, zostałam z nim w sali sam na sam.
-Musisz to uczcić- powiedział podnosząc się wyżej na poduszce. Miał na sobie spodnie.
-Co mam czcić? Ciebie i twoją obitą głowę?
-Nie, raczej to, że przez ciebie leżę w szpitalu- zaśmiał się krótko.
-Tak tylko zmusili mnie, żebym tutaj z tobą siedziała.
-Nie ma tak źle. Możesz podziwiać moje mięśnie brzucha- uśmiechnęłam się pobłażliwie.
-Tak, no oczywiście, wyleję Nutellę na twój brzuch i ją z ciebie zliżę- powiedziałam ironicznie
-Jak sobie życzysz- spojrzałam na siniaki, na jego twarzy.
-Jak się czujesz?- zapytałam przybliżając krzesło bliżej jego łóżka.
-Jakby jakaś ładna dziewczyna przywaliła mi drzwiami od schowka na miotły.
-Ale jesteś zabawny. Boki zrywać. Poważnie pytam. Źle się czuję z tym, że masz przeze mnie wstrząs mózgu.
-No teraz, aż się lepiej poczułem.
-A co by sprawiło, żebyś poczuł się jeszcze lepiej?
-Myślę, że pocałunek dziewczyny, która uderzyła mnie drzwiami.
-Ta laska musi mieć na prawdę dużo siły skoro wygadujesz takie bzdury.
-Jakie tam bzdury? Należy mi się po tym, co mi zrobiła.
-A co jeśli ona nie chce cię pocałować?
-To spotkam się z nią w sądzie- poruszał brwiami i posłał mi swój łobuzerski uśmiech, choć był posiniaczony i na czole obwinięty bandażem, efekt był ten sam.
-Powiem jej, żeby cię pocałowała, albo kiedy będziesz spał, albo kiedy wrócisz do szkoły- uśmiechnęłam się i poczułam wibracje telefonu.
-Stało się coś?-zapytał
-Rodzicielka napisała, że albo wracam teraz do domu, albo śpię w szpitalu.
-To cześć. Przyjdziesz jutro?
-O czym ty do mnie mówisz?
-No idziesz do domu przecież..
-Nie. Śpię tutaj. Doktor Raynolds załatwił mi łóżko obok ciebie, więc nie musisz się bać.
-Serio tu śpisz?
-No tak.
-Co powiedziałabyś na wygłupy?
-Mówię: nie zgadzam się na ŻADEN rodzaj wygłupów.
-W czym będziesz spała?
-Tak jak w domu.
-Masz piżamę przy sobie?
-Nie śpię w piżamie.
-Więc jak.
-Nago.
-No to możesz spać ze mną w łóżku.
-Żartowałam idioto- chwyciłam jego dłoni.
-Jak możesz robić mi takie rzeczy? Domagam się pocałunku w tym momencie.
-Ty się możesz domagać, ale i tak go nie dostaniesz.
-Założymy się?
-O co?- zapytałam, uśmiechając się i ciesząc w duchu z pewnego zwycięstwa.
-Jeżeli ja wygram-zamyślił się na chwilę-jutro też będziesz tutaj spała, tylko w łóżku ze mną i w samych majtkach.
-Dobra. A jeżeli ja wygram to przelecisz się po całej szkole w damskich stringach i napisem na plecach "Jestem Gejem".
-No dobra. Mam czas na pocałowanie cię do kiedy?
-Póki nie zasnę, a że nie możesz ruszyć się z łóżka, to będziesz miał szansę jedynie gdy jestem na wyciągnięcie ręki do ciebie.
-Niech będzie.
-Ja idę do łazienki umyć zęby, a ty postaraj się zasnąć.
Wyszłam. Umyłam zęby i resztę ciała. Weszłam do sali z ręcznikiem na głowie, kiedy poczułam jak ktoś obraca mnie plecami w stronę drzwi. Nathan, odkrył ręcznik z mojej twarzy i pocałował, po chwili, niewinny pocałunek, stał się namiętny. Nie potrafiłam się oprzeć jego wargom, kiedy z wysokości moich ust, zszedł niżej by całować moją szyję. Usłyszałam stukanie pielęgniarskich butów, odepchnęłam go z trudem od siebie i położyłam w łóżku. Podpięłam do kroplówki, a gdy pielęgniarka przyszła, żeby dać Nathan' owi leki właśnie rozbierałam jeansy. Miałam zamiar spać w samej bieliźnie, ale biustonosz był, zbyt ciasny, więc poprosiłam o spodnie z piżamy i koszulkę.
Przegrałam jednak zakład.
Rano ciocia Paige przyjechała do mnie z ubraniami i wzięła z mojej szafki chyba najseksowniejszą bieliznę jaką posiadałam.
Cały dzień spędziłam w szpitalu z Nathan' em. Po południu w odwiedziny przyszedł Matthew. Poszłam do kiosku szpitalnego i zapytałam o prezerwatywy. Sprzedawczyni popatrzyła się na mnie jakbym właśnie jej oznajmiła, że jestem lesbijką i chcę się z nią przespać. Sprzedała mi opakowanie, a ja włożyłam je do spodni. Musiałam przyznać sama sobie. Bałam się zrobić tego z nim. Kilka dni wcześniej mogłabym go zabić.
Światła w salach były już pogaszone. Kładłam się już spać.
Caroline.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz